Reklama


"Amnezja". Poznawajcie losy bohaterów i decydujcie o nich! cz.17

17/12/2021 17:26

Przed Państwem piętnasty odcinek „Amnezji” - powieści/noweli interaktywnej. Autorką dzisiejszej części jest Wanda Wywijas. Życzymy miłej lektury! Nie zapomnijcie również zagłosować na naszym FB odnośnie dalszych losów bohaterów

Adrian łaził po wszystkich kątach dziedzińca i parkingu. Auto stało jak stało. Tylko kierowca i jego pasażer zapadli się jakby pod ziemię. Zniknęli jak duchy w przestworzach kawiarni. Jakaś myśl nie dawała mu spokoju, dręczyła aż do bólu. On, wielki myśliciel ma prawie dowód, że dzieje się coś dziwnego i ma to powiązanie ze zniknięciem Maksa i niezbadaną amnezją innych dzieciaków.

Na dodatek to wszystko dzieje się gdzieś tu. Czyżby w zamku? Koniecznie powinien spotkać się z Kamilem i tą Anką. Z policją chyba jeszcze nie, ale? Wykręcił telefon do Kamila. Nie odebrał kilka razy. Szkoda. Miał mu tyle do przekazania, obiecał kiedyś.

Reklama

W tym momencie obok samochodu obserwowanego przez okularnika cicho zaparkowało czarne Volwo. Analityk szpitalny, pan Parowski wolnym krokiem zmierzał w stronę kawiarni taszcząc w ręce szary, skórzany neseser. Adrian postanowił przyjrzeć się temu gościowi tylko z tego powodu, że jego oczy penetrowały teren bez poruszania głową, jakby miał pole widzenia kameleona. Oczywiście w kawiarni zniknął, rozpłynął się jak powietrze.

- O cholera! To niemożliwe.

- Zgubiłeś coś mały? Już drugi raz cię widzę. A może chcesz coś ukraść? Głodny jesteś? - przestraszył go serią pytań kelner.

Reklama

- Pewnie, że zjadłbym coś, ale nie mam kasy. Czekam na kolegę. Miał mi postawić obiad za wypracowanie z matmy.

- Dobrze się uczysz?

- Dobrze? Bardzo dobrze i w tym cały kłopot. Tyle rzeczy mnie interesuje, że aż sobie nie radzę ze wszystkim. Tylko z kasą krucho.

Tym oto wyznaniem i skromnym ubiorem sprawił, że w przypływie dobroci kelner postawił mu colę i hamburgera dodając: - Wpadnij czasem na moją zmianę.

Najważniejsze, że uśpił jego czujność. Bo jak to Adrian - musi kelnera wpisać na listę ze znakiem zapytania. Jak nic, siedzi w tym cyrku na bank.

Reklama

Do kawiarni weszły dwie staruszki z laskami, które spędziły w parku całe popołudnie.

-Kawusi byśmy się napiły i naleśniki dwie porcje prosimy - z uśmiechem powiedziała ta starsza.

- A ty wracaj do parku. Jan siedzi na naszej ławce - szepnęła dosyć głośno do Adriana, gdy kelner zniknął w drzwiach do kuchni. O mało się nie udławił, oczy wylazły mu z orbit i bez zająknięcia, bez pośpiechu wychodził jak lunatyk obijając się od krzesła do krzesła.

- Ja chyba śnię - pomyślał ocierając oczy. - Jestem w kadrze jakiegoś filmu grozy?

Reklama

Szedł jak pijany w stronę ławki obok wielkiego buka, gdzie kilkanaście minut temu zauważył siedzące staruszki. Na ławce siedziało dwóch obcych i Jan, z którym miał okazję spotkać się w karczmie.

- Ale co on mnie obchodzi? - zadał sobie pytanie. - Prawie go nie znam.

Stał kilkanaście kroków od ławki zastanawiając się podejść czy nie. Bo co mu powie? Tak właściwie postanowił na razie trzymać język za zębami, albowiem gdzieś w głębi siebie wyczuwał bliżej nieokreślony strach.

- Cześć Adrian. Podejdziesz, pogadamy? - usłyszał tymczasem wcale nie z oddali.

Reklama

- Podejdę czemu nie, ale czy pogadamy to się jeszcze zobaczy - Jan podniósł się z ławki i całą dłonią wskazał na nieznanych osobników. - To jest mąż naszej wuefistki a to tata Jagody, która wczoraj zniknęła z oranżerii.

- Adrian jestem. Wolałbym porozmawiać z Kamilem, bo dobrze go znam, a poza tym, mój czas jest cenny.

Ha, ha ha - śmiali się obaj panowie, ten młody i ten starszy, ale też i ojciec Jagody

- Słyszałem o tobie, ale widzę i przepowiadam ci świetlaną przyszłość. Zajdziesz mój chłopcze daleko - dodał.

Reklama

Do śmiechu za to nie było szefowi ochrony. Patrzył ze swojego biura w szyby laboratorium mieszczącego się w pomieszczeniu oznakowanym DBD 2021, do którego wstęp mają tylko nieliczni naukowcy ubrani jak kosmonauci w skafandry gwarantujące czwarty stopień bezpieczeństwa. Było to pomieszczenie z pełnym wyposażeniem do poddawania kwarantannie. Tu też w razie zarażenia otoczeni opieką medyczną zdrowieli. Nikt z zewnątrz nie powiedziałby, że w podziemnym betonowym bunkrze znajdowało się tak nowoczesne laboratorium ze sprzętem na miarę dwudziestego drugiego wieku. Aparatura klimatyzacyjna tłoczyła czysty tlen do każdego pomieszczenia. Skomplikowana instalacja utylizowała wszelkie odpadki. Nic co znajdowało się w pomieszczeniach nie mogło opuścić budynku. W końcu chodziło o groźnego wirusa.

Marzył o swobodzie, o całkowitym ukończeniu prób. O forsie, która da mu wolność na zawsze. Czas kończyć i niech się dzieje co chce. Dość tego napięcia, które go wykańcza.

Reklama

Po specjalistycznym przeszkoleniu został powołany na szefa ochrony laboratorium mając jako jedyny z ochrony prawo kontroli bezpośredniej, dokumentacji oraz szafy pancernej nazwanej sputnik1,z przechowywanymi wirusami.

Sputnik 2 to druga szafa pancerna. Właśnie tu przechowywano próbki eksperymentalnego leku, który miał być szczepionką, antidotum na groźnego wirusa opanowującego prawie cały świat. Ekipie uczonych, lekarzy i laborantów przewodniczył chiński profesor, którego nie mógł przejrzeć nawet on. Wciąż ten sam wyraz twarzy, żadnych emocji. W Chinach pracował nad nanocząsteczkami.

Reklama

Właśnie chwilę temu on, szef ochrony został wezwany przez dyrektora technicznego, który odpowiadał za całokształt bezpieczeństwa.

- Jak pan wie, bezpieczeństwo stanowi tu sprawę życia i śmierci. Właśnie przeprowadziłem wyrywkową kontrolę i stwierdziłem brak dwóch dawek eksperymentalnego leku. Sprawa wygląda poważnie: ten lek opracowywano w ścisłej tajemnicy i jego formuła była bezcenna. Ktoś mógł go wykraść z zamiarem odsprzedania konkurencyjnej firmie za kolosalne pieniądze... - powiedział dyrektor.

Reklama

- Nie!! To niemożliwe przecież i tak zostanie sprzedany wraz z dokumentacją, a ona przecież została w sejfie. Ja osobiście jestem jej opiekunem i wiem co mówię - odpowiedział.

- Kolego. Złodziej mógł wykraść lek dla osobistego użytku i to jest ta gorsza opcja - mówił przyciszonym głosem dyrektor techniczny, któremu twarz zbladła a oczy podkrążyły cienie nocy.

- Wykraść cokolwiek byłoby nad wyraz trudne, kamery zapisują każdy krok pracujących, każdy ruch nawet muchy. Profesorowie wchodzą dla bezpieczeństwa po dwóch. Co dwie godziny osobiście zmieniam hasło.

Reklama

- Może być, że jest jakaś niezgodność pomiędzy wpisem do książki rozchodów a stanem faktycznym.

Tymczasem z dyżurki rozdzwoniły się telefony na spec paśmie nadawania.  

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama