„Amnezja” to powieść/nowela interaktywna. Dziś oddajemy w Wasze ręce jej ósmy rozdział autorstwa Ireny Małysa . Życzymy miłej lektury!
Rozdział VIII
Anita Chebda, nauczycielka wychowania fizycznego, następnego dnia po wydarzeniach w oranżerii nie wychodziła z domu. Na wszelki wypadek wyłączyła telefon i szerokim łukiem omijała komputer, aby nie zajrzeć i nie sprawdzić co piszą na portalach o zaginięciu w Suchej Beskidzkiej. Nie żeby się nie martwiła o Maksa, dzwoniła kilka razy do policjanta, który zostawił jej swój numer. W brzuchu czuła węzeł strachu zaciskający się na każde wspomnienie tajemniczych wydarzeń. Musiała jednak wziąć wolne. Ta przypadłość, która dopadła ją po wizycie w oranżerii… Notoryczne, kompulsywne i niedające się powstrzymać mówienie prawdy okazało się nie do zaakceptowania. Po zaginięciu Maksa poszła do szkoły, gdzie w ciągu godziny narobiła sobie więcej wrogów, niż podczas wszystkich lat pracy. Począwszy od woźnej, nauczycielki polskiego, informatyki skończywszy na panu od angielskiego…. Anita musiała wręcz uciekać do domu. W drodze omijała sąsiadki udając, że ich nie widzi. Bała się otworzyć usta, żeby znów czegoś nie palnąć. Najgorzej było w domu. Już w progu czekał na nią mąż, Bartek. Usiadła w milczeniu przy kuchennym stole.
- No powiedz coś, mów - prosił ją.
- Naprawdę nie chcę, daj mi odpocząć.
Ale on nalegał. Więc od słowa do słowa opowiedziała mu w skrócie co zaszło. Przy okazji jednak zdradziła mu wszystkie swoje spostrzeżenia, co okazało się zgubne w skutkach.
- Jak to policjant był przystojny ? - przerwał Bartek z szeroko rozszerzonymi powiekami.
- Ja tak powiedziałam ? - próbowała udawać.
- Tak.
- Po prostu był taki inny …
- Inny niż kto ? - twarz jej męża była coraz bardziej napięta.
Zacisnęła usta, nie chcąc aby wyszły z nich znów słowa. Dlaczego prawda jest taka raniąca?
Pobiegła wtedy do łazienki. Obmyła twarz zimną wodą. Patrzyła w lustro, a zimne krople spływały po jej szyi i dekoldzie. Bała się wyjść na zewnątrz. Czy naprawdę żyła do tej pory w takim kłamstwie i obłudzie ? Ile potrwa ten stan ? Kiedy znów będzie mogła żyć normalnie ?
- Anita ! - usłyszała wołanie Bartka - Wszystko w porządku ? Dobrze się czujesz ?
Usiadła na podłodze opierając się o drzwi łazienki.
- Nie. Nic nie jest w porządku. Tam się stało coś dziwnego Bartek. Te kamienie… Ja teraz nie mogę kłamać. Boję się, że powiem coś strasznego….
Usłyszał jej szloch dobiegający zza drzwi. Przywarł do nich.
- Kochanie, wszystko będzie dobrze. Kocham cię.
Zamarła przez chwilę bojąc się co mu odpowie. Zajrzała głęboko w siebie i pochwili wstała. Otwarła drzwi do łazienki i chwyciła za ręce Bartka stojącego za progiem.
- Ja też cię kocham - nie pamiętała kiedy to wyznanie miało dla niej taką moc.
Przywarli do siebie. Trwali by tak pewnie długo, gdyby nie chichot jej synów dobiegających ze szpary drzwi do ich pokoju.
Przez chwilę pożałowała, że to słyszeli. Nikodem i Karol byli bliźniakami. Wszędzie ich było pełno. Chodzili do piątej klasy podstawówki.
Anita sprawdziła im zeszyty, lecz znów musiała szybko uciekać z ich pokoju. Na pytanie Nikodema “Ładny namalowałem obrazek ?” odpowiedział “Okropny”. Po czym syn się na nią obraził.
Kolejny dzień trwała w takim zawieszeniu, odbijając się od ściany do ściany. Gdy tylko Bartek wrócił z pracy wspólnie zasiedli do komputera i szukali informacji w internecie, o kamieniach które posiadają jakieś właściwości oddziaływujące na człowieka. Nie natknęli się jednak na żadne doniesienia tego typu. Później zalogowała się na facebooka. Przeglądała konto Maksa. Nie zauważyła, żeby przed tym wszystkim zachowywał się inaczej. Ale to był ich pierwszy dzień szkoły. Jak spędził wakacje, z kim się zadawał ? Rozmawiała z jego rodzicami, ale nic nie wiedzieli. Maks nic im o sobie nie mówił. Wychodził z domu i znikał na całe dnie. Mówił, że gra w piłkę. Ostatnie zdjęcie, które zamieścił na swoim profilu było mroczne i smutne. Pod zdjęciem widniał cytat “Żyj i pozwól umrzeć”
Bartek podał jej herbatę.
- Nie obwiniaj się. Nie zrobiłaś nic złego.
- Nie mam pojęcia gdzie zniknął Maks. Klasa milczy jak grób.
- Może uciekł, ma jakieś kłopoty.
Upiła łyk parującego napoju.
- To wydaje się prawdopodobne. Gdybyś jednak mógł zobaczyć oczy tych dzieci, wtedy, gdy weszłam do oranżerii. Byli jak zahipnotyzowani, a Rafał powiedział, że Maks się rozpłynął.
Bartek prychnął.
- Gówniarze cię wkręcają. Pewnie coś kombinują. Zawsze jesteś taka naiwna.
Anita zagryzła wargi. Chciała się mu odgryźć i przestraszyła, że zaraz powie znów coś okrutnie szczerego, ale o dziwo usłyszała swój łagodny głos:
- Daj spokój kochanie, jestem pedagogiem, staram się ufać młodzieży.
Uśmiechnęła się szeroko i poczuła się lekko.
- Co się stało ? Z czego się tak cieszysz?
- Znów mogę być ….. nieszczera.
Wybuchnęła śmiechem.
- To okłam mnie jakoś ?
Zrobiła zabawną minę.
- Mój mąż jest moim panem i władcą, a ja jego usłużną żoną.
Teraz to Bartek wybuchnął śmiechem.
- To już nie wiem, co było gorsze ...
Anita spojrzała na zegar kuchenny.
- Chłopaki jeszcze nie wróciły ze szkoły ? Dziś nie mają treningu.
Bartek skrzywił się.
- Rozmawiałem z nimi godzinę temu. Mówili, że mają i idą od razu po szkole.
Anita podniosła się z krzesła. Włączyła telefon. Przejrzała smsy.
- Mam wiadomość od trenera, że dziś nie ćwiczą...
Spojrzeli na siebie tym spojrzeniem, który znają tylko rodzice. Lęk, obawa, przerażenie...
Obydwoje chwycili za telefony.
- Dzwonię do Nikodema. On zazwyczaj ma naładowany aparat.
Czekając na to aż syn odbierze, czuła zimno spływające po jej plecach.
“ Co oni znów wykombinowali ?”
- Abonent niedostępny… Zadzwoń do Karola - powiedziała, lecz w tej chwili zobaczyła, że jej mąż właśnie to robi.
Bartek pokręcił głową.
- To samo.
Anita podeszła do okna.
- Dzwonię do ich kolegów, ty spróbuj do mamy Cypriana, czasem zaglądali tam w drodze ze szkoły…
Mijała minuta za minutą, a ich spojrzenia spotkały się, by podzielić się niepowodzeniem.
- Mama Cypriana mówi, że syn nie wrócił jeszcze ze szkoły i też nie może się do niego dodzwonić - powiedział do Anity, mimo że ona prowadziła rozmowę telefoniczną.
- Milenko, powiedz jeszcze raz, co mówili w szatni ? - siliła się na miły i spokojny głos, żeby nie przestraszyć rozmawiającej z nią dziewczynki.
Wreszcie rozłączyła się i spojrzała na Bartka, czekającego z zapartym tchem na wieści od szkolnej koleżanki swoich synów.
- Oni tam poszli ! Łobuzy jedne ! Zwariuję z nimi !
- Gdzie ? - zapytał Bartek.
- Do parku zamkowego, do oranżerii - zawołała Anita już w biegu ubierając buty - Idę tam, zostań tu jakby wrócili - zawołała i zniknęła za drzwiami.
Irena Małysa
poprzednie odcinki
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze