„Amnezja” to powieść/nowela interaktywna. Dziś oddajemy w Wasze ręce jej dziewiąty rozdział autorstwa Wandy Wywijas. Życzymy miłej lektury!
Szli nie oglądając się za siebie spłoszeni przez faceta w garniturze o zimnych jak lód oczach. Szkoda, bo tuż za ich plecami doszło do dziwnego spotkania, a może i lepiej, że Anka nie zobaczyła sceny jak z gangsterskiego filmu? Jej tatuś w długim płaszczu z wielką estymą potrząsał rękę ubraną w czarne skórkowe rękawiczki, faceta w czerni. Kamil w tej chwili zdał sobie sprawę na jakie niebezpieczeństwo naraził Ankę.
- Szybciej Anka, szybciej, musimy wiać - mówił spychając ją bezczelnie z drogi. Potęgując w niej strach prawie truchtem wybiegła za bramę. - Cholera! Coś tu śmierdzi. Co ja mam teraz począć, komu powiedzieć. Ankę muszę wykluczyć z mojego śledztwa. A ja głupi kazałem jej podpytać ojca. Cholera! On w tym siedzi jak nic! - pomyślał z lękiem.
- Ej stójcie! Co tak pędzicie? - usłyszeli wołanie gdzieś z tyłu. Znajomy głosik spowodował, że Kamil prawie wrósł w ziemię.
- Siedzę tu od kilku godzin na czatach. Tego faceta co ostatnio narysowałem… Widziałem dziś dwa razy pod oranżerią, a potem schodzącego z góry Jasień z babką w ciemnych okularach. Patrzyła przed siebie ręką zataczając okrąg. Taka niewzruszona, tajemnicza i nierealnie piękna. Z tyłu za nimi szedł cherlawy facet o ziemistej cerze i wyraźnym nerwowym tiku na twarzy. Znów przechodzili koło oranżerii. Zastanowiło mnie to, że robili zdjęcia trzem chłopakom wałęsającym się po parku i wokół oranżerii od kilku godzin. Dwaj z nich podobni do siebie jak dwie krople wody, na bank bliźniacy - zdyszany Adrian wyrzucił z siebie jednym tchem.
Kamil nie wytrzymywał tego napięcia i w końcu zdenerwowany spytał: co ty nie byłeś w szkole? - No - zrobiłem sobie wolne. Od mamy wiem, że po Maksie ślad zaginął, urwał się na parkingu. A ja mam swoją teorię i muszę dojść do tego. Spostrzeżeń spisałem cały nowy notes. Właśnie czekałem na ciebie. Mówią, że ci w szpitalu dalej tkwią w amnezji. A może z jakiegoś ważnego powodu muszą w niej być, albo zupełnie z niej nie wyjść? -Och nie! Chyba nie myślisz, że ktoś ich celowo utrzymuje w takim stanie, powiedział Kamil z dreszczem zastanowienia. Mrówki emocji rozbiegły się po całym jego ciele.
Anka szła jak automat zadając krótkie pytania.
- Naprawdę znasz tego faceta narysowanego przez Adriana? No - to jest jakaś wskazówka dodała, trzeba go śledzić! Gdzie mieszka? Z kim się zna i takie tam, sam wiesz o co chodzi.
Oj wiedział! Wiedział, ale z tym fantem nie wiedział co zrobić. Z Adrianem nie ma co wchodzić w spółki, może i bystry jest, ale za młody. O wszystkim chlapie, a tu sprawa się zagmatwała nie do odplątania. Na policję iść, to zadenuncjować ojca Anki. Zaraz przesłuchania, rozprawy, konfrontacje, no i jak jej spojrzeć w oczy? Byli dość dobrymi przyjaciółmi jeszcze od pierwszej klasy. Miała trzpiotowatą naturę choć powoli z trzpiotki stawała się kolorowym motylem. Dlaczego Pati jest o nią zazdrosna? Anka wolała towarzystwo chłopców zawsze, ale Kamilem jako kimś więcej, nigdy się nie interesowała. Za to Anką interesowała się połowa klasy. Dobra aparycja, dom, samochód z wyższej półki, stanowisko ojca, jednak dla wielu miało jakieś znaczenie.
- Małolaty mnie nie interesują - ze śmiechem mówiła do Jagody i dodała: - Podobają mi się starsi faceci, no nie staruszkowie.
Anka wzięła telefon do ręki zastanawiając się do kogo zadzwonić. - Chcę do domu – powiedziała z grymasem małego dziecka na buzi.
Miała dość strachu, całego śledztwa Kamila i tego małego Adriana. Niech policja doprowadzi to do końca. To nie na jej głowę. Owszem lubiła się poświęcać, pomagać, ale to były jasne i uczciwe sprawy.
- Tatku! - Kamil usłyszał słowa, które wprawiły go w dziwny nieopisany strach. - Jestem w parku, byliśmy z Kamilem w oranżerii, ale mam dość tego śledztwa, może kończysz pracę to byś mnie zabrał - Anka mówiła dalej.
Odwróciła się do Kamila ze słodkim uśmiechem dodając: zaraz tutaj będzie, mam szczęście. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć już wykręcała kolejny numer. - Jagoda? Jesteś jeszcze w Suchej, byśmy cię zabrali, tatek zaraz po mnie przyjedzie. Bo wyobraź sobie jestem w parku. Łaziliśmy trochę koło oranżerii, ale to nie dla mnie. Nie lubię zagadek trudnych do rozwiązywania. A poza tym mam dziwnego stracha, coś mnie w tym wszystkim przeraża. Szkoda, że już wracasz, jak dobrze mieć podwózkę. Kiedy twój ojciec wraca do Warszawy? To w poniedziałek spotkamy się w busie. Hej. Podwieziemy was! - krzyknęła Anka, ale zniknęli jak we mgle przelatując ulicę w poprzek
- To czekaj sobie na tatusia, ja pędzę… Cholera, już tyle godzin? Zwieje mi bus - i szarpnąwszy zdziwionego Adriana za ramię, zniknęli po drugiej stronie ulicy pędząc jakby od tego czasu zależało ich życie. Co mnie tak ciągniesz? -Wariacie biegnij! Nic nie mów, a ja ci powiem: wdepnęliśmy w g….o i nie wiem czy obaj z niego wyjdziemy. Jutro po szkole! Na ławce w rynku. Nikomu ani słowa.
Popędził biegiem na przystanek i wtopił, się w grupkę chłopaków czekających na busa w stronę Makowa. Ale ta Anka napędziła mi strachu. Dobrze, że zdążyliśmy zwiać. Jagodzie też wypaple wiele niepotrzebnych wiadomości.
Pomyślał o Patrycji, kurczę muszę do niej zadzwonić. Może jej powiem o co chodzi? Jestem w ciemnej ulicy i zaczynam się bać.
Adrian nie za bardzo rozumiał sens tej ucieczki, pożegnania bez tłumaczeń. Co on wymyślił - dumał. Wcale nie miał ochoty opuszczać swojego punktu obserwacyjnego. Ale wracać już się nie opłaci, trzeba ogarnąć chatę, zagrzać zupę i obmyślić plan na następny dzień.
Jagoda miała tę przyjemność, że dziś wracała z ojcem do babci.
- Co tam Jagódko z tym zaginionym kolegą? Nie podsłuchuję, ale twoje słowa same wpadają mi w ucho. Dzwoniła Ania? Czy policja już coś wie? Martwię się jak każdy ojciec o swoje dziecko.
- Dzwoniła Ania, jutro się spotkamy może coś powie. To takie dziwne tatku.
- Chciałbym obejrzeć to dziwne miejsce. Do parku chyba można chodzić więc, zapraszam cię Jagna na lody do restauracji zamkowej. Jutro po lekcjach.
- Ankę chciałabym zabrać - szepnęła wtulając głowę w jego ramię.
- Wiadomo zadzwoń do niej.
Dzwoniła do Anki robiąc coraz większe oczy.
Ojciec jej nie pozwala chodzić do zamku, powiedziała Jagoda. Co tam się stało tatusiu wszyscy krzyczeli. Powiedziała krótko Jagoda nie mogę iść i rozłączyła się.
Wanda Wywijas
poprzednie odcinki
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze