Trzy lata temu na gastronomicznej mapie Suchej Beskidzkiej pojawiło się miejsce, które dziś zna niemal każdy miłośnik dobrego jedzenia. Restauracja Rezo obchodzi właśnie swoje trzecie urodziny. Jak wyglądały początki? Czy pomysł okazał się trafiony? O kulisach prowadzenia lokalu opowiada jeden ze współwłaścicieli, Mariusz Kleszcz.
– Jak dziś. Mieliśmy otwierać o godzinie 10, a przygotowania skończyliśmy dopiero o trzeciej nad ranem. Było mnóstwo pracy, ale też ogromna radość. Pamiętam, że karty menu odbierałem jeszcze o ósmej rano z drukarni w Krakowie. To był naprawdę szalony dzień – wspomina z uśmiechem.
– Pomysł narodził się trochę z potrzeby rynku. Sami nie mieliśmy miejsca, gdzie moglibyśmy spotykać się z klientami czy znajomymi. Wydawało nam się, że w Suchej brakuje lokalu, do którego można przyjść, usiąść przy dobrej muzyce, zjeść smaczny posiłek i wypić dobre piwo. Chcieliśmy stworzyć właśnie takie miejsce.
– Nie. Na początku było nas trzech wspólników, dziś zostało dwóch i żaden z nas wcześniej nie miał nic wspólnego z gastronomią. Wszystkiego uczyliśmy się w praktyce.
– Bo jesteśmy z tym miastem bardzo związani. Każdy z nas prowadził tu wcześniej swoje biznesy, dlatego wybór był dla nas naturalny.
– To na pewno nie jest łatwy biznes. Koszty prowadzenia restauracji są bardzo wysokie i nie brakuje wyzwań. Mimo to jesteśmy zadowoleni z tego, co udało się stworzyć. Ogromnym szczęściem jest też ekipa pracowników, którą mamy.
– Oczywiście. Takie momenty zdarzają się chyba w każdym biznesie. Staramy się jednak skupiać na pozytywach, a tych jest zdecydowanie więcej.
– Zdecydowanie nasi stali goście. Bardzo się cieszymy, że mamy tylu klientów, którzy do nas wracają, chwalą restaurację i kibicują nam. To daje ogromną motywację do dalszej pracy.
– Sam koncept pozostał praktycznie taki sam. Najbardziej zmienia się karta dań. Staramy się ją rozwijać i dopasowywać do oczekiwań nawet najbardziej wymagających gości.
– Bez dwóch zdań ludzie. Nasi pracownicy i stali klienci. To oni budują klimat, który później czuć w całym lokalu. To właśnie oni są największym sukcesem tej restauracji.
– Tak, zdecydowanie żeberka. Są z nami od samego początku i do dziś zbierają mnóstwo pozytywnych opinii. Można powiedzieć, że stały się naszym znakiem rozpoznawczym.
– Popełniamy je cały czas – mniejsze i większe. Najważniejsze jednak, żeby wyciągać z nich wnioski. Dzięki temu z każdym rokiem jesteśmy po prostu mądrzejsi.
Choć za Rezo stoją trzy lata ciężkiej pracy, właściciele nie ukrywają, że największą satysfakcję daje im fakt, że restauracja stała się miejscem spotkań mieszkańców i gości odwiedzających Suchą Beskidzką. To właśnie z myślą o nich powstała – i jak pokazują kolejne lata działalności, ten pomysł okazał się trafiony.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze