Zapraszamy czytelników na dwudziesty pierwszy odcinek „Amnezji” - powieści/noweli interaktywnej. Jego autorką jest Wanda Wywijas. Życzymy miłej lektury! Nie zapomnijcie również zagłosować na naszym FB odnośnie dalszych losów bohaterów. Zapraszamy do lektury i oddawania głosów.
Jagoda nie dała się zbić z tropu. Wiedziała ,że od niej i Maksa zależy najbliższa przyszłość wszystkich tu obecnych - łącznie z Apollo-Dymitrem. Wydostać się to najważniejsze zadanie, potem zależnie od sytuacji będzie działać dalej. Macała żelazną blachę drzwi miejsce w miejsce, nawet śladu po klamce nie było. Zaczęli walić z całych sił bębniło aż bolały bębenki. Zatem stało się jasne, że zostali sami, opuszczeni, z prawie nieboszczykiem. Co jeszcze uknuli poza tym, że skutecznie zamknęli wyjścia i unicestwili prąd we wszystkich pomieszczeniach?
- Wracamy! - zdecydowała Jagoda. - Musimy ustalić jakiś plan działania, ale do cholery czemu robimy to sami? - dodała.
W sali słychać było tylko urywane oddechy przestraszonych, wtulonych w kołdry kolegów.
-Wstawać! - wrzasnęła i dodała: - Wszyscy musimy sobie pomóc. Jest nas kilkanaście osób, żywych ludzi, a nie królików. Szukamy wyjścia - drzwi, okien większych żeby móc się przecisnąć, telefonów. Chodzimy po dwóch trzymając się za ręce dla bezpieczeństwa.
Rozeszli się potulnie pewni, że zostali sami na swoją łaskę i niełaskę. Ona i Maks sunąc czarnym korytarzem wrócili pod żelazne drzwi. Coś jej nie dawało spokoju.
- Maks, spróbujmy przesuwać - syknęła. Zaparli się z całych sił zdzierając paznokcie. Coś zaszurało, drgnęło, zaskrzypiało. Z krzykiem szarpali lekko poruszoną blachę. W tym momencie zdali sobie sprawę, że uchylają się jak w garażu do góry. Użyli całej siły by nareszcie wrzasnąć: powietrze! Ludzie!
Wydostali się na zewnątrz wpadając w kłębowisko kamieni, błota i gałęzi.
- To nie jest właściwe wyjście, ale jakie to ma znaczenie? - stwierdził Maks.
Owal księżyca uderzył po oczach rozjaśniając otoczenie. Dzikie wino błyszczało srebrem na ogromnym nadwyrężonym budynku aż po dach. Stał sobie pośród dzikich pól i czarnego zagajnika sosen jak zamczysko złego czarownika. Żadnego domostwa na widnokręgu, żadnej ulicy w pobliżu. Pozostał tylko strach. Gnana tym strachem wróciła po resztę towarzyszy. Jak niewidomi wychodzili potykając się o siebie, by zbić się w wystraszoną kupę.
- Właściwie to w którą stronę pójdziemy? - cicho spytał któryś z chłopaków.
-Nie wiemy - powiedział Maks, po raz pierwszy czując strach. Nawet gdy myślał o końcu swojego życia, nie odczuwał takiego strachu. Czuł podświadomie, że Apollo zawalczył o ich przeżycie, nie wiadomo z jakiego powodu.
- Dzielimy się na dwie grupy - zarządziła Jagoda - Maks zostaje na miejscu. Wrócimy przecież z jakąś pomocą.
Jedna grupa poszła prosto w stronę księżyca. Jagoda ze swoją - wprost na sosnowy las. Ciężko było przedzierać się przez gmatwaninę przerośniętych, starych, wysokich chaszczy. -
- Tam chyba jest jakaś droga, widzę światła samochodu - wrzasnęła.
Tak, to był najmilszy widok od kilku dni. Nie zdążyli jednak dobiec do skraju drogi, gdy samochód przemknął jak widmo. Stanęli wszyscy na dziurawym asfalcie, wpatrzeni w perspektywę malującą zarys jakiejś mieściny. Za kilka chwil następny samochód zatrzymywany przemknął nie zwalniając, pozostawiając smród spalin.
- Adam i Gosia czekają i ponawiają próby zatrzymania, my idziemy w tamtą stronę skąd nadjechały samochody - powiedziała Jagoda.
Szli powoli jak po środkach halucynogennych. Znów minęło ich auto nie zatrzymując się. kierowca jednak ze zdziwieniem przylepił twarz do bocznej szyby. Szli, po prostu snuli się potykając o zrujnowane pobocze. Jagoda pierwsza zrozumiała, że nareszcie dzieje się, Z daleka błysnęło niebieskie światło samochodów policyjnych. Tylko dlaczego ich było aż tyle?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze