Reklama


"Amnezja". Poznawajcie losy bohaterów i decydujcie o nich! cz.14

26/11/2021 21:00

To już czternasty odcinek „Amnezji” - powieści/noweli interaktywnej. Autorką dzisiejszej części jest Wanda Wywijas. Życzymy miłej lektury! Nie zapomnijcie również zagłosować na naszym FB odnośnie dalszych losów bohaterów.

Na policji musiał czekać. Nogi odmówiły posłuszeństwa. Przychodziły mu do głowy różne historie dotyczące zaginięcia Jagody. W pewnej chwili nadstawił uszu. Pod oknem dyżurnego wydzierał się młody facet, jakby żywcem chciał, by go zapięli w kajdanki.

- Jak się pan nie uspokoi, to my pana uspokoimy - usłyszał zza szyby.

- Co do cholery mam zrobić?! Żona umiera psychicznie! Moje dzieci w szpitalu przelewają się przez ręce nieświadome że żyją, a pan mówi żebym pytał spokojnie! Co zrobiła policja? Mam sam rozp… tę oranżerię? Macie jakichś znawców medycznych, bo w Suchej w szpitalu wdrożono obserwację i nawadnianie. Wie pan co? Jak tam idę to wydaje mi się, że wszystkie ofiary tej oranżerii znajdują się w jakimś dziwnym podtrzymywaniu ich nieświadomości. Co się dzieje tak naprawdę, przecież w cuda pan nie wierzy? - mówił coraz spokojniejszym głosem. - Gdzie wyparował ten uczeń... jak mu tam... Maks! Najprawdopodobniej porwało go ufo?! Żadnych śladów?

Reklama

Krzysztof pojął, że to na pewno ojciec dzieciaków, o których opowiedział Kamil. Miał ochotę podejść do faceta, podać mu dłoń i powiedzieć: zróbmy to obaj, moja córka też zniknęła. W tym momencie usłyszał gdzieś z tyłu: pan pozwoli. W drzwiach gabinetu świadków stał wysoki, przystojny policjant ubrany po cywilnemu.

- Słucham o co chodzi.

- O co? O zaginięcie mojej córki.

Opowiedział dokładnie co wie, ale o swoich podejrzeniach, o podejrzeniach Jana, ani słowa. Jan musiał być bezpieczny, Kamil też, który mimowolnie wciągnięty w tę aferę był w niebezpieczeństwie. Nie mógł chłopaków narażać, ale o Jagodę martwił się jak jeszcze nigdy o nikogo. Dlatego słowa policjanta, że nie minęło dwadzieścia cztery godziny, że to zaledwie kilka godzin i zaginięcia uznać nie można, wprawiły go w taką wściekłość, że z całej siły walnął pięścią w stół. I prawie wyleciał z drzwiami dysząc z bezsilności, by na schodach zderzyć się z Bartkiem, który tak samo wściekły pędem opuszczał budynek.

Reklama

- Przepraszam - zdyszany powiedział do lekko posiwiałego mężczyzny.

- To ja przepraszam, ale moje nerwy ledwie trzymam na wodzy - rzekł Krzysztof, ojciec Jagody. - Córka zniknęła, a oni nie przyjmują tego do wiadomości - dodał.

- Zrobiła sobie wagary, wie pan jakie są nastolatki.

- Mnie takie głupoty gadać, jakbym nie znał własnej córki. Jakie wagary? Przecież poszła do oranżerii już po lekcjach, cholera!

W tej chwili zdał sobie sprawę, że zwierza się obcemu człowiekowi, który jak zdążył wydedukować ma też problemy z dziećmi. Najdziwniejsze jest to, że w rozmowie wciąż przewija się słowo-oranżeria, zaczarowane miejsce zabierające ludziom pamięć, a nierzadko powodujące również zaginięcie bez śladu. Jednak ślad pozostawiła Jagoda i pewnym jest, że została wywieziona. Ale gdzie i przez kogo? Obaj panowie doskonale zrozumieli się bez słów, że w kupie raźniej. Przedstawili się sobie postanawiając na własną rękę rozwiązać wszystkie trapiące ich zagadki.

Reklama

- Najpierw zapraszam cię na kawę do karczmy, padam z nóg - powiedział Krzysztof do Bartka. Postanowili mówić sobie po imieniu.

- Pierwszym punktem będzie ustalenie właściciela czarnego mercedesa na krakowskiej rejestracji, do kogo należy. To by nam rozjaśniło pole widzenia.

- W Krakowie mam takie możliwości... - zwierzył się po cichu Bartek. - Siostra mojej żony ma szerokie znajomości. Jutro będzie u nas. Anita ją poprosiła, chodzi o naszych chłopców - dodał z ukrywanymi łzami w oczach.

Krzysztof udał, że nie widzi jego słabości, miał ochotę sam zapłakać. Czuł się tak samo bezsilny.

Reklama

Kamil tymczasem stał na przystanku w otoczeniu kilku kolegów nie reagując na żadne rozmowy.

- Co? Tobie też się udzieliło - zaśmiał się Robercik, który z dziwnym poczuciem humoru przyjął fakt zaginięcia kolegi.

- Kurde, nie muszę się uczyć, taki luz nie rzadko spotykany. Myślę, że mógłbym opuścić kilka godzin i nikt nie zwróciłby uwagi.

O mały włos nie doszło do bitki. Kamil wściekły, nazwał Roberta zimnym gnojkiem. O, gdyby nie ten denerwujący sygnał telefonu, dostałby od Kamila w łeb. Musiał odejść dalej by odebrać. Dzwoniła Anka.

Reklama

- No co się dzieje? - spytała dziwnie spokojnym tonem. - Dzwonicie jak najęci, to Jagoda, to ty. A ty chyba z dziesięć razy. Nie odbieram, bo nie mam ochoty na rozmowy. Do szkoły nie idę jeszcze jutro, mam to w duszy - wypowiedziała to jednym tchem, jakby nie potrzebowała oddechu. - Jagoda nie odbiera, dzwoniłam teraz kilka razy. Nie wiesz co się dzieje, a Maks się pokazał? - spytała też jednym tchem.

- Anka nie dopuszczasz mnie do głosu, a dzwoniłem, bo stało się tyle rzeczy. Nie wiem od czego zacząć. A ty chora jesteś? - spytał z troską w głosie.

Reklama

- Chora? Ja? Chyba szlag mnie trafi! Ale co się stało, gadaj!

- Jagoda zniknęła w oranżerii, pozostał tylko ślad jakby ją kto wlókł po ziemi. Anka, Anka słyszysz -krzyknął Kamil, bo wydało mu się, że przerwało połączenie.

- Nie, jestem, ale mnie zamurowało - powiedziała i od razu dodała: - Gdzie się spotkamy? Mogę być za pół godziny. Muszę z tobą pogadać, muszę.

- No to czekam w karczmie, bo gdzie indziej

Reklama

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama