Reklama


"Amnezja". Poznawajcie losy bohaterów i decydujcie o nich! cz.19

01/01/2022 13:11

Zapraszamy na dziewiętnasty odcinek „Amnezji” - powieści/noweli interaktywnej. Tym razem zapraszamy jego autorką jest Wanda Wywijas. Życzymy miłej lektury! Nie zapomnijcie również zagłosować na naszym FB odnośnie dalszych losów bohaterów.

- Panie komisarzu, chciałem zdać meldunek - prawie szeptem powiedział Adrian dumny, że postawiono mu tak ważne stanowisko – łącznika.

- Pani babcia posyła gryps - dodał wciskając małą karteczkę w szparę pomiędzy listewki ławki. - A ja mam do przekazania tylko tyle: samochody stoją na stałym miejscu, wiadomego kelnera nie ma dziś w pracy, z męskiej łazienki nikt nie wychodził, ani nie wchodził. Z damskiej wyszła kobieta, która usiadła naprzeciw nas i udaje, że czyta, a obserwuje otoczenie i nas.

Siedzący od godziny sportowiec z piłką był tym komisarzem, do którego półgębkiem zwracał się Adrian.

Reklama

Policjanci po cywilnemu zmieniali się co godzinę i za chwilę zmieni go kolega. To już najwyższy czas, by podjąć pewne decyzje. Najważniejsze, że bez podejrzeń udało się zabrać ze szpitala wszystkie dzieciaki cierpiące na amnezję. Siostra Anity wywiozła je w tajne miejsce, gdzie zaopiekowali się nimi lekarze specjaliści. A stało się tak z powodu bystrego oka Anity czuwającej przy swoich synach. Dzięki niej Pan Parowski nie zdawał sobie sprawy z tego, że policja przydzieliła mu anioła stróża na dzień i noc. Anita zauważyła, że laborant Parowski asystuje dr Brylskiemu przy każdej wizycie lekarskiej.

- Co go obchodzi stan zdrowia naszych chłopców - mówiła do Bartka w czasie każdej jego wizyty. Zauważyła, że jest mocno podenerwowany przy badaniu dzieci. To dziwne zachowanie Bartek przekazał policji. Chociaż wydawało mu się, że jest brany pod uwagę jako jeden z kilku podejrzanych...

Reklama

Kamil chodził do szkoły nie wzbudzając podejrzeń. Słuchał co mówią inni i przekazywał małemu Adrianowi razem z kanapką na śniadanie. Mimo różnicy dzielącego ich wieku, Adrian był fajnym i bystrym chłopcem zasługującym na przyjaźń. Wiadomość, że Jan od kilkunastu godzin nie odbiera telefonu i nie chodzi do szkoły, przyniósł wydawałoby się z obowiązku. Niestety Kamil i ojciec Jagody wiedzieli dużo za dużo, by się o Jana nie martwić.

Nawiasem mówiąc od wczoraj czyli od 27 października ,dom państwa Szubrytów został pilnie strzeżony przez tajne służby wywiadowcze. Sprawa była zbyt poważna, by nie przejęły jej służby wojskowe we współpracy z Komendą Powiatową Policji w Suchej Beskidzkiej. Dawno tak poważnej sprawy na terenie nie było.

Reklama

- Cholera! Czegoś takiego nie spotkałem w czasie całej mojej służby - mówił zdenerwowany komendant pracujący na tym stanowisku od dwudziestu lat.

A ten Szubryt? Wydawał się majętnym człowiekiem. Jak to człowiek o człowieku nigdy prawdy nie wie. Skąd takie długi? Mafia w Suchej? To się w głowie nie mieści.

- Bo i czasy były inne, świat się zmienił do góry nogami, a ta nowa technologia doprowadzi świat do zagłady. Ludzie sami siebie unicestwią zobaczycie - dodał od dawna mający czarne myśli, młodszy aspirant.

Reklama

Jan wpadł w depresję. Obarczony tajemnicą ojca nie spał, nie jadł, nie myślał. Brakowało mu jakiejkolwiek alternatywy na wyjście z tej sytuacji. Bał się mimo wszystko o ojca, chociaż dokładnie nie znał sytuacji. Nie wiedział, że dzięki niemu w sprawie uczestniczy cała armia służby bezpieczeństwa i policji. Nie wiedział co ojciec pomógł wykraść i jak tragiczne mogą być tego skutki. Podsłuchał tylko rozmowę ze złodziejami, a potem z mamą. Ona wiedziała dokładnie, o co chodzi. Może lepiej i bezpieczniej by było, żeby jednak nie wiedziała o wszystkim? To, że doniósł na ojca do pana Krzysztofa, wcale nie bolało. I nie chodziło tylko o Jagodę. Ale i o Ankę i dzieciaki w szpitalu. Miał wciąż nadzieję, że nic groźnego się nie stanie, że to tylko ochrona ich tajemnicy w zamku. Sam chciałby wiedzieć co tam się działo. Ojciec z domu nie wychodzi już drugi dzień. Mama zamknęła się w swoim pokoju, nie pyta Jana o nic. Dziwne telefony, dławione przez drżące ręce ojca przyprawiają Jana o dreszcze. Co jeszcze się wydarzy?

Anka nie czuła się lepiej niż Jan. Ojciec chyba zwariował. Do pracy nie poszedł pierwszy raz od wielu lat. Nie odbiera natarczywych telefonów, jest wściekły.

Reklama

- Ani słowa! - warknął do matki, gdy próbowała zadać jakieś pytanie. Najlepiej było by porozmawiać, wytłumaczyć o co chodzi.

- W jakiej sytuacji mnie stawiasz?- ze łzami w oczach powiedziała Anka. - Od dawna coś śmierdzi w naszej rodzinie - dodała wściekle nie dostając żadnej odpowiedzi ani od ojca, ani od matki.

Nie wiedziała, że od jakiegoś czasu każdy krok domowników jest śledzony. A już całkiem do głowy jej nie przyszło, że ona też jest inwigilowana. Do Kamila dzwoniła ze dwa razy. Nie odbierał. Jan jakby zapadł się pod ziemię. Postanowiła iść do szkoły. Przywitała ją pustka i niezwykła cisza. Nauczyciele dziwnie nie patrzyli jej w oczy.

Reklama

- Co jest? - spytała wychowawczyni. Nikt nie powiedział, że założyli jej podsłuch do telefonu, że nauczyciele mają obowiązek w tajemnicy, informować dyrektora o każdym jej niekontrolowanym ruchu. Biedny Jan też nie wiedział, że i on jest pod ochroną.

Czerwone Subaru stanęło w bocznej uliczce kilka przecznic od domu Szubrytów. Dwaj panowie w czarnych ubraniach w obłoconych buciorach wparowali tylnym wejściem prosto do kuchni.

- Prałat, a ty gdzie? - wrzasnął jeden z nich otwierając lodówkę. Drugi wyjął rewolwer i bezceremonialnie położył na stole, obok wyjętej wiązki kiełbasy. Jan dostał dreszczy w swoim pokoju. Chwilę temu myślał o wyjściu z domu, nie zdążył słysząc: - Syna wołaj żenu. Raz dwa. U tebia budem do zawtra. Dieńgi dastał? No charaszo.

Reklama

Ojciec zbielał jak wyprane prześcieradło, matka sczerwieniała jakby ciśnienie miało rozwalić jej głowę. - No! załatwiłeś nas na zawsze. Ja to nic, ale syn twój ukochany, wiesz co mu zrobiłeś? Ty bydlaku.

- Prałat? Tak się nazwałeś - dodała zanosząc się dzikim śmiechem.

- Kim wy jesteście u diabła? - spytała.

Jan myślał, że śni, że znajduje się w ukrytej kamerze. Ciemnoszary pistolet na stole otworzył mu oczy. Ojciec związał się z przestępcami i sam się przestępcą stał. Serce przestało bić, wyprzedzone bólem tak wielkim, że szczęki zacisnęły mu się jak hienie na ofierze.

Reklama

- Mamo.. - zdążył wyszeptać spadając w jakąś ciemną otchłań.

Sytuacja więzionych także dziwnym trafem uległa zmianie. Za szklanymi drzwiami ucichło. Zniknęły cienie przesuwających się tam osób. Słychać było całonocne przekleństwa, które ucichły wczesnym rankiem. Parys w błękitnej koszuli długo myślał patrząc na uprowadzonych, a może tylko na Jagodę. Machnąwszy jednak ręką, wyszedł za oszklone drzwi i słychać było tylko wielką ciszę. Maks strzygł swoimi uszami jak radary, by po upływie dłuższego czasu oznajmić, że opuszczono statek, który nabiera wody...

Reklama

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Reklama

 

Reklama
Reklama