Reklama


"Amnezja". Poznawajcie losy bohaterów i decydujcie o nich! cz.2

03/09/2021 19:10

Przed tygodniem rozpoczęliśmy publikację powieści/noweli interaktywnej „Amnezja” autorstwa Ireny Małysy i Daniela Grepsa. Dziś oddajemy w Wasze ręce jej drugi rozdział. Życzymy miłej lektury!

Rozdział II

– Jak to: „rozpłynął”? – spytała Anita, starając się zapanować nad głosem. Potrząsnęła Rafałem. – Co masz na myśli?

– Ja… – Chłopak uniósł dłoń do czoła. – Nie pamiętam…

Poczuła kolejne ukłucie niepokoju.

– Hej, wszystko w porządku? – Spojrzała mu w oczy. Wzrok nadal miał nieprzytomny. Jakby patrzyła na szklane paciorki. – Czy coś cię boli? Co tu się stało? Gosia, Tołdi?... – Spojrzeniem przeskakiwała kolejno po swoich uczniach.

Nie doczekała się odpowiedzi. Robotnicy jeden po drugim wstawali z ziemi, ruchy mieli spowolnione, na ich twarzach malował się ten sam wyraz oszołomienia.

Reklama

„Może to wstrząs mózgu” – pomyślała Anita. „Był przecież jakiś wybuch.” – Ale, tak po prawdzie, poza kupką gruzu nie dostrzegała niczego, co wskazywało by na wybuch. No i nie słyszała huku, wszystko odbyło się w ciszy. Tylko coś jak gwałtowny podmuch, co powaliło ją na ziemię. „Albo to zbiorowe zatrucie? A co, jeśli w oranżerii unoszą się trujące opary, niewidoczne dla oka i całkowicie niewyczuwalne? Coś jak czad…”.

Wyobraźnia podsuwała jej kolejne niepokojące scenariusze. Poczuła w żołądku mdlący kłąb strachu.

Reklama

– Wychodzimy stąd! – rzuciła, pociągając Rafała za ramię. – Tołdi, Gosia. Raz dwa.

Posłuchali i poszli za nią potulnie, choć z niepokojem zauważyła, że uginają się pod nimi nogi. Robotnicy ruszyli w ślad za nimi. To ich milczenie działało jej na nerwy. Jak mogą milczeć w takiej sytuacji! Przecież miał miejsce jakiś wypadek, powinni spróbować wyjaśnić, co się stało, odezwać się chociaż słowem…

„Może to szok. Tak, na pewno są w szoku. Trzeba zadzwonić po pogotowie. Pogotowie, a może i policję…”.

Choć wcześniej wydawało się jej, że park jest pusty, przed oranżerią zebrał się spory tłumek gapiów. Prócz swoich uczniów dostrzegła chłopaka i dziewczynę na rowerach, parę w średnim wieku, mężczyznę z pieskiem na smyczy i starszego, łysawego pana w okularach. Od strony przyzamkowej kawiarenki nadciągała kolejna gromadka ludzi zwabionych zamieszaniem. 

Reklama

– Co się stało? – zagadnął łysawy pan. – Przechodziłem nieopodal i poczułem wstrząs. Coś jak trzęsienie ziemi. Trwało zaledwie sekundę czy dwie, ale porządnie mną zachwiało.

– Nie wiem – odparła Anita, próbując pozbierać myśli. – Chyba coś wybuchło w oranżerii. Moi uczniowie tam byli… Oni…

– Dzwonię po pogotowie. – Łysawy wyjął z kieszeni telefon komórkowy.

Anita odetchnęła głęboko. Przynajmniej to ma z głowy. Przygarnęła do siebie Gosię, Tołdiego i Rafała.

– Usiądźcie na ławce. Jak się czujecie? Lepiej? – Żadnej odpowiedzi, czy choćby najmniejszego znaku, że dotarły do nich jej słowa. Zwróciła się do pozostałych uczniów: – Zbierzcie się w trzyosobowe grupy i rozejrzyjcie się za Maksem. Tylko nie wychodźcie mi poza teren parku, bo obedrę was ze skóry! Maks musi gdzieś tu być. Przecież nie rozpłynął się w powietrzu.

Reklama

Naraz przypomniała sobie ostatnie słowa Rafała i poczuła gwałtowny przypływ paniki.

***

Usłyszawszy polecenie nauczycielki, Kamil dyskretnie wmieszał się w gęstniejący z każdą chwilą tłumek gapiów. Niech pozostali szukają Maksa, on ma inne plany. W zapinanej na suwak kieszeni bluzy bezpiecznie spoczywał skręt z marihuany. Teraz tylko znaleźć jakiś zaciszny kąt. Wystarczą mu dwie, trzy minuty i znajdzie się w prywatnym niebie.

 Rozejrzał się wokoło. Jego uwagę przykuł chłopak, na oko dziesięcioletni. Nie, żeby robił coś spektakularnego – przeciwnie, rzucił się Kamilowi w oczy, bo jako bodaj jedyna osoba w parku zachowywał się spokojnie. Inni wyciągali szyje, gestykulowali zawzięcie i dyskutowali na temat incydentu w oranżerii. Maluch stał trochę z boku i notował coś w niewielkim zeszycie czy też notatniku. Od czasu do czasu rzucał znad zapisków badawcze spojrzenie.

Reklama

Kamil wahał się przez chwilę. Lada moment nauczycielka zbierze wszystkich uczniów do kupy i każe im wracać do szkoły. Zostało mu niewiele czasu, jeśli chce zajarać. Ale ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Podszedł do chłopca.

– Cześć – zagadnął. – Co tam tak skrobiesz?

Dzieciak podniósł głowę znad zeszytu. Miał duże, brązowe oczy i długie rzęsy. „Prawie jak dziewczyna” – pomyślał Kamil.

– Słucham?

– Pytałem, co tam tak zapisujesz.

– A dlaczego pytasz?

– Tak po prostu. – Kamil wzruszył ramionami. – Ciekawy jestem. No więc?

Reklama

– Wszystko.

– Co „wszystko”?

Chłopak odgarnął z czoła niesforną grzywę kasztanowych włosów.

– Pytałeś, co zapisuję, więc ci odpowiedziałem. Wszystko.

Kamil uśmiechnął się pod nosem.

– Jak się zapisuje „wszystko”?

– Na przykład przed chwilą opisałem każdą z osób, które stoją przed oranżerią. Tak z grubsza. Ogólna charakterystyka. Opis reakcji, wygląd, mimika. Do tego skrótowo: pogoda, kształt chmur. Wiatr umiarkowany. Zapach… brak. Przyszedłem do parku jakiś kwadrans temu, w tym czasie słyszałem kilka ptaków. Gawron, kawka, wróbel, kos, dzierzba. Ale od pięciu minut nie słychać żadnego. Staram się korzystać świadomie ze wszystkich zmysłów…

Reklama

Kamil prychnął poirytowany.

– Jaja sobie robisz?

– Co masz na myśli?

– Nie wierzę w te bajeczki. Po co ktoś miałby…

Chłopak bez słowa podsunął mu pod nos otwarty notatnik. Kamil, zdumiony, uniósł wysoko brwi. Przebiegał wzrokiem od słowa do słowa. Wszystko się zgadzało. Do tego każda strona okraszona była szkicem wykonanym cienkopisem. Kreski nie powstydziłby się absolwent szkoły plastycznej – nawet niedoświadczone oko Kamila rozpoznało wprawną rękę.

– Po co to robisz? – spytał, wciąż oszołomiony.

Teraz dla odmiany to dzieciak wzruszył ramionami.

Reklama

– Taki mam po prostu zwyczaj. Nigdy nie wiadomo, co i kiedy się przyda. A ty? Co tutaj robisz?

– Ja? Ja tylko miałem zamiar wypalić lolka. – Kamil roześmiał się i mrugnął do chłopca porozumiewawczo.

– Co to jest lolek?

– Jesteś taki cwany i nie wiesz co to lolek?

– Nie wiem.

Kamil machnął ręką.

– Nieważne. Zauważyłeś coś ciekawego?

– To zależy.

– Co zależy?

– To zależy, co jest dla ciebie ciekawe.

– No wiesz… mój kolega z klasy zniknął. Taki wysoki blondyn z odstającymi uszami. W czerwonym podkoszulku z nadrukiem Iron Maiden. Nie widziałeś go gdzieś?

Reklama

– Jak mogłem go widzieć, skoro zniknął?

Kamil roześmiał się znowu. Ten dzieciak intrygował go coraz bardziej.

– Kamil jestem. – Wyciągnął do niego dłoń. – A ty jak masz na imię?

– Adrian.

W parku pojawiła się karetka pogotowia. Wysiadło z niej dwóch sanitariuszy. Nauczycielka podbiegła do nich i gorączkowo gestykulując, próbowała opisać im zajście w oranżerii. Pogrążeni w dyskusji ruszyli w stronę ławki, na której siedzieli Gosia, Rafał i Tołdi. Gromadka gapiów przesuwała się za nimi jak cień. Dzieciak zapisał coś w notesie.

Reklama

– Niech zgadnę – rzucił Kamil. – Teraz opisałeś przyjazd karetki i tych… no, ratowników. Ich wygląd, mimikę…

– Nie. Teraz opisałem ciebie. Chronologia jest bardzo ważna.

Kamil znowu się roześmiał. Dzieciak bawił go, ale jednocześnie budził jakiś rodzaj szacunku.

– Ile ty masz właściwie lat, Adrian?

– Trzynaście.

– Nieduży jesteś jak na trzynastolatka.

– No… nie za duży. – Adrian skrzywił się, jakby zabolała go ta uwaga. – Dostaję na to specjalne zastrzyki. Wiesz… – Nagle zmienił temat. – Tutaj dzieje się coś dziwnego.

– Zauważyłem. – Kamil uśmiechnął się krzywo.

– Nie, nie chodzi mi o ten dzisiejszy incydent. To tylko fragment większej układanki. Przychodzę tu od kilku dni. Myślę, że ta oranżeria, to tak naprawdę nie jest oranżeria.

– Tylko co?

– Przykrywka. Udają, że robią remont, a w gruncie chodzi o coś innego. – Uniósł głowę. - Ptaki znowu zaczęły się odzywać. Słyszałem kosa.

– O coś innego? Co masz na myśli?

Adrian zapisał coś w notesie.

– Myślę, że pod oranżerią znajduje się tajne laboratorium, w którym naukowcy pracują nad czymś w ukryciu.

– Na przykład nad czym?

– Na przykład nad lekarstwem na Covid.

– Jest już lekarstwo na Covid.

– Nie ma. Szczepionka to nie lekarstwo.

Kamil poczuł, że się czerwieni. Smark ledwo od ziemi odrósł, a będzie go pouczał.

– I ty prowadzisz śledztwo w tej sprawie? – Zakpił, żeby pokryć zmieszanie.

– Słuchaj, muszę już lecieć do domu. – Adrian spojrzał na zegarek. – Jak chcesz, to wtajemniczę cię w to, czego udało mi się dowiedzieć, ale nie dzisiaj. Będę tu jutro o szesnastej. Jak chcesz, to przyjdź. Przyda mi się ktoś starszy do pomocy.

– Do pomocy w czym?

Ale Adrian nie odpowiedział. Uniósł dłoń w pożegnalnym geście i szybkim krokiem maszerował już w stronę parkowej bramy.

Kamil z niedowierzaniem pokręcił głową. Dziwny dzieciak. Przez całą rozmowę ani raz się nie uśmiechnął. Ale wydaje się niegłupi. Ciekawe, o co mu chodziło z tą pomocą.

Rzucił wzrokiem w stronę sanitariuszy. Wyglądali na zajętych. Jeden z nich, odwrócony do Kamila plecami, przykucnął przed Rafałem i świecił mu w oko małą latarką, drugi wciąż pogrążony był w rozmowie z nauczycielką, która słuchała go z zatroskanym wyrazem twarzy. Łysawy mężczyzna w okularach, żywo gestykulując, najwyraźniej próbował nawiązać kontakt słowny z jednym z robotników, póki co z miernym skutkiem. Kamil uznał, że jeśli się spręży, to zdąży jeszcze z tym lolkiem.

Okrężną drogą dotarł w pobliże oranżerii i przeszedł kolejne kilkadziesiąt kroków, kierując się w stronę góry Jasień. Adrian mówił, że będzie w parku jutro o szesnastej. Kamil był niezmiernie ciekaw, co dzieciak ma do powiedzenia. Pewnie nic wartego uwagi, jakieś fanaberie. Ale miał w sobie coś, co nie pozwalało zbyć go jak pospolitego smarkacza, coś niezwykłego, jakąś tajemnicę. Kamil złapał się na tym, że nie potrafi przestać o nim rozmyślać. Naraz przypomniał sobie o czymś i aż jęknął w duchu: jutro jest piątek, a w piątek o szesnastej ma randkę z Patrycją. No, coś w rodzaju randki. Spacer, może kino. Długo zbierał się na odwagę i teraz, kiedy już się z nią umówił, nie może zawalić. Nie przez jakiegoś dzieciaka i jego dzikie fantazje.

Dostrzegł kępę zarośli. O tak, to odpowiednie miejsce, tutaj nikt go nie zobaczy. Tylko czy aby nie zapomniał zapałek? Poklepał się po kieszeni i wyczuł znajomy kształt. Są. Odsunął gałąź zagradzającą mu drogę i syknął z bólu. Cholerne ciernie! Na serdecznym palcu wykwitła kropelka krwi. W tej samej chwili wśród gałązek głogu dostrzegł coś, co zmroziło go do szpiku kości. Na ciernie ponabijane były drobne zwierzęta: konik polny, trzmiel, mysz. Wisiały niczym porcje mięsa na rzeźnickich hakach. Kto to mógł zrobić i po co? Co tu się wyprawia, na litość boską?!

Kiedy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu, aż podskoczył ze strachu. Odwrócił się i ujrzał nauczycielkę wf-u.

– Jezus Maria, chłopcze, a czego ty tu sterczysz w tych krzakach? – Naskoczyła na niego, ale w jej głosie było więcej troski niż gniewu. – Już się martwiłam, że i ty mi zniknąłeś na amen.

– Ja… tylko się rozglądałem. – Kamil odchrząknął, skrępowany sytuacją. Na karku wciąż czuł nieprzyjemne mrowienie, wywołane szokującym odkryciem. – Maks… Czy on… się odnalazł?

Pokręciła głową.

 

Daniel Greps

******

I tutaj Drodzy Czytelnicy zaczyna się Wasza rola. 

Wy zdecydujecie o dalszej fabule oddając głosy na profilu Facebook portalu Sucha24.pl. Głosowanie prowadzone będzie pod artykułem przypiętym na górze tablicy. Pytanie brzmi: 

Czy Kamil powinien:

Głosowanie trwa do niedzieli (5 września) do godz. 23.59!

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gosia - niezalogowany 2021-09-04 09:54:09

    Jaki wstrząs mózgu.... chyba wstrząśnienie....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Xyz - niezalogowany 2021-09-05 20:11:53

    Jak już to poznajcie nie poznawajcie .. nie ma takiego słowa nawet.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama