W pierwszą sobotę sierpnia nasz portal w roli głównego partnera medialnego i technologicznego towarzyszył Milenie Łazarz w niezwykłym wyzwaniu - przepłynięciu 18 km od Gdyni do Helu. Celem przeprawy było wsparcie zbiórki na budowę integracyjnej siłowni plenerowej dla dzieci i młodzieży z OREW Juszczyn. Od godziny 7:15 rozpoczęliśmy wspólne kibicowanie i specjalna transmisję na żywo ze Strefy Kibica, która powstała w Makowskim Centrum Kultury. Gośćmi prowadzących Macieja Krzyśkowa i Ernesta Durki były osoby, które na co dzień działają dla osób z niepełnosprawnościami.
O Rajdzie Małopolski, planach na jego kolejną edycję, a także o wyjątkowej więzi z OREW-em w Juszczynie i sile sportu, który potrafi łączyć ludzi, rozmawiamy z Gabrielem Borowym, organizatorem jednego z największych wydarzeń sportowych w współczesnej historii powiatu suskiego.
Pełny wywiad dostępny jest w transmisji z wyzwania Mileny. Poniższa wersja została zredagowana z zachowaniem najważniejszych wypowiedzi z materiału źródłowego.
Gabriel Borowy: Nasz rajd jest bardzo mocno związany z Kołem PSONI i z OREW-em. Po pierwsze dlatego, że są tam świetni ludzie. Naprawdę warta docenienia jest ich ciężka praca – mówię tutaj o opiekunach i wszystkich zaangażowanych w funkcjonowanie ośrodka. Po drugie, wychowankowie również są świetnymi ludźmi. Dlatego kiedy myśleliśmy o jakiejś akcji pomocowej, to wybór był dla nas oczywisty.
W 2023 roku jechaliśmy po rozbudowę ośrodka w Juszczynie, a w 2025 roku jechaliśmy po busa dla Tarnawy. Myślę, że jakąś małą cegiełkę od nas udało się w tym wszystkim dołożyć. Przede wszystkim jednak w jakiś sposób rozreklamowaliśmy to, że te potrzeby są.
To są niesamowici ludzie z pasją i to nas bardzo łączy. Są oddani. Mówię tutaj teraz o opiekunach i nauczycielach. To są osoby, po których widać, że mają gigantyczne serca. Przyjemnie jest móc wspierać takie osoby w ich codziennych wyzwaniach.
Natomiast jeśli chodzi o wychowanków, to są po prostu super ludzie. Ludzie z energią, uśmiechnięci. Są tam zarówno młodzi, jak i starsi. Te potrzeby, domyślam się, też są bardzo różne. Sam mam dwójkę dzieci, wiem, jakie są potrzeby małych dzieciaczków i domyślam się, jakie są potrzeby dorosłych osób z niepełnosprawnością.
Dlatego my w całym sztabie te zbiórki miło wspominamy. I może nie będę zdradzał, ale coś już znowu myślimy.
Myślimy dalej o jakichś wspólnych akcjach.
Wielki szacunek dla Mileny. Ja mam problem, żeby w Suchej cały basen przepłynąć, a jak sobie pomyślę o tym wyzwaniu, to przecież nie jest to basen, gdzie jest ileś długości i można sobie stanąć na dnie. To jest naprawdę głęboki temat, są fale i przypuszczam, że jest zimno. Ja jestem z tych, którzy bardzo lubią ciepłe jacuzzi, a niekoniecznie zimną wodę, więc to na pewno zwiększa wyzwanie.
Jeśli chodzi o siłownię, nie widać po mnie, ale przez dwa-trzy lata chodziłem na siłownię. Jak widać, niewiele mi to dało. Pewnie chętnie też przyjdę tam do OREW-u i poćwiczę z wychowankami, bo pewnie oni byliby w stanie nauczyć mnie trochę rzeczy.
Sportowo super. Wiąże się to nam w jakiś sposób z rajdem. Wspomniałeś o tym, jak byliśmy przed trzema laty z rajdówkami. Nawet udało się zakręcić trochę bączków na parkingu. Myślę, że zrobiło to fajne wrażenie i pokazuje, że w sporcie nie ma granic, w sporcie nie ma przeszkód. Sport łączy ludzi, niezależnie od tego, jaki to jest sport. Sport to zdrowie i tego się trzeba trzymać.
Raz uczestniczyłem w rajdzie rowerowym ze Złombolem. Jechaliśmy składakami. Cały Półwysep Helski przejechała ponad setka osób. Pokonaliśmy składakiem chyba 74 kilometry łącznie - tam i z powrotem: Hel, Władysławowo, Hel. To było niesamowite. Pamiętam, że byłem strasznie zmęczony. Już nie powiem, co najbardziej bolało wszystkich na tych składakach.
Ale emocje, które towarzyszyły przed – czyli „czy dam radę?” – w trakcie: „wow!”, i na końcu, kiedy człowiek już nie ma siły stać. Tego się nie da opowiedzieć słowami. To po prostu trzeba czuć.
Tak. Rajdy samochodowe, które organizujemy, to jednak coś zupełnie innego niż rajdy rowerowe. Można je porównać raczej do rajdu na regularność, w którym jedzie się samochodem, często zabytkowym, i pokonuje kolejne kilometry.
Rajd Małopolski to natomiast zupełnie inna skala. W tym roku był już rundą Pucharu Europy, a nie tylko Mistrzostw Polski. To największy i najbardziej rozwinięty rajd, jaki do tej pory zorganizowaliśmy. W zasadzie można powiedzieć, że było to jedno z największych wydarzeń sportowych w Małopolsce w tym roku.
Największa różnica to adrenalina i balansowanie na krawędzi. Nie ma się co oszukiwać – rajdy samochodowe nie należą do najbezpieczniejszych dyscyplin. Ryzyko zawsze istnieje, szczególnie na takich drogach, jakie mamy w naszym regionie.
Mamy bardzo dobre drogi – pozdrawiam Pana Starostę i wszystkich włodarzy – ale ich charakterystyka nie zależy od jakości asfaltu. Jeśli jedziemy przez Makowską Górę, Przysłop czy inny górski odcinek, zakręty zawsze będą prowadziły przez szczyty, droga będzie wąska, a gdzieś po drodze pojawi się przepust czy drzewo.
Do tego dochodzi jeszcze jedna specyfika południa Polski. Nasze asfalty słyną z tego, że są bardzo śliskie. Powiedziałbym nawet, że należą do najbardziej śliskich w Polsce.
Powiem szczerze – nie wiem. Próbowałem się kiedyś doktoryzować na ten temat. Wydaje mi się, że materiał, z którego tutaj firmy tworzą asfalt, jest po prostu trochę inny. Ta charakterystyka potem powoduje, że jest bardzo śliski.
Myślę, że mamy jedne z najmłodszych zawodów w kalendarzu, a już teraz myślimy o przyszłym roku i o tym, żeby zrobić coś więcej.
W tym roku po raz kolejny mieliśmy obserwatora. Tym razem był nim Belg, który kilka dni temu przesłał nam swój raport. Daje on dużo nadziei, więc zobaczymy, co przyniesie nam przyszły rok.
Nie stać nas na Mistrzostwa Europy. Tutaj nie ma się co oszukiwać. To budżet, tak jak szacowaliśmy w tym roku, dziesięciokrotnie przekraczający budżet naszego rajdu. Na dzień dzisiejszy nie widzę żadnej nadziei na to, żeby to się udało.
Bardziej chcielibyśmy aspirować do Mistrzostw Europy Historycznych, których jeszcze w Polsce nie było. To jest nowy cykl. Cykl przepiękny, bo jeżdżą tam samochody klasyczne, ale sportowe.
Mówimy o Lancii 037, Audi Quattro, BMW M3. Dużo ciekawych samochodów jak Porsche, które jadą faktycznie na czas i walczą o tytuł Mistrza Europy. To nie jest jazda taka, żeby się tylko przewieźć, tylko faktycznie jest tam rywalizacja. I to jest coś, co byłoby w zasięgu naszych możliwości organizacyjnych. Nie tylko my się o to staramy w Polsce, więc to trochę utrudnia sprawę.
Podjęliśmy decyzję, że robimy w przyszłym roku rajd. To też nie jest tak, że my zarabiamy na tym rajdzie. Każdy z nas ma swoją pracę gdzieś tam. Każdy z nas ma rodziny i sporo innych zajęć, którym poświęca swoje życie.
Chcemy organizować wydarzenie, które nie tylko daje nam tu trochę sportu, ale promuje cały region w Polsce i nie tylko. Jak pokazał ten rok, słychać o nas też za granicą. Na tym nam bardzo zależy – żeby promować nasz powiat i ościenne powiaty, w których też jedziemy.
Przyjeżdżają zagraniczne załogi, przyjeżdżają zagraniczni kibice. To cieszy, bo jestem takim Makowianinem z krwi i kości. Na całe szczęście już z powrotem mieszkającym na stałe w Makowie.
Zawsze był też odcinek i mam nadzieję, że w przyszłym roku ten odcinek również wróci. Mamy tutaj świetną przychylność Pana Burmistrza, naprawdę rewelacyjną współpracę z urzędem w Makowie i pełne poparcie.
Nie powiem, ile razy miałem zadane pytanie, dlaczego odcinka w Makowie w tym roku nie było. To chyba nigdy w życiu nie miałem żadnego pytania tak często zadawanego. Obiecałem na mecie w Makowie, że w przyszłym roku doprowadzimy do tego, żeby ten odcinek wrócił. Liczę na to, że się uda i że przeszkody, które są nam stawiane, po prostu znikną.
Chcielibyśmy, żeby został lipiec. Już tak się troszeczkę przyzwyczailiśmy do tego, że rajd jest w lipcu. Raz był w czerwcu. Związane to było z Mistrzostwami Europy i Rajdem Polski w Mikołajkach, ale ten lipiec jest takim naszym miesiącem.
Na trybunach to chyba niewiele treningu, chyba że jakiegoś typowo teoretycznego.
Pewnie, że podjąłbym rękawicę. Szybko by się jednak jej znudziło, gdyby musiała czekać na mnie po połowie pierwszego basenu.
Ale moja sylwetka… Już mi wróżyli, że będę dobrym biegaczem. Wydaje mi się, że jak się ma objętość klatki piersiowej 25 centymetrów, tak jak ja, to chyba jest dobrze. Możemy spróbować.
Serce. Duże serce. To już dwa słowa, ale jeśli mogę pozwolić sobie na dwa, to powiedziałbym: wielkie serce.
Wszystkich tutaj obecnych i całej ekipy, która pozwoliła to nagłośnić i puścić szerzej. Wszystkich, którzy są zaangażowani w PSONI i OREW. I przede wszystkim Mileny, która jest dzisiaj gwiazdą.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze