Reklama


Od euforii do walki o przetrwanie. Pierwszy tydzień Romana Ficka w skandynawskiej dziczy

Jeszcze przed startem przyznawał, że nigdy wcześniej nie czuł takich emocji. Kilka dni później pisał już o „piekle na ziemi”, niekończących się bagnach, rwących rzekach i walce z własnym organizmem. Za Romanem Fickiem z Zawoi pierwszy tydzień ekstremalnej wyprawy przez Skandynawię – tygodnia, który pokazał, że największym rywalem nie będzie dystans, lecz bezlitosna natura.

To były emocje jakich nigdy nie miałem przed startem. Utrzymują się do teraz. Myślę, że ten dzień trzeba taki zostawić, a jutro wejść w rytm. Tego się nie da opisać.

— napisał Roman Ficek tuż po wyruszeniu z Nordkapp. Właśnie tam rozpoczęła się jego licząca blisko 2900 kilometrów samotna wyprawa przez Norwegię, Finlandię i Szwecję. Już od pierwszych godzin było jasne, że będzie to znacznie więcej niż zwykły ultramaraton.

„Coraz mniej w plecaku”

Po pierwszym dniu meldował, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Trasa prowadziła przez tundrę i Park Narodowy Stabbursdalen. Spał niewiele - pierwszy etap okazał się dłuższy, niż zakładał. Wiedział też, że musi rozsądnie gospodarować zapasami, bo z każdym kilometrem plecak stawał się coraz lżejszy, a jedzenia ubywało.

Reklama

Prawdziwy sprawdzian przyszedł jednak drugiego dnia. Przez 21 godzin niemal bez przerwy przedzierał się przez torfowiska, bagna i rzeki. Zamiast szybkiego biegu była mozolna walka z grząskim terenem, a chwilę wytchnienia skutecznie odbierały tysiące komarów. Gdy w końcu dotarł do hyty, był tak wyczerpany, że położył się spać w starej, ciasnej chatce pełnej owadów, nie zauważając stojącego obok nowego schronienia.

„Komary, które nie dały nawet na sekundę odpocząć”

Ogólnie najtrudniejszy teren przez jakikolwiek biegłem. Toż to piekło na ziemi. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.

Reklama

— relacjonował po dwóch dniach, gdy licznik wskazywał 215 kilometrów. Mimo ogromnego zmęczenia zapewniał, że jego stan zdrowia jest dobry. Odpoczynek i krótki postój w hycie Bojobeaski pozwoliły na chwilę „podładować baterie”. Organizm coraz wyraźniej jednak odczuwał brak snu i regularnych posiłków.

„To jest przeprawa życia”

Następne wpisy były jeszcze bardziej szczere. Roman przyznał, że problemy zaczynają się nawarstwiać. Coraz większy deficyt kalorii sprawiał, że brakowało energii do szybszego biegu. Swoje robiły także ważący kilka kilogramów plecak oraz ból nogi.

Reklama

Po tygodniu wyprawy krajobraz zaczął się zmieniać. Za biegaczem zostały norweskie bagna i tundra, a pojawiły się kamieniste odcinki Finlandii. Zachwycił go Park Narodowy Reisa z widowiskowymi wodospadami, jednak nawet piękne widoki nie przysłoniły trudów wyprawy. O północy zdobył najwyższy szczyt Finlandii – Halti (1360 m n.p.m.). Silny wiatr i kamienisty teren sprawiły, że po dwunastu godzinach wysiłku każdy krok wymagał ogromnego wysiłku.

„Idzie jajko znieść”

Największym problemem stał się jednak organizm. Biegacz przyznał, że ma ogromne trudności z jedzeniem. Jednego dnia kilka porcji owsianki i kawa pozwoliły funkcjonować przez wiele godzin, kolejnego organizm nie reagował już niemal wcale. Do tego doszedł potężny deficyt snu, wrastający paznokieć powodujący ból przy każdym uderzeniu o kamień oraz poranione stopy, do których – jak obrazowo opisał – but niemal się przykleił.

Reklama

Nie odpuszczały również komary. Przez dwa dni nie miał zasięgu, a gdy w końcu pojawiła się możliwość połączenia z internetem, owady skutecznie uniemożliwiały nawet krótkie nagranie. Na nogach miał już tysiące ukąszeń. Spotykani na szlaku turyści, ubrani w moskitiery i pełny sprzęt górski, z niedowierzaniem patrzyli na Polaka przemierzającego skandynawską dzicz.

„Dzięki, że jesteście”

Pierwszy tydzień zakończył z dorobkiem ponad pół tysiąca kilometrów. Spał zwykle od czterech do ośmiu godzin na dobę, niemal cały czas niosąc na plecach 6–7 kilogramów ekwipunku. W międzyczasie konieczna była także korekta pierwotnej trasy z powodu wyjątkowo trudnego terenu, przepraw przez rzeki i ograniczonego dostępu do sklepów. Mimo wszystkich przeciwności Roman Ficek nie myśli o rezygnacji. Jak sam podkreśla, wsparcie kibiców dodaje mu sił do dalszej walki z jedną z najtrudniejszych przygód w jego życiu.

Reklama

Relacja na żywo

Postępy reprezentanta naszego powiatu śledzone są za pośrednictwem systemu GPS Garmin InReach - urządzenia satelitarnego i niezależnego od lokalnych sieci GSM. Internauci mają do nich dostęp na dedykowanej stronie internetowej. Sam zawodnik przed startem mówił, że przygotowanie planu zajęło mu trzy miesiące pracy nad mapami. Przed nim jeszcze cztery tygodnie walki z dystansem, pogodą i górskim terenem. To jedno z najbardziej ambitnych polskich przedsięwzięć biegowych ostatnich lat.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Zdjęcie okładkowe: facebook.com/RomanFicekrunner Aktualizacja: 16/07/2026 00:59
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Najnowsze wiadomości