To już jedenasty odcinek „Amnezji” - powieści/noweli interaktywnej. Tym razem zapraszamy do kolejnego odcinka, którego autorką jest Wanda Wywijas. Życzymy miłej lektury! Nie zapomnijcie również zagłosować pytanie na FB dotyczącym dalszych losów bohaterów.
Kamil był w coraz większym szoku biegnąc za nauczycielką pędzącą na hulajnodze. Wiadomość o dzieciach słyszał dziś po raz drugi. Przecież Adrian widział chłopców kręcących się wokół oranżerii. Na dodatek powiedział, że ktoś zrobił im zdjęcia. Ale z opowieści Adriana wynikało, że byli cali i zdrowi. Chyba, że ??? Wolał nie myśleć.
Na miejscu jednak okazało się najgorsze, czego mógł się spodziewać. Choinka jasna, przecież dziś byli tu z Anką i nic im się nie stało w tej kupie gruzów. Niczego szczególnego nie znaleźli oprócz tych zielonych kamieni. Teraz nie wchodził do oranżerii, wystarczy, że ojciec bliźniaków znalazł trzech chłopców leżących na kamieniach oszołomionych, spowolniałych, nie kontaktowych. Przyjechało pogotowie i... deja vu. Zabrali chłopców - jak poprzednich kolegów. Policja w tym samym składzie co poprzednio węszyła, od nowa powtarzając te same co kiedyś czynności. Przepytywanie spacerowiczów niczego nowego do śledztwa nie wniosło.
Kamila dręczyło sumienie. Zastanawiał się czy powiedzieć o ojcu Anki i facetach z którymi się spotkał? Ale może to o niczym nie świadczy. Przecież mógł się spotkać z przyjaciółmi, kolegami. Rzucić bezpodstawne oskarżenie? To nie w jego stylu. W tej chwili najbardziej żal mu było maluchów i ich rodziców. No, nauczycielka jak nic ma stan przedzawałowy. W co się ktoś bawi? Właściwie to złe określenie – co tu jest grane?
- Zaczynam się poważnie bać - dumał Kamil wracając leniwie do domu. W kieszeni szalał telefon nastawiony na wibracje. Jak nic Patrycja, pomyślał i bez skrupułów nie odebrał. Nie mógł się bronić przed złośliwościami koleżanki, właściwie dziś nie miał sił. Ten dzień, szczególnie to popołudnie ścięło go z nóg. Od jakiegoś czasu Patrycja uwzięła się chyba, by go dręczyć o to spotkanie z Anką zdziwiona, że tak nagle brakuje mu czasu na spotkania. Kobiety! Ptasie móżdżki, egoistki, myślą tylko o sobie. A ja zmagam się z nieswoimi, a jednak problemami. Tak ni stąd, ni zowąd wdepnął w kłopoty swoich kolegów. Telefon niewzruszenie wibrował. Postanowił wyłączyć go na jakiś czas, spojrzawszy jednak na ekran zobaczył numer Jagody.
- No kurczę, nareszcie! - zawołała Jagoda wzburzonym głosem. - Co się dzieje z Anią? - spytała krótko.
- Pojechała z ojcem do domu, chciała cię zabrać, ale nie odebrałaś. Wiesz byliśmy razem w parku po lekcjach. Sytuacja się pogmatwała i zwialiśmy. Jagoda, może jutro się spotkamy, bo to, co chciałbym ci powiedzieć jest dziwne i myślę, że ważne. Nie przez telefon. Ty zdajesz sobie sprawę co się stało? Dzieci wuefistki zamiast od szkoły, poszły na wagary do parku i właśnie wiezie ich pogotowie do szpitala. Stało się to, co przedtem, ale wiesz co mnie dziwi? My też tam byliśmy i nic.
- Adrian chłopie, coś jest nie tak. Anka ma zakaz chodzenia do parku. Dzwoniłam do niej i słyszałam, jak ojciec krzyczał, mama płakała, nie mówiąc o tym jak ryczała Anka. Co jest? Może ty byś zadzwonił, drugi raz jakoś nie mam odwagi.
- Jaguś, spotkamy się jutro, naprawdę nie mam ochoty dostać opieprzu od jej ojca. Jestem wykończony, nic z tego nie rozumiem, a tak właściwie przydał by się ktoś mądrzejszy niż my. Nie wiemy czy policja ma jakiś konkretny trop. Spotkajmy się przed lekcjami, będę czekał pod liceum o 7-ej. Ok?
Anka dusiła się od natłoku myśli, co dzieje się z ojcem? Dlaczego tak wzburzyła go wiadomość, że była z Kamilem w oranżerii. Mama też naskoczyła na nią, jak na obcą.
- Co jest do cholery? Przecież jestem dorosła i mam prawo wiedzieć za co jestem ukarana i co takiego zrobiłam, że objęta zostałam głupimi zakazami - pomyślała.
Weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi na klucz, którego nigdy nie używała. Jakby to mogło powstrzymać to, czego nie miała siły odepchnąć. Ale to, było już w niej i żaden klucz nie pomógł. Zdjęła płaszcz, zdjęła botki, włożyła kapcie. Po chwili je zdjęła, by zaraz walnąć nimi w drzwi. Było jej za ciasno w bluzce, spodniach, jakby nagle z nich powyrastała. Najgorzej nic nie rozumieć. Lubiła jasne sytuacje, zawsze była o wszystkim informowana. Dziś jednak tajemnica goni tajemnicę.
Jednak mama wie. O czym tak nerwowo szeptali? A ten zakaz? Niepokój zagościł w jej sercu. Zadzwoniłaby do Jagody, ale zostawiła telefon w salonie. Nie wejdzie tam, dzisiaj na pewno nie. Miała koszmarne sny, połowę nocy nie przespała.
Rankiem postanowiła, że nie pójdzie do szkoły. Ojca w domu już nie było. Na stole w salonie kartka od mamy informowała, że mama wyjeżdża na kilka dni i niech sobie radzi, przecież jest już dorosła. Bardzo dobrze! Z wściekłością krzyknęła, odgarniając włosy z czoła. Wzięła telefon do ręki i z niechęcią odłożyła. Robię sobie wolne! - krzyknęła w stronę lustra, w którym odbijała się twarz blada, poszarzała, spłakana. Zawiązała włosy byle jak, na nogi wsunęła kapcie, płaszczyk zawiesiła w szafie, starannie złożyła rzucony wieczorem sweterek. Jutro też nie pójdę do szkoły - postanowiła twardo. Co się dzieje ? Spytała sama siebie. Co tam w szkole? Czy Maks się odnalazł? Myślała.
Jednak szkoła to jej drugi dom, może czasem czuła się lepsza od niektórych. Lepsza? W czym? Wiedziała, że z niej niezłe ziółko w klasie. Może dlatego, że jest ich tylko dwie, w klasie cwaniaczków płci męskiej. A jednak tęskni za tą całą bandą. Pojutrze pójdę, postanowiła i zacznę żyć inaczej, nie wie jak, ale inaczej. Pojutrze. Czy można życie odkładać do tego czasu? Przecież liczy się każda minuta, każda chwila i żadnej nie można od tak sobie wykreślić!
Anka odwróciła się gwałtownie. Ojciec właśnie otwierał drzwi. Zauważyła na twarzy ojca przelotne skrzywienie, ale szybko uśmiechnął się i powiedział całkiem spokojnie. - Zrobiłaś sobie wolne? Czasem trzeba.
Po rozmowie z Kamilem, Jagoda straciła apetyt na cokolwiek, a gdy nie ruszyła ulubionego sernika, ojciec i babcia z przejęciem zaczęli dziewczynę obserwować. Siedziała wpatrzona w jeden punkt kuchni, jakby to ona dostała amnezji nie wiedząc kim jest i gdzie się znajduje. Po dość długiej chwili nie patrząc na ojca powiedziała:
- Tatusiu potrzebujemy twojej pomocy. Jesteś geofizykiem to ty musisz znaleźć jakiś tryb tej machiny, która zamienia ludzi w zombie. Coś musi działać na umysły tych dzieciaków, które dostały amnezję, a tych, które nie dostały, też tam przebywając. Poza tym zaginięcie Maksa jest wyjątkowo dziwne. Znikł jak kamfora, bez śladu. Policja kręci się wkoło jak pies wokół ogona. Ja wiem z góry co powiesz, nie nasza to sprawa, nie mamy prawa, nikt nam nie udzieli żadnych informacji. - Policja szczególnie nie ma prawa przed ukończeniem śledztwa. A po drugie nie mam urlopu, po trzecie muszę mieć zgodę przynajmniej rodziców na prywatne śledztwo, po czwarte nie mam żadnych instrumentów, narzędzi, sprzętu, by zaglądać głębiej niż oko. Przecież nie wezmę łopaty by walić w te stare betony. Być może jest tam jakieś promieniowanie wewnątrz ziemi, ale to muszą zbadać specjalistycznym sprzętem. Być może coś ich tak mocno przestraszyło że świadomość, amnezją broni ich przed lękiem. Nawet nie wiesz Jagna, co nasz organizm dla nas potrafi zrobić - wyrecytowała, chociaż to nie był koniec jej wywodu: - Tatku, musimy coś wykombinować dla dobra nas wszystkich, a poza tym zawieziesz mnie wcześniej pod szkołę? Kamil ma dla nas nowe, ważne wiadomości.
Spała podobnie jak Anka. Prześladowały ją we śnie dziwne stwory, które porwały ją w jakieś podziemia starego kościoła. Wstała niewyspana, zła i pełna jakiegoś niewytłumaczalnego strachu. Siorbnęła gorącego mleka i niecierpliwie czekała na ojca.
- Jagna, mam mętlik w głowie, nie wiem co ci odpowiedzieć. Zastanowię się ok? - powiedział ojciec wsiadając do samochodu.
Przyjechali przed siódmą. Kamil o dziwo stał obok Jana, który żywo gestykulował rękami ubranymi w skórzane rękawice. A ten co tu robi o tak wczesnej porze? - pomyślała z niechęcią Jagoda.
-Typowa jesień, pada i chyba nie przestanie - powiedział ojciec witając się z chłopakami. - Jagna mówiła, że masz dla nas wiadomość - zwrócił się bezpośrednio do Kamila. - Przepraszam, ale jestem w temacie i być może będę pomocny - powiedział Jan
No tak, pomyślała Jagoda, przecież są z tej samej budy i to co się dzieje dotyczy wszystkich. Cała szkoła żyje tym problemem, całe grono, a najbardziej dyro. O sprawie bębnią już wszystkie gazety, cała suska społeczność. I nic! Sprawa stoi w miejscu. Kamil starał się nie uronić ani cząstki z wczorajszego dnia. O dzieciach wuefistki, o Ance, o ojcu Anki.
- Widzisz tato! Widzisz? I nie dziw się, ze muszę wtrącić się w tę aferę. Tam się coś dziwnego dzieje i ja to muszę wiedzieć! - powiedziała Jagoda. - Tato działaj, a my zaciągniemy języka gdzie się da.
No cóż. Wiedział, bo znał swoją córkę i bał się jej samodzielnego śledztwa. Wlezie nawet tam gdzie się nie da. Umówili się na popołudnie. Kamil i Jan wznowią spytki w szkole, ojciec przygotuje plan. Pełni entuzjazmu udali się każdy w swoją stronę. Jan odprowadził Jagodę wzrokiem aż poza drzwi szkoły.
- Wiesz Kamil, Jagoda jest niezwykła. I niezwykle piękna, a ten złoty warkocz... - z dziwnym uśmiechem dodał Kamil od dawna czując co dzieje się z tym cwaniaczkiem, który stracił całą swoją butę i pychę.
Jak nic użądliła go wzrokiem żmii w Rzymie. Jej słowa utkwiły w jego sercu jak złamany grot amora, na zawsze. - Która dziewczyna ma takie piękne włosy? W całej Suchej żadna - dodał Jan, zupełnie nie widząc dziwnego uśmiechu Kamila.
Po lekcjach Kamil i Jan stali na schodach szkoły oczekując na Jagodę. Ojca Jagody też jeszcze nie było. W pewnej chwili Jan zobaczył zbiegającą koleżankę z klasy Jagody. - Sorki, jesteś z drugiej C? Wychodzicie już? - zapytał, a odpowiedź dziewczyny zbiła go z tropu. - Lekcje skończyły się godzinę wcześniej. Byłam w bibliotece - odpowiedziała koleżanka z klasy Jagody.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze