Zapraszamy do przeczytania ostatniego, dwudziestego czwartego odcinka "Amnezja" będzie zbliżała się ku końcowi. Tymczasem zapraszamy czytelników na jej dwudziesty trzeci odcinek. Jego autorką jest Wanda Wywijas. Życzymy miłej lektury! Zapraszamy do lektury.
Teraz!
Ten krótki sygnał natychmiast zakończył sprawy i na północy i na południu Polski. Marlenie wykręcono ręce w momencie, gdy odkręcała wodę pod prysznicem. Nie powiedziała ani jednego słowa schodząc po schodach w tak doborowym towarzystwie. Wojskowi prowadzili skutego Allana i całą obsługę domu. Na zewnątrz już "posprzątano ładując" całą ochronę do wojskowych samochodów. Najważniejszym jednak zadaniem było odnalezienie fiolek z aktywnym, śmiercionośnym wirusem. Wszyscy oczekiwali na ekipę chemików prawie bez tchu do czasu, gdy w drzwiach willi pokazała się uśmiechnięta od ucha do ucha ekipa w asyście policyjnej ochrony. Jedno krótkie OK zakończyło sprawę. Już za chwilę słychać było rozjeżdżające się w różne kierunki odgłosy syren ogłaszające pozytywne zakończenie sprawy.
W czasie gdy Jagoda i Maks płynęli na fali spokoju na suski posterunek, zakończyła się akcja likwidacji najważniejszego ogniska laboratoryjnego w Polsce. Nagle wycieczka wyszkolonych wojskowych w dwie sekundy uniemożliwiła jakikolwiek ruch obronny w podziemiach zamku. Z wybałuszonymi oczami ze zdziwienia, szli gęsiego wprost do podstawionego autobusu - profesorzy i laboranci.
Najbardziej zdziwiony był szef ochrony i kelner namierzony przez małego Adriana, który nie mógł przepuścić takiej sensacji. Siedział na ławce w parku i zapisywał swój kajet drobnym maczkiem. Ławeczkę tradycyjnie dzieliła z nim babcia Jagody uzbrojona w czarny parasol, którym chciała każdego walnąć w łeb, gdyby próbował ucieczki. Nawiasem mówiąc, cały czas była pełna podziwu dla Adrianka, który z niewiadomych punktów czerpał takie wiadomości. Dziś dzięki niemu zdobyła pierwsze miejsce w tym indywidualnym spektaklu. Bo był to iście spektakularny teatr. Wszędzie, ale to dosłownie wszędzie wyłaniały się białe ludki, jakby inwazja kosmitów z innej planety, chciała opanować Suchą Beskidzką.
Nie mniej zdziwiony, przygotowany do wyjazdu w nieznane był dr Barski, pilnie poproszony na oddział pogotowia ratunkowego. Chciał się cofnąć po usłyszeniu tych przeklętych słów: rączki! Jego zdumienie przekroczyło granice zdumienia na świecie.
Tylko mama Jana po krótkim wywiadzie z policją siedziała już na łóżku syna, z troską gładząc jego wymizerowaną twarz. Obaj nie chcieli mówić. Ten zdrowy spokój oczyścił oboje z dawnych naleciałości. Oboje zrozumieli, jak marną moc naprzeciw szczęścia, mają pieniądze.
- Potrzebuję zmiany mamuś - powiedział szeptem.
- Ja synu też.
Jagoda przez okno widziała znajome krajobrazy przesuwające się jak kadr jej ulubionego filmu. Właśnie wjechali do miasta. Oboje mieli taką adrenalinę, jakby ich serca chciały rozerwać klatkę piersiową i ulecieć jak ptaki w rajskie wyspy. Naprzeciw budynku dziwnym trafem rozsiadał się na ławce mały okularnik i pewna starsza pani podpierająca się czarnym parasolem, który w jej dłoni mógł być groźnym orężem przeciwko każdemu, który zagroziłby jej rodzinie.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? Tu się nic nie dzieje.
- Babciu! Zaraz babcia zobaczy - powiedział tajemniczo.
W tym momencie podjechało policyjne auto na krakowskich numerach i w asyście dwóch policjantów po schodach, powolnym krokiem, wspinała się wymizerowana Jagoda i wycieńczony przebytą chorobą Maks.
Ania ,trochę uspokojona rozmową z panią psycholog, o mało się nie przewróciła, lądując jednak w ramionach Jagody i Maksa. Płakali wszyscy. Trwało by to jeszcze długo, gdyby nie potęgujący ruch wciąż przybywających. Dyżurny oficer nie był w stanie zatrzymać wciąż nadchodzącego tłumu, ani zorientować się, o co tak naprawdę chodzi. Najrzetelniej wytłumaczyła starsza pani, strzelając mu prosto w pierś ostro zakończonym czarnym parasolem jak kałasznikowem.
- Zabieram wszystkich do siebie i to natychmiast. na protokoły macie czas - mówiac to z impetem otworzyła drzwi do pomieszczenia obok.
- Moje biedne dzieci - rozszlochała się, czule tuląc jak własne wnuki całą trójkę.
- Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle - powiedział oficer dyżurny rozkładając ręce. T
To dziwne, ale ta akcja była tajna. Skąd się dowiedzieli? Skąd? Nie wiadomo. W każdym bądź razie pół godziny temu wszyscy obecni dostali esemesa o treści: już są.
Babcia tymczasem dyrygowała. - Ania, Jagoda, Maks do naszego samochodu. Reszta wsiada do swoich tylko Adrianka mi tam zabrać - dodała. - Ruszamy do mnie na wieś.
Tylko Anita miała opory, ale skoro Bartek tak ochoczo przyjął zaproszenie? Czemu nie. Bliźniaki popiskiwały, że jadą na wieś. Jedziemy!
- Adrian dołącz do nas - dodała i mamę Maksa do przodu. - Ale ja tam niepotrzebna - słabo broniła się zawsze cicha stojąca w cieniu, kobieta. Nawet się nie przytuliła do syna. Wjechali na obszerne podwórko obrośnięte skostniałymi brzozami. Z daleka widać grubą krechę czarnego lasu.
- Co za zapach.. - zaśpiewały płuca Anity.
Adrian buszował po kuchni i spiżarni. Eldorado! Tu jest moje eldorado. Pachniało własnymi wyrobami, ciastem, kakałkiem, kawą, czosnkiem, królikiem w śmietanie i oczywiście naleśnikami dla najmłodszych. O dziwo, w kolejce po delikatne naleśniki z gruszkowym musem ustawiła się też Anita, Bartek i Maks.
- Jakby nic się nie działo - dumała Anita, a przecież mogło stać się coś strasznego!
Nikt z gości nie miał ochoty opuszczać tego najprzytulniejszego miejsca na ziemi. Adrian obładowany smakołykami wracał do domu nareszcie spełniony.
Oj będzie wracał, oj będzie - z uśmiechem obiecywał babci i panu Krzysztofowi.
Pozostała tylko Anka. Oczywiście babcia wyskoczyła zaraz na początku
- Krzysiu przyniesie rozkładany fotel i zostajesz u nas na zawsze.
- Ale żeby to było takie proste: zapomnieć. Jak żyć babciu, jak żyć? - spytała, nie oczekując żadnej odpowiedzi.
Ojciec Jagody załatwił dziewczynom tygodniowe zwolnienie z lekcji. Jest czas na obgadanie przyszłości. Najważniejszą jednak wiadomością jaką przyniósł było, to, że pozostawione dokumenty wyjaśniały o ukończeniu badań nad szczepionką przeciw najgroźniejszemu szczepowi wirusa, który mógłby zabić nawet całe populacje ludzi i zwierząt. A cała ta technologia oparta na uzbrajaniu nano cząsteczek, może przynieś ludziom dobro i zło.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze