Jak dziura jest każdy widzi. Tak można napisać o dziurze przy wjeździe na drogę prowadzącą do centrum Kojszówki. Można byłoby pomyśleć, że to gmina nie kwapi się do jej załatania. Okazuje się jednak, że prawda jest bardziej złożona.
Od wielu miesięcy w rejonie skrzyżowania drogi krajowej 28 z drogą (jej status prawny jest właśnie kwestią sporną) prowadzącą do centrum Kojszówki znajduje się ogromna dziura, której gmina nie załatała, gdyż nie zgodzili się na to właściciele działki, twierdząc, że ta znajduje się nie na drodze gminnej, ale na ich… posesji. Teraz na swojej działce, po której częściowo przebiega droga ustawili ogrodzenie, wprowadzając wiele osób w konsternację. Czy słusznie? Postanowiliśmy wysłuchać co mają do powiedzenia.
- Zacznijmy od początku. Ja się tu sprowadziłam 30 lat temu, ale wiem co było wcześniej. Tu nie było żadnej drogi, ale teść zgodził się puścić sąsiada, by ten mógł przejechać wozem z koniem. Z 30 lat temu droga miała 2,8 metra szerokości i była betonowa – wspomina właścicielka działki. Dodaje, że gdy w latach dziewięćdziesiątych minionego wieku teść przepisał na nią i jej męża dom to zrobili ogrodzenie. Z perspektywy czasu twierdzi, że popełnili wówczas błąd, iż rozciągnęli siatkę jako przedłużenie ściany budynku biegnącej równolegle do drogi. – Gdy gdzieś robili drogę i zostało im trochę asfaltu to zwożono go pod nasz dom i droga stawała się coraz szersza, przybliżając nam się do ściany. Nie przeszkadzało nam to jednak bo ruch na drodze był niewielki i korzystały z niej wyłącznie samochody osobowe – mówi kobieta.
Problem zrodził się gdy w sąsiedztwie powstał tartak i pod domem kojszowian zaczęły wąską drogą przeciskać się ciężarówki ważące po 50 ton, którymi dowożone jest drewno. – Za ścianą mamy sypialnię. To jest raptem 70 cm od drogi. Nie znam dnia, ani godziny kiedy ciężarówka wjedzie nam do sypialni. Cały dom się trzęsie. Był już dwa razy remontowany – mówi.
W 2013 roku kojszowianie rozmawiali w sprawie drogi z burmistrzem Makowa, gdyż droga miała być remontowana. – Mieli się wstrzymać, a od księdza na mszy dowiedziałam się, że rusza remont. Chciałam aby wykonano zabezpieczenie, by drgania z drogi nie przechodziły na dom, ale powiedziano mi, że takiego zabezpieczenia nie da się wykonać, więc im wstrzymałam remont – przyznaje otwarcie kojszowianka. Podkreśla, że gmina bezskutecznie usiłowała przejąć drogę na własność. – To jest dzika droga. Ani gminna, ani powiatowa. Ludzie sobie zrobili i jeżdżą. Wiem, że fajnie się jeździ, ale ja nie mogę pozwolić żeby mi się dom zawalił. Jak ktoś mógł wydać zgodę na utworzenie tartaku gdy ten nie ma dostępu do drogi publicznej – nie owija w bawełnę. – Mało tego. Ubezpieczałam samochód i zapytałam w firmie co się stanie gdy na drodze dojdzie do wypadku. Powiedziano mi, że to moja droga, więc ja będę odpowiadała za ewentualne straty i musiała wypłacić odszkodowanie – mówi.
Kojszowianie gotowi są udostępnić zablokowany fragment drogi, ale stawiają warunek. Chcą, by gmina za spore (nie ukrywają tego) pieniądze wydzierżawiła sporny odcinek drogi. W ten sposób chcą zgromadzić pieniądze na budowę nowego domu gdy obecny ulegnie zniszczeniu wskutek drgań lub ktoś w niego wjedzie. Tymczasem gmina zaproponowała odkupienie jedynie spornego gruntu, czyli około pół ara. – Mam mieć dom w granicy drogi. Poza tym dostanę 20 tys. zł i jak coś się stanie to wystarczy na niewiele. Mogę sprzedać, ale całą działkę z domem. Możemy się wyprowadzić, nawet z Kojszówki – mówi.
[googleMaps addr="49.689314, 19.727060" label="GOOLE_MAP_LABEL" width=600 height=400]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.to gdzie my mamy jeździć jak zablokujesz całą drogę ty stara krowo, mamy nie mieć dostępu do zewnętrznego świata? powinni cię już dawno wydzierżawić, ale za darmo, do roboty idź
to gdzie my mamy jeździć jak zablokujesz całą drogę ty stara krowo, mamy nie mieć dostępu do zewnętrznego świata? powinni cię już dawno wydzierżawić, ale za darmo, do roboty idź