To, że Piotr Stach niebawem pożegna się ze stanowiska trenera Halniaka Maków Podhalański nie było trudne do przewidzenia nawet nie tyle ze względu na wyniki drużyny, ale przez wypowiedzi trenera po ostatnich porażkach. W sobotę na ławce trenerskiej zespołu z Makowa Podhalańskiego zasiądzie były szkoleniowiec m.in. Beskidu Andrychów i Iskry Kleczy Dolnej - Krzysztof Wądrzyk. Nie jest to postać anonimowa w klubie z Makowa, bo występował w tej drużynie w sezonie 2004/2005. Taki ciekawy off topic - prezesem Halniaka był wówczas obecny trener Gromu Grzechynia Stanisław Klimala. Były czasy... Czy efekt nowej miotły zadziała, przekonamy się w sobotnie popołudnie. W tym samym czasie Garbarz będzie walczył o ligowe punkty z liderem - Orłem Piaski Wielkie. Z jednej strony zadanie wydaje się być trudne, ale z drugiej - Orzeł w tym sezonie już dwa mecze u siebie przegrał. Liczba porażek z rzędu Jałowca Stryszawa w okręgówce zatrzymała się na liczbie trzech - dużo zważywszy, że zespół ma w składzie Tomasza Świerkosza czy Krzysztofa Jodłowca. O przełamanie w weekend nie będzie łatwo, bo do spotkań łatwych trudno zaliczyć zawsze boje z Unią Oświęcim na jej terenie. Ciekawy wyjazd czeka Tempo Białka - ciekawy, bo LKS Bobrek to z jednej strony najskuteczniejsza drużyna w lidze (23 gole), ale też zespół tracący gole na potęgę (aż 22!!!). W A-klasie na pierwszy plan wybija się pojedynek Lachy Lachowice kontra Naroże Juszczyn. Wynik zapewne będzie zależał od tego, jak na murawie w Lachowicach zaprezentuje się Marcin Drobny. Im gorzej, tym rosną szansę gospodarzy na korzystny wynik. Babia Góra jedzie do Sułkowic Bolęciny - miejscowy Znicz ma świetne statystyki w tym sezonie u siebie - 3 wygrane, gole 10:1. Do tego znajduje się w ścisłej czołówce ligowej. Babia Góra wiadomo... W futbolu niespodzianki się zdarzają, chociaż suche liczby za Babią Górą nie przemawiają. Jordan Jordanów czeka drugi z rzędu wyjazd - tydzień temu podopieczni Zdzisława Gacka ograli niepokonaną na własnym stadionie, do meczu z Jordanem rzecz jasna, Orawę Jabłonkę, a w niedzielę czeka ich starcie z także niepokonaną u siebie Babią Górą Lipnicą Wielką. Niepokonaną tylko do niedzieli? Zobaczymy. W B-klasie ważny mecz Gromu Grzechynia z trzecim w tabeli Jubilatem Izdebnik. Wicelider Dąb Sidzina podejmie nie potrafiącego wygrać na wyjeździe w tym sezonie Strzelca Budzów. W Skawicy derby gminy Zawoja - Huragan kontra Watra. Zapraszamy na stadiony!
IV-LIGA
Nowa miotła jeszcze nie zamiata
Zmiana na stanowisku trenera w Halniaku Maków Podhalański oznacza jedno - nowy szkoleniowiec Krzysztof Wądrzyk ma spokój i czas. Nie można żądać od niego wielkich wyników na już, wspaniałej, jak za dotknięciem magicznej różdżki, gry makowian. Zarząd uznał, że to on będzie miał za zadanie w rundzie wiosennej zapewnić Halniakowi utrzymanie w lidze. Wymagania zaczną się dopiero wtedy. Teraz może ustalać ewentualną taktykę, dobierać odpowiednich wykonawców i selekcjonować.
I tych zmian na podstawie trzech jednostek treningowych kilka zrobił. M.in. do ataku powędrował Kamil Dyduch, który nota bene zdobył jedynego dla gospodarzy w tym spotkaniu gola. Na otarcie łez, bo Michałowianka Michałowice wygrała w sobotnie popołudnie 2:1.
Sporo kontrowersji wzbudził pierwszy gol dla gości - mocno naciskany Konrad Burliga tak niefortunnie zagrał piłkę, że ta spadła pod nogi jednego z piłkarzy Michałowianki, który precyzyjnym strzałem w długi róg zapewnił gościom prowadzenie. Tuż przed przerwą w niezłej sytuacji mógł znaleźć się Wojciech Ryszawy - tzn w sumie w takiej sytuacji był, lecz jego uderzenie z pola karnego zostało zablokowane.
Druga połowa zaczęła się dla gospodarzy bardzo pechowo - błąd Burligi w wyprowadzeniu piłki wykorzystał kolejny zawodnik Michałowianki i było 2:0. Potem goście w krótkim odstępie czasu zmarnowali dwie stuprocentowe okazje. Halniak odpowiedział jedynie golem wspomnianego na wstępie Dyducha, któremu idealnie piłkę na głowę z rzutu rożnego dograł rezerwowy Jakub Kikla.
Halniak Maków Podhalański - Michałowianka Michałowice 1:2 (0:1)
Gol dla Halniaka: Dyduch.
Skład Halniaka: Marzec – Burliga, Marut, Lozniak, Gruca, Ryszawy (77" Kikla), Kozieł, Zając (68" Polak), Szymula, Mokwiński, Dyduch.
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/halniak3{/gallery}
Sroga lekcja od lidera
Jeżeli na stadionie Orła Piaski w pierwszej połowie pojawił się postronny kibic, to w życiu by nie uwierzył, że Orzeł jest liderem tabeli, a Garbarz plącze się gdzieś w dolnych rejonach tabeli. Po 12. minutach goście prowadzili już 2:0 - oba gole były dziełem Tymoteusza Chodźki. Najpierw przymierzył zza linii pola karnego (8. minuta), a w 12. przepchał jednego z obrońców lidera tabeli i wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem gospodarzy.
Po tym nokaucie Orzeł nie podniósł się do przerwy. Owszem, raz po strzale piłkarza Orła i rykoszecie piłka zatrzymała się na poprzeczce, ale to Garbarz mógł i powinien objąć prowadzenie na 3:0. W 45. minucie w polu karnym sfaulowany został Sławomir Puda, a do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł Adrian Sadowski. I nie trafił nawet w bramkę!
W drugiej połowie "wszystko wróciło do normy", czyli Orzeł okazał się Orłem, a Garbarz Garbarzem... Goście sądzili, że grając defensywnie i konstruując kontrataki uda im się wywieźć z boiska lidera korzystny wynik. Pierwszy sygnał, że coś jest "nie halo" nadszedł niedługo po wznowieniu gry, kiedy to w polu karnym Garbarza został sfaulowany Bartłomiej Bruzda. Bramkarz Garbarza nieco się podpalił i doskoczył do zawodnika gospodarzy. Co na to sędzia? Rzut karny dla Orła Piaski! Szybko zmienił swoją decyzję mi.n po żywych, tak je nazwijmy, komentarzach z ławki gości.
Najgorsze dla Garbarza miało dopiero nadejść - Orzeł szybko doprowadził do remisu, a potem nie popisał się sędzia dyktując nawet nie problematycznego, ale po prostu z kapelusza, rzut karny. Zrobiło się 3:2 dla Orła. W 86. minucie z boiska wyleciał Wojciech Klauzner za dwie żółte kartki. W doliczonym czasie gry Garbarz miał rzut wolny i wszyscy zawodnicy gości, z wyjątkiem Bruzdy oczywiście, udali się w okolice pola karnego Orła. Tymczasem napastnik gospodarzy stał spokojnie w rejonie środkowej linii boiska. Wznowienie piłki z wolnego, piłkę wybijają z pola karnego zawodnicy Orła, ta trafia do osamotnionego napastnika gospodarzy. Mija kilkanaście sekund i piłka po raz czwarty ląduje w siatce Garbarza. Sędzia nawet nie wznawia już gry od środka pola.
Orzeł Piaski Wielkie - Garbarz Zembrzyce 4:2 (0:2)
Gole dla Garbarza: Chodźko (dwa).
Skład Garbarza: Bruzda – Ł. Puda (87" Harańczyk), Klauzner, Marek, Burliga, Kasiński, Adrian Sadowski (87" Kuz), Teteruk (62" Artur Sadowski), Tomczak, Chodźko, S. Puda.
V-LIGA
Strefa spadkowa coraz bliżej
Czwartej z rzędu porażki doznał Jałowiec Stryszawa i niebezpiecznie odsunął się w dolne rejony tabeli. W Oświęcimiu co najmniej punkt był jednak w zasięgu podopiecznych Krzysztofa Jodłowca. W drużynie Jałowca są jednak na tyle doświadczeni zawodnicy, że ten chwilowy kryzys jest do przezwyciężenia. W spotkaniu z Unią było blisko, ale się nie udało.
Na początku spotkania sytuację sam na sam z zawodnikiem Unii wygrał Łukasz Kobiałka. W 20. minucie po strzale Damiana Nowotarskiego nie miał już nic do powiedzenia - po dośrodkowaniu w pole karne gości defensorzy Jałowca wybili piłkę wprost pod nogi nadbiegaj ącego zawodnika Unii, który popisał się fantastycznym strzałem z woleja.
Niedługo po wznowieniu gry błąd jednego z obrońców Jałowca wykorzystał Szymon Grzywa. Jałowiec szybko odpowiedział - kontaktowego gola zdobył Bartłomiej Iciek po dobrym, prostopadłym podaniu z głębi pola. Do ostatniego gwizdka sędziego Jałowiec starał się doprowadzić chociaż do remisu, lecz dobrze w obronie poczynali sobie zawodnic y Unii Oświęcim.
Jałowiec nie gra źle, coś się w drużynie zacięło. I trzeba czekać, aż się odblokuje. Patrząc na nazwiska Tomasza Świerkosza czy braci Jodłowców - może to nastąpić w każdym spotkaniu.
Unia Oświęcim - Jałowiec Stryszawa 2:1 (1:0)
Gol dla Jałowca: Iciek.
Skład Jałowca: Kobiałka - Iciek, K. Jodłowiec, Pindel, Bartyzel (75" Janik), Gazurek, Okrzesik (75" Brytan), G. Jodłowiec, Szwed, Świerkosz, Głuszek.
Średnia (Tempo) podtrzymana
Wynik spotkania LKS Bobrek - Tempo Białka pokazuje, że obie drużyny "nie stanęły na wysokości zadania". Do tej pory najniższa liczba goli w jednym meczu na boisku beniaminka wynosiła 4 (2:2 z Niwą Nowa Wieś), a zdarzały się także tak oryginalne rezultaty jak 5:4 (z Jałowcem Stryszawa i KS Chełmek). Tymczasem Tempo Białka pokazało w niedzielne popołudnie dokładnie to, z czego słynie w tym sezonie - dobrą obronę (7 straconych goli) i słabą siłę w ataku (zaledwie 9 goli). Mecz zakończył się remisem 1:1.
Bardzo szybko, bo już w 5. minucie gospodarze objęli prowadzenie. Nie bez winy w tej sytuacji był bramkarz gości Piotr Kłapyta, który chciał złapać popularną "świecę", nie opanował piłki i ta wyszła na rzut rożny. Po wykonaniu tego stałego elementu gry jeden z zawodników Bobrka na raty pokonał golkipera Tempo.
Chwilę później Kłapyta w pełni zrehabilitował się za sytuację z 5. minuty, kiedy to w sobie tylko wiadomy sposób efektownie wybił na rzut rożny piłkę. Od dwudziestej minuty coraz śmielej zaczęli sobie radzić na boisku zawodnicy gości, czego efektem były trzy niezłe sytuacje. Bartłomiej Goryl dwukrotnie próbował strzałem z dystansu zaskoczyć bramkarza gospodarzy - raz w sukurs przyszedł mu obrońca Bobrka, od którego nogi piłka się odbiła, następnie od poprzeczki i to byłby koniec zagrożenia w tej sytuacji. Pod koniec pierwszej połowy świetny strzał z dystansu Goryla kapitalnie broni bramkarz gospodarzy. - Tym spotkaniem odkupił winy z poprzednich meczów, kiedy nie zawsze dobrze interweniował - podsumował tą sytuację trener Tempo Maciej Melzer. Trzecia okazja w tej części gry to uderzenie głową Pawła Kaczmarczyka - gola z tej okazji dla Tempo jednak nie było.
Po niemrawym początku drugiej odsłony, Tempo wyrównało. Rzut rożny w 57. minucie wykonał Kamil Lenik, a do bramki trafił Paweł Mentel. Szczęście do gospodarzy uśmiechnęło się w kolejnej akcji gości - po rajdzie Goryla piłka trafiła do Grzegorza Motora, którego strzał zablokował jeden z obrońców. Dalszych losów tej sytuacji można się domyślić - piłka spada na słupek, na nieszczęście dla gości - nie w jego wewnętrzną stronę.
LKS Bobrek - Tempo Białka 1:1 (1:0)
Gol dla Tempo: Mentel.
Skład Tempo: Kłapyta - Woźny, Bielarz, Mentel, Marek, Ficek, Motor, Kaczmarczyk (55" Drobny), Lenik, Goryl, Młynarczyk.
A-KLASA
Różne cele, różne drużyny
W może nie pełnej, ale jednak konspiracji został rozegrany mecz Lachy Lachowice - Naroże Juszczyn. Niektórym może się nie mieścić w głowach, jaki był powód przełożenia tego spotkania z niedzieli na sobotę... - Lachy zwróciły się do nas z taką prośbą we wtorek, a my zgodziliśmy się w czwartek. Jeżeli nie miałbym zawodników na sobotę, wówczas nie byłoby na to naszej zgody - powiedział Jakub Jeziorski, trener Naroża.
- Dowiedzieliśmy się, że kibice Naroża organizują bus na mecz z nami. Juszczyn kojarzony jest z Cracovią, Lachy z Wisłą. Nie chcieliśmy, żeby doszło do niepotrzebnego zamieszania w trakcie meczu, stąd taka konspiracja i przełożenie meczu na sobotę - mówi Krzysztof Chorąży, trener drużyny z Lachowic.
Skoro zmiana dnia rozpoczęcia spotkania została z mniejszym lub większym sensem rozwiązania, pozostał jeszcze jeden detal do "ustalenia" kojarzony od dawien dawna z boiskiem z Lachowicach. - Grałem kiedyś jako zawodnik meczu w w Lachowicach. Od tamtego spotkania niewiele się zmieniło pod względem wielkości stadionu, ale murawa to dramat. Trawa po kostki, w niektórych momentach nie było jej w ogóle - przyznał Jeziorski.
Mimo przeciwności to Naroże sięgnęło po komplet trzech punktów zdobywając gola na wagę trzech punktów w 88. minucie. - O jednego gola Naroże było lepsze. Mamy inne priorytety - oni walczą o awans, my o utrzymanie - podsumował Chorąży.
Ciekawostką jest fakt, że przy żadnym z trafieniu udział nie miał etatowy już kiler Naroża - Marcin Drobny. - Cały zespół zasłużył na słowa pochwały. Także rezerwowi, bo po akcji Marcina Sali mieliśmy rzut wolny zakończony golem Marcina Kryjaka na 2:1 - dodał Jeziorski. - Cieszy powrót do drużyny Marcina Ferka, który uporządkował grę w środku pola. Na wyróżnienie zasłużyli wszyscy - przyznał.
Zanim jednak Kryjak zdobył gola na wagę trzech punktów, po jednym trafieniu zanotowały obie drużyny, a sytuacji do kolejnych trafień było z sześć. Zdecydowanie więcej stworzyło ich Naroże. To goście wyszli na prowadzenie po trafieniu Tomasza Lipki, który wykorzystał sytuację sam na sam z Aleksandrem Bogaczem. Po przerwie do wyrównania doprowadził samobójczym trafieniem Sebastian Kulka, chociaż duży udział w tym trafieniu miał naciskający obrońcę Naroża Mateusz Małysiak.
Lachy mogły wykorzystać nieporozumienie Michała Fidelusa z obrońcami Naroża, lecz tor lotu piłki wrzuconej wzdłuż bramki gości nie został przecięty przez żadnego z zawodników gospodarzy. O wiele goręcej było pod bramką Bogacza - bramkarz Lachów przed siebie piłkę po uderzeniu Drobnego, a dobitka Kryjaka trafiła w poprzeczkę. Także konstrukcję bramki, lecz słupek, obił w tym spotkaniu Lipka. Dwóch stuprocentowych okazji nie wykorzystał także Piotr Kardaś.
- Udało się nam wywieźć z trudnego terenu i tego się cieszymy. Nasza gra mogła się podobać - podsumował Jakub Jeziorski.
Przynajmniej na kilkanaście godzin, a może i dłużej, Naroże Juszczyn awansowało na pozycję lidera A-klasy.
Lachy Lachowice - Naroże Juszczyn 1:2 (0:1)
Gol dla Lachów: Kulka (sam).
Gol dla Naroża: Lipka, Kryjak.
Składy:
Lachy: Bogacz - Banaś, Radoń, Kąkol, Kubieniec, Daniel Kachel, Dawid Kachel, Małysiak, Gach, Pyrzyk, Stachnik.
Naroża: Fidelus - Gąstała, Ceremuga, Kulka, Baziński, Ferek, Trybała (63" Pietrzak), Kardaś, Kryjak, Lipka (83" Sala), Drobny (90" Chorąży)
Będzie tylko lepiej?
Długo, zdecydowanie za długo czekali zawodnicy Babiej Góry na pierwszą zdobycz punktową w tym sezonie. Dopiero w ósmym spotkaniu podopieczni Sławomira Bączka wreszcie zapisali punkt na swoim koncie. Po końcowym gwizdku sędziego w szeregach gości panował ogromny niedosyt - trzy punkty były na wyciągnięcie ręki.
Przeglądając skład Babiej Góry można zwrócić uwagę na niepojawiające się do tej pory w meczowych protokołach nazwisko Chociński. Dawid Choczyński, bo o nim mowa, w przeszłości występował m.in. w Koszarawie Żywiec, a od dawna można go obserwować w rozgrywkach Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego (niech będzie trochę samochwałki - organizowanej przez portal Sucha24.pl). W niedzielne popołudnie zadebiutował w składzie Babiej Góry i wniósł sporo ożywienia do ofensywnych poczynań. W debiucie zanotował asystę, "zarobił" rzut karny. W końcówce mógł nawet zostać bohaterem i przypieczętować pierwsze w tym sezonie zwycięstwo Babiej Góry.
W 27. minucie Choczyński podał do ustawionego na 8. metrze Przemysława Burligi, a ten wpisał się na listę strzelców. W drugiej połowie "nastrzelony" został w polu karnym Artur Rzepka, a w zasadzie jego ręka i sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Zawodnik Znicza nie zmarnował tej sytuacji.
Goście stanęli przed szansą na wyjście na prowadzenie w 53. minucie, kiedy to w polu karnym nieprzepisowo został powstrzymany Choczyński. Do rzutu karnego podszedł Dawid Sumera i... lepszy okazał się bramkarz gospodarzy.
W końcówce Babia Góra mogła i powinna zdobyć zwycięskiego gola - najlepszej okazji nie wykorzystał Choczyński, któremu piłkę podał Burliga. Nowy zawodnik Babiej Góry miał przed sobą w zasadzie pustą bramkę, lecz nie zdołał umieścić piłki w bramce.
Znicz Sułkowice-Bolęcina - Babia Góra Sucha Beskidzka 1:1 (0:1)
Gol dla Babiej Góry: Burliga.
Skład Babiej Góry: Kachnic - Chrząszcz, Kudzia, Rzepka, Rzeźniczak, Kociołek, Sumera, Wójtowicz, Burliga, Choczyński, Pacyga.
Z 3:0 na 3:3
Drugi raz z rzędu Jordan Jordanów grał na wyjeździe z czołową drużyną podhalańskiej A-klasy, niepokonaną na własnym stadionie i drugi raz nie przegrał. Z Orawą Jabłonką wygrał 1:0, a z Babią Górą Lipnica Wielka prowadził do przerwy 3:0, żeby całe mecz zremisować 3:3.
- I tak cieszymy się z tego punktu. Pokazaliśmy, że potrafimy grać w piłkę. Pewnie inaczej by się mecz potoczył, gdyby na początku drugiej połowy Paweł Romaniak wykorzystał sytuację sam na sam i zrobiłoby się 4:0 - powiedział trener Jordana Zdzisław Gacek.
Wynik otworzył ładnym strzałem po ziemi Gaweł Tyrpa. Na 2:0 gospodarze sami strzelili sobie gola - dośrodkowywał Romaniak, a jeden z obrońców Babiej Góry skierował piłkę do własnej bramki. Tuż przed przerwą najprzytomniej w polu karnym gospodarzy zachował się Michał Funek i Jordan prowadził 3:0.
W drugiej połowie zaczął się koszmar Jordana, nie bez udziału sędziego głównego... Na 3:1 trafił były zawodnik Jordana Daniel Kucek - bramkarz Adam Piosek nie zdążył nawet zareagować, bo piłka po drodze odbiła się od jednego z defensorów gości. Gol na 3:2 to już kuriozum, albo jak kto woli "piłkarski kryminał z sędzią głównym w roli głównej" - najpierw faulowany był jeden z zawodników Jordana, potem piłkę z ręki Pioska wybił znany z występów w Tempo Białka Dariusz Owsiak i skierował ją do pustej bramki. W jednej sytuacji zostały popełnione dwa przewinienia na zawodnikach Jordana, a zamiast chociaż jednego rzutu wolnego - stracony gol... Na dziesięć minut przed zakończeniem spotkania Owsiak po zamieszaniu w polu karnym po rzucie rożnym po raz drugi pokonał w niedzielne popołudnie Pioska.
Jordan wcale się nie załamał i ruszył do przodu. Cóż jednak z tego, skoro ewidentnego faulu na Gawle Tyrpie nie odgwizdał sędzia... Ba, w doliczonym czasie gry Rafał Brzana wybił piłkę z linii bramkowej po kolejnym strzale Owsiaka.
- Przyjmujemy ten punkt, chociaż uważam, że straciliśmy dwa w tym spotkaniu - podsumował Zdzisław Gacek.
Babia Góra Lipnica Wielka - Jordan Jordanów 3:3 (0:3)
Gole dla Jordana: G. Tyrpa, Funek, samobójczy.
Skład Jordana: Piosek - Kołodziejczyk, F. Tyrpa, Brzana, G. Tyrpa, Paś (70" Dudek), Wójtowicz (58" Hodana), Kowalcze, Kołodziej, Funek, Romaniak.
B-KLASA
KS Remis Bystra
Chyba taka powinna być nazwa drużyny z Bystrej. W ósmym spotkaniu w tym sezonie podopieczni Marcina Wnętrzaka zanotowali piąty już remis. Na plus dla zespołu gospodarzy trzeba zaliczyć to, że dwukrotnie musieli gonić wynik i dwukrotnie ta sztuka im się udała. Na minus - Olimpia Zebrzydowice to po prostu słaby rywal, z którym Bystra problemów mieć nie powinna. A miała. Goście przyjechali do Bystrej "gołą" jedenastką i po kontuzji jednego z zawodników musieli grać w dziesiątkę. Przetrwali jednak napór gospodarzy i wywieźli punkt.
Po czerwonej kartce przed tygodniem dla bramkarza Krzysztofa Gałki w spotkaniu z Huraganem Skawica między słupkami pojawił się junior Dominik Wójcik. I bardzo szybko, bo niedługo po rozpoczęciu gry, musiał wyjmować piłkę z bramki. Bystra przed przerwą doprowadziła do wyrównania - prostopadłe podanie od Szymona Sroki na gola zamienił Sławomir Basiura. Niebawem gospodarze mogli wyjść na prowadzenie, lecz piłka po strzale Michała Wójtowicza zatrzymała się na słupku.
W drugiej połowie jedna z kontr przyniosła gościom prowadzenie 2:1. W 88. minucie świetnie z rzutu wolnego przymierzył Sroka ustalając wynik spotkania na 2:1.
KS Bystra - Olimpia Zebrzydowice 2:2 (1:1)
Gole dla Bystrej: Sroka, Basiura.
Skład Bystrej: Wójcik - Wnętrzak, Kulka, Pociąg (85" Migas), Ciapała, Bisaga (46" Ptaś), Szewczyk, Sroka, Gałka, Basiura, Wójtowicz.
Zaczarowana bramka
- Po takich meczach trening traci sens... Jak można przegrać z drużyną, która prezentuje o klasę niższy poziom - pytał retorycznie po przegranym 1:0 spotkaniu z Koroną Piekielnik trener Unii Naprawa Franciszek Gacek.
O niemocy Unii najlepiej świadczy fakt, że nie potrafiła wykorzystać rzutu karnego. - Nic nie chciało wpaść, a sytuacje były. Zawodnicy walczyli, starali się, ale bramka był jak zaczarowana - podsumował Gacek.
Unia Naprawa - Korona Piekielnik 0:1 (0:0)
Skład Unii: Kania - Sutor, Ciścoń, Mirek, Molus, Gacek, Masłowski, Panek, Flaga( 46" Nogawka), Święchowicz, Mastela (46" Nowak).
Tylko gole godne uwagi
- Wygraliśmy, owszem, nawet pięć goli zdobyliśmy, lecz był to nasz najsłabszy mecz w tym sezonie - powiedział po wygranej 5:1 z Jubilatem Izdebnik trener Gromu Grzechynia Stanisław Klimala. Cóż, każda drużyna na świecie chciałaby mieć gorszy moment i wygrać spotkanie w takim stosunku.
Bardzo szybko, bo raptem po 25 minutach, wszystko było jasne. Grom prowadził 4:0 i spokojnie mógł dopisać kolejne trzy punkty do swojego dorobku punktowego. Zaczął w 7. minucie Bartłomiej Kudzia, który wykorzystał rzut z autu Grzegorza Ceremugi i popisał się celnym strzałem głową. Minutę później lider B-klasy wadowickiej prowadził już 2:0. Kolejną asystę zanotował Ceremuga - tym razem ładnie przerzucił piłkę nad obrońcami gości, dopadł do niej Piotr Surmiak i wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem gości. Po kwadransie gry Bartłomiej Kudzia dośrodkował na ósmy metr do Piotra Surmiaka, a ten po raz drugi, nie ostatni, wpisał się w niedzielne popołudnie na listę strzelców. W 25. minucie na strzał zdecydował się Marcin Surmiak, piłka trafiła w rękę jednego z zawodników gości i sędzia podyktował rzut karny. Jedenastkę wykorzystał Piotr Surmiak.
- Jubilat zagrał otwarty futbol, nie bronił się - dodał Kilimala. W drugiej połowie trener Gromu zaczął wprowadzać kolejnych zawodników i po akcji dwóch juniorów padł piąty gol dla gospodarzy. Wcześniej po ładnej kontrze honorową bramkę zdobyli goście. Wracając do trafienia na 5:1 - dośrodkował 16-letni Mateusz Pająk, dla którego był to debiut w seniorach, a
Grom Grzechynia - Jubilat Izdebnik 5:1 (4:0)
Gole dla Gromu: Piotr Surmiak (trzy), Kudzia, Bogacz.
Skład Gromu: Krupczak - Pieróg (68" Bogacz), Paweł Surmiak, Białończyk, Urbański (65" Pająk), Kudzia, Nitoń, Marcin Surmiak, Ceremuga (80" Tokarz), Piotr Surmiak, Zguda (46" Toczek).
Trzymają się ostro czołówki
Nie zwalnia tempa Dąb Sidzina, który pewnie usadowił się na pozycji wicelidera B-klasy. W niedzielę zwyciężył, nie bez problemów, ze Strzelcem Budzów 1:0. Nie bez problemu - bo dopiero w 79. minucie zwycięstwo Dębu przypieczętował rezerwowy Mateusz Szpak.
Dąb Sidzina - Strzelec Budzów 1:0 (0:0)
Gol dla Dębu: Szpak.
Składy:
Dąb: Motor - P. Kostka, J. Kostka, Korbel, Jaromin, Malada, Pastwa (70" Czarny), Chorąży (60". Szpak), Kolaniak (88" Nabagło), Gałka, Lipa.
Strzelec: J. Gielata - Burliga, Wrzodek, Marek Daniel, Mateusz Daniel, D. Gielata, Grygiel, Kąkol, Reciak, Sergiel (85" Kozak), Polak.
Skuteczność to podstawa
Małe derby - tak spotkanie z Błyskawicą Marcówka nazwał trener LKS Bieńkówka Jarosław Gąstała (Na te duże, czyli gminy Budzów, przyjdzie czas w następnej kolejce - 11. października, Budzów, godz. 15). Wynik spotkania z Błyskawicą rozstrzygnął się w pierwszej połowie. Gospodarze w przeciągu całego spotkania stworzyli sobie kilka dogodnych okazji m.in. trzykrotnie piłka lądowała na słupku bramki gości. - Gratuluję nNaszym pogromcom i trenerowi Suwadzie, który znakomicie ustawił swój zespół pod względem taktycznym. Wszystkie nasze mocne strony zostały zneutralizowane do tego trzeba dodać, że byli piekielnie skuteczni, swoje sytuacje zamieniali na gole i to był klucz to zwycięstwa gości - przyznał Gąstała.
Goście odczarowali stadion w Bieńkówce - od 26. spotkań nie wygrała tam żadna drużyna seniorów. - No cóż, trzeba się pogodzić, dobrze, że przegraliśmy Małe Derby - zimny prysznic - od dzisiaj szykujemy się na Grand Derbii Ziemi Budzowskiej w Budzowie ze Strzelcem - podsumował Gąstał a.
LKS Bieńkówka - Błyskawica Marcówka 1:4 (1:3)
Gol dla Bieńkówki: Knapczyk.
Skład Bieńkówki: Zając - Cholewa (75" Jończyk), Pęcek, Ciuś, Lewandowski, Knapczyk (60" Smoter), Burliga, A. Sałąpat (75" Szczurek), Klimowski (75" Sarna), Chromy, Sałapat.
Dopóki starczyło sił
Derby to derby - można prowadzić u siebie 2:0 i przegrać 3:2. Nie takie zwroty akcji można zaobserwować w wielu spotkaniach tego typu na całym świecie. W niedzielne przedpołudnie emocji nie zabrakło i w derbach gminy Zawoja - Huragan Skawica kontra Watra Zawoja.
Huragan liczył na pierwsze w tym sezonie zwycięstwo w lidze, Watra za to chciała wreszcie odczarować boisko rywala (do tej pory trzy mecze i tyle samo porażek).
- Huragan miał trzy stałe fragmenty gry w pierwszej połowie, po których zdobył dwa gole. Mieliśmy swoje okazje w tej części gry, lecz byliśmy nieskutecznie - mówi trener Watry Łukasz Stopka.
Gole dla Huraganu przed przerwą zdobyli Tomasz Żywczak i Mariusz Pacyga.W drugiej odsłonie do siatki trafiali już tylko jego podopieczni. Zaczął Adrian Bury, który wykorzystał dośrodkowanie z lewej strony i z ośmiu metrów strzelił obok bramkarza. Do remisu doprowadził strzałem z głową z 6. metrów (także po centrze z lewej strony) Patryk Mika. Gola pieczętującego wygraną Watry zdobył Marcin Antosiak.
- Huragan miał siły na 30 minut. Rozmiary naszej wygranej mogły być jeszcze wyższe, bo trafiliśmy w słupek i poprzeczkę - dodał Stopka.
Huragan Skawica - Watra Zawoja 2:3 (2:0)
Gole dla Huraganu: Żywczak, M. Pacyga.
Gole dla Watry: Bury, Mika, M. Antosiak.
Składy:
Huragan: Sikończyk - Buba, Dyrcz, Żywczak, B. Pacyga (85" Trybała), S. Pacyga, M. Pacyga, D. Pacyga, M. Wojtyczko, K. Wojtyczko (60" Pacyga), Kudzia (46" Góra)
Watra: Wolski - Zięba, Stopka, Basiura, Zguda, M. Antosiak, G. Antosiak, Listwan (65" Dyrcz), Kaczmarczyk, Mika (65" Wróblewski), Bury (80" Bach).
{gallery width="250" height="300" }news/2015/pazdziernik/skawica4{/gallery}
Badania lekarskie...
Kiedy o wyniku na boisku decyduje tzw zielony stolik, sprawy pozasportowe, zawsze pozostaje niesmak. W niedzielne popołudnie w Osielcu zawodnicy miejscowego Świtu i Żurawia Krzeszów byli gotowi do gry, lecz spotkanie się ostatecznie nie rozpoczęło.
- W rubryce badania lekarskie mieliśmy wpisaną błędną datę następnego badania - wrzesień 2015. Badania wszystkich zawodników są jednak ważne, ustawa mówi, że są one ważne sześć miesięcy. Będziemy się odwoływać i mam nadzieję, że mecz zostanie rozstrzygnięty w sportowej rywalizacji, na boisku - mówi trener Żurawia Jacek Kudzia.
- Niech się wydział zajmie całą sprawą, bo nie chcemy w ten sposób zdobywać punktów. Lepiej uczciwie wywalczyć je na boisku - przyznaje tymczasem szkoleniowiec Świtu Witold Romanowski i dodaje: - Nie dziwię się jednak sędziemu, że nie rozpoczął spotkania. Lekarz wcale nie musi podbijać badania ważnego na sześć miesięcy. Nie daj Boże, jeżeli któryś z zawodników ważnego bez badania umarłby na boisku, to problemy miałby sędzia, nie lekarz, który wpisał datę - wrzesień 2015. Sędzia nie jest lekarzem i patrzy na to, co pisze lekarz. Sam miałem taką sytuację, gdy byłem sędzia spotkania młodej ekstraklasy Wisły Kraków, gdy trzech jej zawodników miało badania ważne miesiąc i właśnie co miesiąc musieli być badani. Nikt na siebie nie będzie kręcił bata, więc decyzja sędziego w przypadku meczu Świt-Żuraw była według mnie słuszna.
Świt Osielec - Żuraw Krzeszów / nie odbył się
C-KLASA
Tarnawianka Tarnawa - Skawa Jaroszowice 5:3 (1:3)
Gole dla Tarnawianki: Stopka (dwie), Stypuła, Bury, samobójczy.
Skład Tarnawianki: Mazur - Bury, Durda, Ł. Miś, M. Miś, Pacek (65" Kapłoniak), Rybak, D. Sitarz, Ł. Sitarz, Stypuła, Zawiła (10" Stopka).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze