Zapraszamy na trzynasty odcinek „Amnezji” - powieści/noweli interaktywnej. Autorką dzisiejszej części jest Wanda Wywijas. Życzymy miłej lektury! Nie zapomnijcie również zagłosować na naszym FB odnośnie dalszych losów bohaterów.
Kamil stracił głos. Stał cichutko z oczami otwartymi jak u żaby. Ojciec Jagody oparł się o mur i czekał cierpliwie na słowa Jana, który siedząc na kupie gruzu wyglądał jakby go zdjęli z krzyża. Nikt go nie popędzał, choć obaj drżeli od emocji drążącej ich od wewnątrz. Czekali.
W szpitalu czekała też Anita zdruzgotana wydarzeniami tych kilku ostatnich dni.
- Moi biedni chłopcy - skomliła po cichu jak pies proszący o pomoc... Zabijała ją ta bezradność. To niemożliwe, żeby żadnych faktów nawet policja nie ustaliła. Czekała na Bartka.
- Musimy podjąć jakąś decyzję - myślała.
Dzwoniła do siostry, będzie jutro. Och żeby to jutro było teraz, dzisiaj. Patrzyła na śpiących synów z rozerwanym sercem na pół. Maluchy, ciekawskie takie jak ja. Roześmiała się w duszy wspominając swoje dzieciństwo.
- W każdą dziurę wleziesz, niczego się nie boisz jak chłopczysko - mawiała mama. Właśnie w trakcie rozmyślań wchodził obładowany Bartek.
- Kochanie, przyniosłem kawę i śniadanie, zjedz coś, musisz być silna - powiedział mijając próg. Ale Anita straciła całkowicie siły i to nie z powodu jedzenia, tylko tych dziwnych zjawisk.
- Muszę poprosić o urlop - powiedziała siorbiąc małymi łyczkami gorący napój. -Rozsypałam się w proch. Nie daję rady kochanie - szepnęła w stronę Bartka.
Było mu jej bardzo żal, ten łańcuch zdarzeń omotał ją jak pająk siecią swoją ofiarę i nie mogła już żyć normalnie.
- Bartku jak ja się boję - szepnęła.
- Niech mnie cholera weźmie jak nie dojdę prawdy. Rozwalę tę starą oranżerię kamień po kamieniu, cegła po cegle. Tylko nie płacz, jesteś nam potrzebna - mówił patrząc w jej oczy skryte za wodospadem łez. -Zostań z chłopakami jadę na policję - dodał.
- Jadę na policję! - wykrzyknął ojciec Jagody wysłuchawszy słów Jana. - A wy jedziecie ze mną! Dość tej zabawy w kotka i myszkę. Niech wreszcie policja coś zrobi, bo sam rozwalę te ruiny cegła po cegle. Gdzie moje dziecko? Jagna córeczko! - krzyknął w otchłań oranżerii. Nawet echo nie powieliło jego słów. Głusza i ciemność i cisza.
- Cisza aż boli - pomyślał Kamil nie odezwawszy się jeszcze ani słowem po spowiedzi Jana. Opowiadał ze spuszczonymi oczami, skruszony jak przed księdzem w konfesjonale. Ile musiało go kosztować denuncjowanie własnego ojca? Nie wiedział czy sam byłby zdolny do takiego czynu.
Ja pierniczę! On to zrobił ze względu na Jagodę, bo przecież nie dla bezpieczeństwa Maksa, czy tych chłopców nauczycielki. Właściwie o nich dowiedział się dopiero ode mnie, a Jagoda? Też zniknęła dopiero dziś. A może gdzieś spaceruje? Może spotkały się z Anką?
- Zadzwonię jeszcze do Anki, ok? - zapytał cicho Kamil, bo z wrażenia nie wiedział co powiedzieć, jak się zachować. Nie odbierała.
I teraz następna niespodzianka... Gdzie Anka?
- Panie Krzysztofie - całkiem spokojnym głosem mówił Jan. - Przemyślmy jeszcze raz co zrobić, bo jeżeli ujawnimy naszą wiedzę policji, Jagoda może być w niebezpieczeństwie. Tak samo Maks. Z tego co usłyszałem nic mu na razie nie jest. Spróbujmy najpierw sami. Będę mógł słuchać co gadają, kto jeszcze do organizacji należy, o co tak właściwie chodzi, co zrobili dzieciakom.
- Ty chcesz poprowadzić śledztwo!? narazisz się. Nie wiemy, o co chodzi... To musi być coś niezwykłego i toczy się gdzieś na tym terenie. Niebezpiecznie chcesz pogrywać mój chłopcze, ale masz dużo racji. Po pierwsze nie możemy się zdradzić, szczególnie ty Janku. Ojciec będzie cię chronił, wtedy jednak ani on, ani ty bezpieczni już nie będziecie. Musisz się dowiedzieć gdzie znajduje się centrum ich tajnej organizacji. To najważniejsze. Ale musimy działać szybko, chodzi o Jagnę... - z drżeniem w głosie powiedział pan Krzysztof.
- A ja? - schowany w cieniu zapytał Kamil.
- Ty chodzisz do szkoły. Odpowiadasz na moje telefony i obserwuj, nie wypytuj. Czekaj... - powiedział zapatrzony w dal ojciec Jagody. - Biorę urlop natychmiast - powiedział chyba do siebie zdecydowanym głosem.
Odwróciwszy oczy na chłopaków rzekł: - szukajmy jeszcze po parku, w restauracji. Potem idę na policję.
- Przecież mieliśmy najpierw sami…. - Jan nie dokończył zdania.
- Pójdę zgłosić zaginięcie córki, tyle. Spotkamy się za godzinę na parkingu, oby z Jagną.
Rozeszli się po parku. Kamil miał za zadanie obejść kawiarnię, restaurację i jeszcze raz parking.
Pustka w środku, pustka wokół. Wracał nie wiedząc co począć. Stał przy samochodzie ojca Jagody, gdy doszły go stłumione słowa o dziwo ojca Anki. Schylił się zawiązać na niby sznurówki.
- Gówniara, wywiozłeś ją bezpiecznie? Poznała mnie. Jeszcze kilka dni nam potrzeba, tylko kilka dni.
- Panowie robi się niebezpiecznie - dodał inny głos. - Ale dalej praca, dom, życie towarzyskie itd., normalnie. Przecież się udało - wyliczał.
Tylko te dwa głosy mógł rozróżnić...
- Cholera! Co teraz, co zrobić? - bił się teraz z myślami. Nawet podnieść się nie mógł, by go nie zauważyli. Usłyszał trzask drzwi co najmniej dwóch samochodów. Podniósł się zbyt późno, by zapamiętać oba numery. Zapamiętał ten z rejestracją KR.
Ojciec Jagody szedł niespiesznie do swojego samochodu katując się myślami. Zakopał się w mrocznym świecie samotności i zgryzoty po śmierci żony. Chciał być samotny, ale Jagna była jego centrum przyszłości. Boże jak cierpiał. Cierpieli wszyscy a najwięcej Jagoda stając się nagle dorosła. Nagle śmierć matki zbudziła ją ze snu dzieciństwa. Nie zdążyła jeszcze żyć, kochać i gdzie ona teraz jest? Z kim? Odnawiał w pamięci każde spotkanie z nią, każdą chwilę od jej poczęcia. Jego jedyny, tak doskonały w każdej postaci skarb.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze