To już dziesiąty odcinek „Amnezji” - powieści/noweli interaktywnej. Tym razem zapraszamy do kolejnego odcinka, którego autorką jest Irena Małysa. Życzymy miłej lektury!
Anita wybiegła na parking przed blokiem. Przez kilka sekund zastanawiała się, czy nie pojechać samochodem. W końcu pobiegła w stronę ulicy Mickiewicza rozglądając się na wszystkie strony w poszukiwaniu swoich synów. Próbowała sobie przypomnieć w co byli ubrani. Była przekonana, że rano jeden nosił pomarańczową bluzę z kapturem, a drugi niebieską. Biegła przez pasaż handlowy zatrzymując wzrok na każdej grupce dzieci objuczonych plecakami. W pewnej chwili ktoś dotknął jej ramienia. Odwróciła się z nadzieją, że to Nikodem albo Karol.
Przed nią stał Kamil, ten z klasy zaginionego Maksa.
Kamil pokiwał głową ze zrozumieniem. Przypomniał sobie jak jeszcze niedawno jego matka też próbowała go tak pilnować. Teraz na szczęście odpuściła.
Anita spojrzała w oczy Kamila z rozpaczą.
Kamil otworzył szerzej oczy. Wiedziała, że pomyślał już o tym samym.
Pokiwała głową trochę zbyt mocno.
Spojrzała zaskoczona na urządzenie, które podał jej chłopak. Jechała na takiej już kilka razy, ale nie tu, w centrum Suchej Beskidzkiej.
Anita stanęła na hulajnodze. Przed sobą zobaczyła dwie matki jej uczennic spoglądające na nią z dezaprobatą. Ruszyła mijając je szybko. Przemknęła przez nowy chodnik i dalej przez przejście dla pieszych. Zwolniła chwilę przy przystanku, zerkając pod wiatę. Nie widząc swoich synów ruszyła dalej mijając Urząd Miasta, sąd i rząd sklepów. Chwilę stała na światłach zerkając w stronę rynku. Tam jednak też nie widziała swoich dzieci. W kieszeni jej bluzy rozdzwonił się telefon. Odebrała bez zastanowienia.
Rozłączyła się, bo nad przejściem dla pieszych zaświeciło się zielone światło. Ruszyła mijając ZUS i dalej przez tory. Wjechała na teren ogrodu zamkowego. Musiała zejść z hulajnogi i dalej ją prowadzić. Park był zupełnie pusty.
Echo odbiło się od tafli stawu, a zaraz po tym rozległa się cisza. Skryła hulajnogę w krzakach i ruszyła biegiem w stronę oranżerii. Z każdym metrem czuła coraz większy lęk, który pełz po jej plecach ścieżką znaczoną przez pot.
Nagle stanęła przy ławce i schyliłą się sięgając po leżący tam plecak. Podniosła go do góry i ogarnęło ją przerażenie. To był plecak jej syna, Karola. Odrzuciła go na bok i pobiegła jak najszybciej do oranżerii. Wejście było ogrodzone taśmą ostrzegawczą i słupkiem z napisem “Zakaz wejścia. Budynek grozi zawaleniem.” Przeskoczyła jednym susem przez tę przeszkodę i weszła do środka. Zamarła. Na podłodze siedzieli jej synowie i Cyprian, ich kolega z klasy.
Czuła jakby to było deja vu. Znów te szklane rozbiegane oczy, infantylny wyraz twarzy. Tylko tym razem, to były jej dzieci !
Uklękła na ziemi pomiędzy nimi.
Dotknęła zimnego czoła drugiego syna. Było mokre od potu. Ich kolega siedział w pozycji dużej lalki, z rozłożonymi szeroko nogami i rękoma.
Udało połączyć się jej z mężem.
Nie odpowiedziała na pytania męża. Odłożyła telefon i pochyliła się nad Nikodemem. Chwyciła go od tyłu pod pachy i podniosła. Co prawda stał na nogach, ale bardzo słabo. Wyprowadziła go na zewnątrz i położyła na trawie. Ruszyła po następnego. Po kilku minutach wszyscy leżeli przed oranżerią. Pobiegła po plecak znaleziony na ławce. W środku była butelka z wodą. Posadziła Karola i próbowała go napoić. Miał rozbiegane oczy. Gdyby był starszy, pomyślała, że jest pod wpływem jakiś narkotyków lub dopalaczy. Usiadła bezradnie i rozpłakała się. Usłyszała sygnał syreny zbliżającej się wzdłuż parkowego muru. Już po chwili biegł w jej stronę Bartek, a za nim ratownicy medyczni wyposażeni w wielką torbę i nosze.
Do dzieci dopadli ratownicy, a zaraz za nimi lekarz. Kazali im się odsunąć.
Bartek spojrzał z niepokojem w stronę oranżerii, zaczął iść w jej kierunku. Gdy Anita to dostrzegła zawołała.
Ten jednak nie słuchając zniknął w starych murach, lecz po chwili wyłonił się z plecakiem ich syna.
Odetchnęła z ulgą, widząc, że mąż jest cały i zdrowy.
Uklękli przy dzieciach wyczekując na to, co powiedzą sanitariusze. Obserwowali jak mężczyźni podkuwają dzieci i podłączają kroplówki. W końcu lekarz wstał.
Anita złapała za dłoń Cypriana. Chłopak wyglądał już trochę lepiej. Widziała w jego oczach przebłysk świadomości.
Patrzyli w osłupieniu, jak kolejna grupa ratowników pomaga zabrać chłopaków do karetek.
Anita nie mogła przestać myśleć o zielonych kamieniach. Dlaczego rozmawiała o tym przy dzieciach ? Dlaczego ich nie dopilnowała ? Wyrzuty sumienia paliły ją do żywego.
Irena Małysa
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze