Reklama


"Amnezja". Poznawajcie losy bohaterów i decydujcie o nich! cz.7

08/10/2021 18:39

„Amnezja” to powieść/nowela interaktywna. Dziś oddajemy w Wasze ręce jej siódmy rozdział autorstwa Wandy Wywijas . Życzymy miłej lektury!

Wrzesień plecień, co przeplata trochę zimy, trochę lata- wyszeptała Jagoda stare przysłowie babci patrząc w ogród zalany słońcem jak w lipcu. Ale fajnie! krzyknęła radośnie wybudzając z głębokiego snu starego kocura śpiącego na kanapie. Drzewa malowane różnymi kolorami tworzyły pełną paletę barw począwszy od kilku kolorów zieleni, przez czerwienie, pomarańcze i złoto. Tylko siodłate kwoki jabłoni podparte łapami starodawnych korzeni zwieszały ku ziemi, jak opadnięte skrzydła nieuformowane wiosną gałęzie czując nadchodzący, zimowy sen.

-Śniadanie! Krzyknęła babcia.

Reklama

Jagoda poczłapała w stronę kuchni leniwie, słysząc radosną orkiestrę przestawianych kociołków.

Na piecu, jak na ołtarzu odbywał się obrzęd smażenia jajecznicy. Na żeliwną patelnię babcia strugała połeć słoninki, która spadała poskręcanymi loczkami płatków na żeliwną, czarną patelnię. A one pod wpływem gorąca podskakiwały sycząc. Oddając patelni cały tłuszczyk, powoli zmieniały się w bursztynowe, chrupiące skwarki.

-Tylko takie skwarki pod jajecznicę. Mówią, za dużo cholesterolu, mruczała babcia pod nosem, a ja, całe życie tak jem i Bogu dziękować.

Reklama

Nic się tu mamo nie zmieniło, wciągając nosem zapachy, powiedział ojciec wracający z obchodu gospodarstwa babci.

Zaglądał we wszystkie zakamarki stwierdzając w myślach- tu wszystko wymaga naprawy, nowoczesności. Uparta ta moja mama, a przecież stać mnie, tylko jak ją przekonać do zmian. Kończymy dziewczynko! i jazda do szkoły! zawołał do Jagody przerywając jej śniadaniową lekturę. Jechał do Suchej, więc podwiezie córkę samochodem pod samą szkołę.

Skręcając w prawo Jagodzie nie umknął widok grupki chłopców, wśród których górowała postać Jana, poznanego w Rzymie. Nerwowo zerkał w stronę drzwi prowadzących do szkoły. Trzasnąwszy drzwiami za mocno zwróciła jego uwagę. Ojciec z rozbawieniem obserwował dziwne zachowanie córki tym bardziej, że wysoki chłopak o mało nie wlazł mu pod koła wbiegając po schodach tuż za pędzącą córką. - Czyżby działo się coś, o czym nie mam pojęcia? pomyślał skręcając pod Urząd Miasta.

Reklama

Tuż za plecami usłyszała znajome: sorry, sorry!: chciałem tylko przeprosić za swoje zachowanie w Rzymie, powiedział Jan już bez tego bezczelnego uśmieszku.

- Przecież mnie nie obraziłeś, ale twoje maniery wymagają małej poprawy, roześmiała się Jagoda. Będziesz moją korepetytorką? ze śmiechem spytał, zupełnie rozbrajając dziewczynę.

- Powiem tyle, brak mi czasu dla siebie, więc nie! Krótkim nie! ucięła rozmowę wchodząc z dziewczynami do klasy. Popatrzył tylko na numer klasy. Zapamiętał - druga C. i wyszedł pogwizdując.

Reklama

Za to w Goetlu działo się, oj działo! Maks nie wrócił do domu. Wprawdzie Policja działała poza szkołą, za to grono? nie żyło niczym innym. Teraz już wszyscy wypytywali patrząc podejrzliwie na całą klasę.

- Nie wierzę wam! grzmiał dyrektor wzywając po kolei wszystkich uczniów z klasy Maksa. Jak można nic! absolutnie nic! nie zauważyć przebywając razem w parku. Jakim prawem rozleźliście się po parku jak wszy po grzebieniu narażając panią na takie przykrości. Czy wiecie co przeżywa? Biorąc was na lekcję poza szkołę, wzięła na siebie pełną odpowiedzialność mając nadzieję, że jesteście na tyle rozsądni, by wam zaufać. Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za to zaufanie, czas pokaże, mówił już ciszej, spoglądając ze współczuciem na wymizerowaną twarz nauczycielki. Jeszcze nie skończyliśmy! dodał z podniesioną ręką do góry, cokolwiek miało to oznaczać.

Reklama

Stali jak strusie, gotowi jak one pochować głowy w piasek. Niech to cholera weźmie! przeklął w myślach Kamil. Z powodu Maksa miał jakieś wewnętrzne poczucie winy. Gdyby nie kombinował z tym „lolkiem” byli by wczoraj razem. Maks potrzebował przyjaźni, brakowało mu ojca. Złapał się na tym, że już drugi dzień nie pociągnął dyma i wcale go nie ciągnie. Wieczorem odwiedziła go mama Maksa, a on nie miał nic do powiedzenia na temat jej syna. Zrozumiał, że choć są kolegami wcale go tak naprawdę nie znał. W przeciwieństwie do wszystkich, Maks był domatorem, tak mu się przynajmniej zdawało.

 

Reklama

Policja przeszukiwała pokój Maksa, powiedziała cicho, komputer też zabrali. Ale to jego pożal się Boże laboratorium zostawili. W buteleczkach jakieś płyny, coś bulgoce, syczy, mówiła z rozszerzonymi ze strachu oczyma. Wiesz czym się zajmował? spytała Kamila z iskrą nadziei w głosie. Teraz wciąż się słyszy o materiałach wybuchowych, bombach, a jak coś takiego konstruował?

Niestety, nie zainteresował się jego pasją chemika, a może botanika. Tak, próbował kiedyś powiedzieć Kamilowi o jakimś udanym doświadczeniu, ale go zignorował. Mama Maksa przyniosła zapiski syna, którymi nie zainteresowała się policja.

Reklama

Zagłębiając się w te pokreślone kartki, Kamil wpadał w coraz większe zdumienie, a zarazem szacunek do tego zamkniętego w sobie kolegi, który inteligencją przewyższał nie tylko jego, ale wszystkich w klasie.----- „Biochemia to jest to o czym marzę, pisał. Gdybym mógł zanurkować w głąb ziemi jak w głąb morza i zbadać dokładnie nieprzenikniony świat gleby, swoiste laboratorium z milionami nagazowanych gatunków bakterii, grzybów, pasożytów. Przypuszczam, że w takim laboratorium dochodzi do całej masy związków chemicznych i różnorodności gazów. Zdrowa gleba jest sprężysta, zamieszkała przez ożywiony świat owadów, bakterii, wirusów, grzybów, pasożytów, małych zwierząt tworząc specyficzne wspólnoty. I tak jak to we wspólnotach bywa dochodzi do zła i dobra. Ostatnio robię badania nad ziemią sterylną, to znaczy martwą, której nie zamieszkują ani owady, grzyby, bakterie, wirusy itp.

Cały wieczór czytał z wypiekami na twarzy niecodzienny dzienniczek kolegi, średniego ucznia wciąż zamyślonego na, nie interesujących go lekcjach. A ostatnie spostrzeżenia z oranżerii, wprawiły go w osłupienie bez granic. Łaził tam? Sam? Przecież trwał remont, robotnicy nawet wtedy gdy byli z panią kręcili się wszędzie. Czego szukał? w tym zrujnowanym budynku po warsztatowym. Zastanawiał się komu o swoim odkryciu powiedzieć. Ance? na pewno. Pani od wuefu? Policji? Niewyspany niecierpliwie oczekując końca lekcji intensywnie myślał.

Reklama

W zasadzie nic nie wiem o zaginięciu, dumał wiercąc się niespokojnie raz po raz spoglądając w stronę Anki. Jej powiem! zdecydował z całą stanowczością. W tej chwili mało obchodziła go Patrycja ze swoją nieuzasadnioną zazdrością. Owszem lubił ją, podoba mu się jako kobieta, ale nie cierpi jej przywłaszczania sobie, jego osoby. ------Ziemia sterylna, martwa, oranżeria, słowa w jego mózgu jak tętniak powodowały tępy ból skroni.

Koniec lekcji, ale czy to były prawdziwe lekcje? Żadnego skupienia, chociaż nauczyciele próbowali dawać z siebie wszystko. Pociągnął Ankę za plecak: chodź! mam ci coś do powiedzenia. Zgubili się grupie szybko. Jedni poszli do Cofeiny, inni do Rzymu z jednym tematem na ustach- Maks. Wyciszył telefon. Patrycja dzwoniła raz za razem. Naprawdę jakoś dziś drażniły go natarczywe telefony od niej. W parku pusto, chociaż taka piękna pogoda. Przed oranżerią żadnej ochrony. Lekko uchylone drzwi wprost zapraszały do środka. Kamil lekko pchnął stare drzwi, zaklekotały rdzą wdzierającą się pod żeliwną klamkę.

Reklama

- Jest tam kto? zapytał z dreszczem emocji, a zarazem skrywanego strachu. Anka rozdygotana chowała się za jego plecami. Pusto. Bałagan, jakby przeszło przez pomieszczenie tsunami. Rozwalone narzędzia i cisza. Cisza, w której słyszeli przyspieszone bicia serc. Co on tu badał? wyszeptała Anka. Przecież to tylko kupa zzieleniałych kamieni.

Natomiast Kamil patrzył teraz oczyma Maksa. Odsunięte kamienie ukazały obszar wymierania. W pozostałości po glebie nie było, ani owada, ani robaka, ani grzyba. Głębiej tylko szczątki betonu, jakiś plastik, cegły i pordzewiałe gwoździe zapewne pozostałości po warsztatach.

Reklama

A głębiej? Przecież były podpiwniczenia jeszcze za czasów hrabiów, co tam może być? zastanawiała się Anka.

- Chodźmy stąd !szarpnął Ankę Kamil widząc z dala zdążającego w ich stronę faceta w czerni.

Bandzior w czarnych rękawiczkach jak z filmu, przeleciał po ich twarzach zimnym wzrokiem.

Wanda Wywijas

 

poprzednie odcinki

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama