„Amnezja” to powieść/nowela interaktywna autorstwa Ireny Małysy i Daniela Grepsa. Dziś oddajemy w Wasze ręce jej trzeci rozdział. Życzymy miłej lektury!
Rozdział III
Czuła się jak za szybą. Biegający wokół uczniowie, liście spadające z drzew, wiatr. Wszystko drażniło jej zmysły ze zdwojoną siłą. Na dodatek drżała jej powieka. Musi zacząć brać magnez. Wróciła do Gosi, Rafała i Tołdiego, którzy siedzieli w tej samej pozycji na ławce. W ich postawach było coś niepokojącego. Wyglądali jak statyści udający armię umarłych w “Grze o tron”.
- Gosia - przykucnęła przy dziewczynie - Opowiadaj co tam się stało.
Dziewczyna spojrzała na nią, jakby Anita mówiła do niej po chińsku.
- Dlaczego leżeliście na ziemi? - powiedziała głośniej biorąc dziewczynę za zimną dłoń.
- Gdzie? - odezwała się w końcu głosem słabym i zaspanym.
- No tam, w oranżerii, gdy poszliście szukać Maksa.
- Kiedy?
Anita prychnęła. Miała tego dość. Może oni coś biorą ? Jakiś nowy dopalacz ? Wyglądają jak zombie.
- Tołdi, no mów.
Chłopak patrzył to na nauczycielkę, to na pozostałych.
- Kiedy będzie przerwa ? – chłopak uśmiechnął się głupkowato.
- Jaka przerwa ? Ty gówniarzu…. - złapała się za usta.
Jeszcze nigdy nie odezwała się tak do ucznia. W głowie zaczęły kłębić się jej najgorsze obelgi, które jak larwy chciały wydostać się na zewnątrz. Odeszła na bok, próbując ochłonąć. Co się dzieje ? Od strony alejki zobaczyła zbliżających się dwóch policjantów.
- Dzień dobry, starszy aspirant Paweł Leszczyński . Czy pani jest opiekunem grupy ?
- Tak, Anita Chebda, nauczyciel wychowania fizycznego.
- Proszę opowiedzieć co się stało ?
- Trudno to wyjaśnić co, jakaś fala, coś dziwnego. W każdym razie nie mogę znaleźć jednego ucznia, Maksa.
- W jakiej sytuacji oddalił się od grupy.
- Poszedł na faję - powiedziała i znów złapała się za usta. Nie chciała tego powiedzieć. Zamierzała raczej wytłumaczyć się, że nie wie. Próbowała coś skłamać, ale gdy tylko otwarła usta, bezwiednie dodała.
- On pali już od podstawówki.
Jej twarz zapłonęła czerwienią. Po co ona to mówi ?
Policjanci spojrzeli na siebie zaskoczeni.
- Gdzie go już szukaliście ?
Powoli, jak człowiek po wylewie, opowiadała im o zdarzeniu w oranżerii. Każda próba wygładzenia słów, kończyła się tak, że bezwiednie mówiła całą prawdę. Dyszała przy tym jakby wykonywała nadludzki wysiłek.
Policjant wyciągnął w jej stronę alkomat.
- Proszę dmuchnąć, to konieczne... wie pani procedury.
Zaśmiała się nerwowo. Chciała powiedzieć, że w ogóle nie pije. Zamiast tego z jej ust wypadło:
- Wczoraj wypiłam dwa kieliszki wina z mężem.
To była jakaś parodia. Zaciskała z wściekłości usta. “Zamknij się !” mówiła sama do siebie. Dmuchnęła w alkomat, który po dziesięciu sekundach pokazał wynik negatywny.
- Pójdziemy porozmawiać z tymi dziećmi - powiedział policjant wskazując na trójkę siedzącą na ławce.
- Dobrze. Będę obok.
Usłyszała telefon dzwoniący w kieszeni. To był dyrektor szkoły. Wiedziała, że musi odebrać. Układała w głowie co powinna powiedzieć.
- Co się stało w parku ? - zaczął jej szef bez przywitania.
Wzięła głęboki oddech.
- Nie wiem. Nie ma Maksa...jakieś czary.
- Pani Chebdo, proszę zachować powagę.
- Mówię prawdę. Trójka dzieci, która poszła go szukać wygląda jak żywe trupy. Nic nie mówią. Jakby nie pamiętali co się stało. Jesteśmy w parku zamkowym. Ja też się źle czuję. Proszę tu przysłać opiekunów.
- A co pani jest?
- Nie mogę kłamać.
- Słucham ?
Nie chciała tego powtórzyć, zaciskała usta. Ale wyszło, samo, jak niechciane wymioty.
- Nie mogę kłamać, wszystko powiedziałam policji, że on poszedł na papierosa, że piłam wczoraj wino… - rozpłakała się.
Po drugiej stronie słuchawki usłyszała głośny oddech dyrektora.
- Zaraz tam będę - odpowiedział i rozłączył się.
Podszedł jeden z policjantów.
- Proszę wezwać ich rodziców. Musimy wykonać im badania na obecność narkotyków. Oni nie wiedzą nawet gdzie są.
Anita zaprzeczyła głową.
- Niemożliwe. Gośka i Rafał to porządni uczniowie - celowo pominęła Tołdiego, bo za niego nie ręczyła.
- Takie są procedury, prosze jak najszybciej ściągnąć ich do parku.
Zadzwoniła do rodziców czwórki uczniów. Lakonicznie, poprosiła ich o niezwłocznie stawienie się w parku. Dużo ją to kosztowało, bo musiała mocno się postarać, żeby znów nie powiedzieć czegoś niewłaściwego.
Rozejrzała się po parku. Jej uwagę zwrócili budowlańcy, którzy wcześniej pracowali w oranżerii. Siedzieli na ławce, zupełnie jak jej uczniowie. Już od kilkudziesięciu minut w jednej pozycji. Podeszła do nich.
- Niech panowie opowiedzą co tam się stało? Był jakiś wybuch?
Patrzyli na nią. Jeden wyciągnął papierosa i zapalił.
- Ale gdzie? - zapytał drugi.
- No w oranżerii - odpowiedziała wskazując za siebie.
- A, tam. To nie wiem. Nie słyszałem.
To było naprawdę dziwne i irytujące. Bała się. Coraz bardziej się bała, a pełzające uczucie niemocy powoli opanowywało jej ciało.
Podbiegła do karetki, w której sanitariusze wypełniali na tabletach kolejne tabelki. Jak ona ich rozumiała. Ciągle ta papierologia. Nic nie zrobisz, bo każdy twój ruch w pracy, to kolejne dokumenty i akta.
- Prosze pana, zbadaliście ich dokladnie ?
Sanitariusz odwrócił wzrok od monitora.
- Tak, czekamy na ich rodziców. Podobno pani ich wezwała.
- Tak. Ale coś jest nie tak. Oni nic nie pamiętają i ci budowlańcy też - powiedziała wskazując na trzech mężczyzn - A ja…. ja nie mogę kłamać. Tam coś się stało. Chyba powinniście ich zabrać do szpitala. I to miejsce trzeba zabezpieczyć - wskazała na oranżerię.
Mężczyzna podszedł do niej. Przyłożył jej do głowy termometr elektroniczny.
- Choruje pani na coś? - zapytał.
Nie miała siły już tego tłumaczyć. Przekonywać wszystkich naokoło. Usiadła na ławce zupełnie wyczerpana. Po chwili zaczęli wracać z poszukiwań uczniowie. Nikt nic się nie dowiedział. Niektórzy byli na Rynku, na targowicy, na działkach, w zamku. Nigdzie nie było Maksa. Nikt go nie widział. Na końcu wróciła Anka. Wyciągnęła przed siebie dłoń z telefonem.
- To Maksa - powiedziała i wręczyła nauczycielce - znalazłam na parkingu obok zamku.
Telefon był gorący. Na ekranie nie było żadnego obrazu, za to mrugał dziwnym światłem. Światło wydawało się wręcz wylewać poza ekran, jak hologram.
- Procesor siadł - odezwał się któryś z uczniów, głosem męskiego znawcy.
*****
Kamil nigdy nie cieszył się tak na widok pana z matematyki. Pitagorasa bali się wszyscy. Ale dziś, gdy przyszedł do parku przejąć opiekę nad uczniami i odprowadzić ich do szkoły, cieszyli się jak przedszkolaki na widok ukochanej pani. Niektórzy nie chcieli wracać. Ale on miał już dość. Owszem martwił się o Maksa, ale ten młody, Adrian, zupełnie zrył mu beret. Nie mógł przestać o nim myśleć. I te owady ponabijane na kolce. Teraz pożałował, że oglądał tyle horrorów. W jego głowie pojawiały się straszne obrazy, a zabite owady ożywały.
Wracając do domu odebrał wiadomość od Patrycji : “Pamiętasz o piątku?”. Rozważał chwilę co zrobić. W końcu napisał do niej. “Głupia sprawa. Nie chcę cię wystawić, ale mam kryminalną zagadkę do rozplątania. Wybacz, muszę to przełożyć.” Czekał z bijącym sercem na odpowiedź, ale ta długo nie nadchodziła. Dopiero gdy wsiadł do busa jadącego do Juszczyna, usłyszał sygnał przychodzącej wiadomości.
“ Ok, rozumiem. Ja też uwielbiam kryminalne zagadki. Mogę iść z tobą? “
Irena Małysa
Pytanie w poście na fb
Co powinien zrobić Kamil ?
Zabrać Patrycję na spotkanie z Adrianem ?
Iść samemu ?
Zgodnie z zapowiedzią nasza nowela, a może i powieść (czas pokaże) jest interaktywna. Warto odwiedzić makowski rynek by odszukać bon na mega pizze w Milano.
Podpowiedź, " Na Makowskim rynku, tam gdzie orzeł ".
Restauracja & Pizzeria Milano www.pizzamakow.pl Pyszne Obiady, Pyszna Pizza
Pizzeria Milano
34-220 Maków Podhalański
ul. Kościelna 2
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze