Reklama


"Amnezja". Poznawajcie losy bohaterów i decydujcie o nich! cz.4

17/09/2021 19:57

„Amnezja” to powieść/nowela interaktywna autorstwa Ireny Małysy i Daniela Grepsa. Dziś oddajemy w Wasze ręce jej czwarty rozdział. Życzymy miłej lektury!

ROZDZIAŁ IV

 

Patrycja zjawiła się punktualnie. W drodze do parku Kamil opowiedział jej o zaginięciu Maksa, o incydencie w oranżerii, wreszcie o rozmowie z Adrianem i o makabrycznym znalezisku w zaroślach. Dziewczyna słuchała uważnie, nie przerywając mu ani razu. Kiedy skończył, z niedowierzaniem pokręciła głową.

– Rany, to naprawdę niesamowita historia.

– Myślisz, że wyssałem to wszystko z palca?

– Nie, skądże. – Przyjrzała mu się z uwagą. – Widzę przecież, że… że jesteś bardzo przejęty. Zresztą nikt normalny nie wymyśla takich rzeczy.

Reklama

– I co o tym wszystkim myślisz?

Wzruszyła ramionami.

– Jeszcze nie wiem. Mam mętlik w głowie. Ale wiesz co? – Uśmiechnęła się lekko. – Dzięki, że zabrałeś mnie ze sobą.

Kamil zaczerwienił się po same czubki uszu.

Do parku dotarli po niecałym kwadransie. Adrian już tam był – stał nad brzegiem stawu ze swoim notesem w ręku. Na widok Patrycji wyraźnie się speszył. Kamil przedstawił ich sobie, po czym zwrócił się do obojga:

– Chodźcie, coś wam pokażę.

Ruszyli za nim, mijając w bezpiecznej odległości oranżerię.

Reklama

– Nie jestem pewna, czy chcę to zobaczyć – rzuciłaPatrycja. – Po czymś takim człowiek może mieć nocne koszmary.

– Wygląda na to, że tylko ja nie wiem, dokąd idziemy? – mruknął Adrian z przekąsem.

– Zaraz się dowiesz – odparł Kamil. – Już prawie jesteśmy na miejscu. O, tutaj, między gałązkami. – Rozgarnął zarośla. – Przyjrzyjcie się. – Naraz jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki. – Są nowe! Tego czarnego robala tu wczoraj nie było, dałbym sobie głowę uciąć! Ktoś nadział go na cierń!

Patrycja zakryła dłonią usta. Choć wiedziała z grubsza czego się spodziewać, wyglądała na zszokowaną. Z kolei Adrian najwyraźniej nie przejął się widokiem martwych zwierząt.

Reklama

– A, to. – Machnął lekceważąco dłonią. – To tylko spiżarnia dzierzby.

– Spiżarnia czego?! – Kamil uniósł brwi.

– Dzierzby.

– Co to jest dzierzba? – spytała Patrycja. Minę miała taką, jakby nie wiedziała, czy ma śmiać się, czy płakać.

Adrian zapisywał coś w swoim notesie.

– Dzierzba to ptak – odezwał się w końcu, nie odrywając wzroku od notatek. – Poluje na owady i drobne zwierzęta, ale nie zjada ich od razu, tylko nadziewa na ciernie. Dlatego takie miejsce nazywa się spiżarnią dzierzby.

– Serio? – Kamil po raz kolejny tego dnia spąsowiał na twarzy. Czuł się jak idiota.

Reklama

– Serio. Przecież mówiłem ci wczoraj, że słyszałem w parku dzierzbę.

– Nie pamiętam.

Adrian uśmiechnął się pod nosem, co nie umknęło uwadze Kamila, bo odkąd się poznali, ani raz nie widział uśmiechu na twarzy chłopca.

– To może powienieneś zapisywać wszystko w notesie, jak ja.

W pierwszej chwili Kamil poczuł się urażony tą uwagą, ale w tym momencie Patrycja roześmiała się serdecznie. Chłopak nie wytrzymał i sam też parsknął śmiechem.

– Potrafisz rozpoznać śpiew każdego ptaka? – Dziewczyna zwróciła się do Adriana. – Jesteś niesamowity, jak ty to robisz?

Reklama

– Nie potrafię rozpoznać wszystkich. Właściwie rozpoznaję zaledwie kilkadziesiąt. Biorąc pod uwagę fakt, że na świecie istnieje ponad dziesięć tysięcy gatunków ptaków, jestem w tym raczej kiepski.

– Żartujesz? Po co ta skromność? Jak… jak w ogóle można się nauczyć czegoś takiego?

Wzruszył ramionami.

– Normalnie. Trzeba słuchać i… Wiecie, że prawdopodobnie każdy człowiek rodzi się z słuchem absolutnym? Tyle że większość ludzi z wiekiem go traci. Nawiasem mówiąc… – Przeniósł wzrok na Kamila. – To czarne to nie żaden robal, tylko biegacz skórzasty. Chrząszcz.

Reklama

– W porządku, mądralo. – Kamil miał już dosyć odgrywania drugoplanowej roli. – Ale zgaduję, że nadal nie wiesz, co to lolek?

– Może zajmijmy się tym, po co tu przyszliśmy – wtrąciła szybko Patrycja. – Adrian, masz zdaje się jakąś teorię odnośnie wczorajszych wydarzeń?

 

***

 

Nieśpiesznie szli w stronę oranżerii. Słońce schowało się za mgiełką z chmur, park pociemniał, stracił kolory. Zanosiło się na deszcz.

– Przed wejściem stoi jakiś goryl – zauważył Kamil.

Określenie „goryl” było niezwykle trafne – mężczyzna miał ze dwa metry wzrostu i posturę zapaśnika. Z wygolonej na łyso głowy, wciśniętej w szyję o średnicy opony samochodowej, łypały na boki małe, blisko osadzone oczy. Od czasu do czasu zaciągał się papierosem tkwiącym w kąciku ust i wypuszczał w powietrze chmurę dymu.

Reklama

– Oranżeria zamknięta na cztery spusty – mruknęła Patrycja półgłosem. – A ten typ wygląda jakby pilnował, żeby tak pozostało.

– Masz rację. – Kamil skinął głową. – Nic tu po nas. Porozmawiać możemy gdziekolwiek. I tak zaraz się rozpada.

– Chodźmy do Rzymu – zaproponowała Patrycja. – Tam można spokojnie pogadać.

Ruszyli w kierunku parkowej bramy, nim jeszcze na ziemię spadły pierwsze krople deszczu.

 

***

 

W karczmie było niewielu gości – zaledwie jedna para, wciśnięta w kąt pod ścianą, rozmawiała półgłosem. Nowoprzybyła trójka zasiadła przy stoliku po przeciwnej stronie spowitej w półmroku sali. Kamil zamówił po herbacie dla siebie i Patrycji oraz coca colę dla Adriana.

Reklama

– Nie mam pieniędzy – zaprotestował ten ostatni. Kamil uspokoił go ruchem ręki.

– Ja stawiam.

– Jak… – zaczęła Patrycja, zwracając się do Adriana. Odgarnęła kosmyk włosów z czoła. – Skąd tyle wiesz? To…

Po swojemu wzruszył ramionami.

– Głównie z książek. Wiecie, że w suskiej bibliotece jest ponad sześćdziesiąt tysięcy książek?

– Przeczytałeś wszystkie? – wtrącił drwiąco Kamil.

– Jeszcze nie.

– Skąd wiesz, ile jest książek w bibliotece? – spytała zafascynowana Patrycja. Oblizała wargi. – Policzyłeś je?

– Nie. Zapytałem panią bibliotekarkę.

Reklama

– Och. – Patrycja upiła łyk herbaty. Wyglądała na nieco rozczarowaną.

– Kiedyś próbowałem je policzyć – rzucił nagle Adrian, nie patrząc w ich stronę. – Ale ciągle ktoś mi przeszkadzał. Ludzie przychodzili, brali książki z półek, bibliotekarka dokładała nowe i tak w kółko. Za każdym razem, kiedy udało mi się policzyć część z nich, ktoś coś zmieniał i musiałem zaczynać od nowa. Miałem wrażenie, że głowa mi eksploduje. W końcu się poddałem. Byłem wściekły. Ja… zacząłem krzyczeć. Oni… ta bibliotekarka…

Reklama

– Zacząłeś histeryzować, bo ludzie przyszli do biblioteki żeby wypożyczać książki? – zadrwił Kamil. Patrycja posłała mu karcące spojrzenie. Chłopak zdławił śmiech.

– Bibliotekarka chciała mnie uspokoić – ciągnął Adrian. – Złapała mnie za ramiona i ja… no… uderzyłem ją.

– W porządku. – Patrycja położyła mu dłoń na ramieniu. – Nie musimy o tym rozmawiać.

– To nie było w porządku. Od tamtej pory nie chodzę już do biblioteki. Mam sporo książek w domu, korzystam też z internetu. Ktoś doradził mi, żebym zaczął opisywać wszystko co mnie spotyka, co widzę, słyszę i czuję. Bo kiedy będę mógł to przeczytać i zastanowić się nad tym, to może uda mi się to wszystko zrozumieć. I może zrozumiem, dlaczego czasem moja głowa chce wybuchnąć. Dlatego wszystko zapisuję. To taka moja mapa. Mapa świata.

Przez kilka chwil siedzieli w milczeniu. W końcu Kamil odchrząknął.

– Dziwny jesteś, ale spoko z ciebie gość. – Uśmiechnął się półgębkiem. – No dobra, ale może wróćmy do tego, co miałeś nam powiedzieć. O oranżerii, parku i w ogóle. Uważasz zdaje się, że tam jest tajne laboratorium, tak?

Adrian skinął głową.

– No tak. Mam trzy mocne poszlaki. Po pierwsze, kilka dni temu niemal przy samym wejściu do oranżerii znalazłem to. – Wyjął z kieszeni niewielką kartkę, wygładził zagięte krawędzie i położył ją na stole. Kamil z Patrycją pochylili nad nią głowy. Na kartce znajdował się ciąg znaków zapisanych ołówkiem.

– To wygląda… jak jakiś chemiczny wzór – mruknął Kamil. – Pełno tu literek, kresek i strzałek.

– Jest tylko jedna strzałka – poprawił go Adrian. – Taka strzałka oznacza reakcję nieodwracalną. Sprawdziłem w internecie.

– Nieodwracalną?

– To znaczy przebiegającą tylko w jedną stronę.

– No dobra, kumam. A symbol „Co”? Myślisz, że chodzi o Covid?

–  „Co” to kobalt.

– Albo tlenek węgla – wtrąciła Patrycja. – Jeśli zapiszemy to wielkimi literami, CO. Tutaj jest to tak nagryzmolone, że nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy „o” jest małe, czy duże.

– Tak jest – potwierdził Adrian. – Tlenek węgla, czyli czad. Śmiertelnie niebezpieczny, bezzapachowy gaz.

– Będziesz miał same piątki z chemii – mruknął Kamil z mieszaniną sarkazmu i podziwu w głosie.

– Ja tylko mam dobrą pamięć. Umiem czytać i zapamiętuję to, co czytam.

– Okej, skoro „Co” to nie Covid, to dlaczego myślisz, że oranżeria ma cokolwiek wspólnego z lekarstwem na koronawirusa?

Adrian sięgnął do kieszeni.

– Niedawno znalazłem w pobliżu oranżerii to. – Ostrożnie położył na stole niewielką strzykawkę z igłą w plastikowej osłonie. – To poszlaka numer dwa.

– Strzykawka? – Skrzywił się Kamil. – Dosyć słaba ta poszlaka.

– Ale przyznasz, że w połączeniu z tym wzorem na kartce wygląda to dosyć dziwnie? – odezwała się Patrycja.

– Trzecia poszlaka… – kontynuował Adrian. – Przedwczoraj udało mi się podsłuchać rozmowę dwóch gości nieopodal oranżerii. Nie słyszałem dokładnie o czym mówili, właściwie tylko strzępki zdań, ale na pewno padły tam słowa… Zaraz… – Przewertował kilka kartek w notesie. – O, mam. Padły słowa „covid”, oraz „na to nie ma lekarstwa”.

– I ci goście cię nie widzieli? – spytała Patrycja.

– Akurat obserwowałem wiewiórkę, byłem schowany za drzewem. Zresztą nie byłem wcale tak blisko nich, po prostu mam dobry słuch.

– W to akurat wierzę – mruknął Kamil. – Ale słowa „nie ma na to lekarstwa” to trochę za mało, żeby snuć niestworzone historie o tajnych laboratoriach i naukowcach szukających leku na Covid.

– Jest jeszcze coś. – Adrian ponownie wertował notes. – Ci dwaj zwrócili moją uwagę, bo wyglądali specyficznie. To nie byli robotnicy, ani spacerowicze, jakich wielu w parku. Jeden miał na sobie elegancki garnitur. Drugi płaszcz do kolan, taki jesienny, chociaż było dosyć ciepło. A pod spodem coś białego, jakby kitel czy fartuch…

– Na pewno sprawa jest warta zbadania – powiedziała Patrycja. – Pamiętasz jak wyglądali ci mężczyźni?

– Tak, narysowałem ich. Patrzcie. – Podsunął im swój notes.

– Hej, znam tego faceta! – wykrzyknął Kamil. – To ojciec Anki, mojej koleżanki z klasy!

– Jesteś pewien?

– No jasne! Dobrze go kojarzę, bo byłem parę razy u Anki w domu. Świetnie rysujesz swoją drogą…

– U Anki Parowskiej? – Patrycja zmarszczyła brwi.

– No… tak. Zaraz, jej ojciec jest przecież analitykiem w suskim szpitalu. – Kamilowi zaświeciły się oczy. – Zna się na chemii i w ogóle. To by pasowało… – Odchrząknął. – Zrobimy tak: Adrian, kręć się dalej w pobliżu oranżerii, może wypatrzysz jeszcze coś podejrzanego. Patrycja, ty spróbujesz się dowiedzieć, co znaczy ten chemiczny wzór, a ja podpytam Ankę o ojca, może coś uda mi się z niej wyciągnąć...

– Nie ma mowy – wycedziła Patrycja lodowatym tonem.

– Co? O co ci cho...

– Nie zgadzam się, żebyśmy dopuścili do sprawy tę wypindrzoną, wiecznie nadętą...

– Hej, hej, wyluzuj! – Kamil uniósł ręce w uspokajającym geście. – Tylko z nią porozmawiam, w szkole przy jakiejś okazji, czy coś. Nie muszę od razu we wszystko ją wtajemniczać.

Patrycja taksowała go nieruchomym spojrzeniem.

– Nie zgadzam się, jasne? Jeśli coś jej chlapniesz, ja odpuszczam. Rozumiesz?

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. W końcu Kamil skinął głową.

– Rozumiem. – Spuścił wzrok. – Nic jej nie powiem.

 

Daniel Greps

 

Czy Kamil powinien porozmawiać z Anką w tajemnicy przed Patrycją?

A: Tak      B: Nie

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama