Do bulwersujących sytuacji miało dojść w jednej z podbabiogórskich lecznic. Natrętny agent ubezpieczeniowy został przepędzony przez pacjentów. Gdzie są granice „walki o złotówki”?
Uwagę na problem w jednym ze szpitali zwrócił uwagę portalu sucha24.pl jeden z Czytelników. Jak zaznaczył, firmy, które odzyskują odszkodowania z wypadku...”przeginają delikatnie mówiąc”.
- Do znajomego przebywającego w szpitalu, w drugiej dobie po wypadku, podeszła pani z jakiejś katowickiej firmy i chciała, żeby podpisał umowę z nimi – relacjonuje. - On ją zbył, że bardzo źle się czuje, a ona na to, że na dole rozmawiała z żoną i żona się zgodziła. Nic nie podpisał, a jak żona akurat weszła, to babka jej wspierała w żywe oczy, że się zgodziła na umowę, co oczywiście było nieprawdą, bo na razie to myśleli o przeżyciu, a nie odszkodowaniu.
I teraz „wisienka na torcie”.
- Pani przyjechała na drugi dzień i w zdrową dłoń włożyła koledze długopis i go namawiała na podpisanie umowy znów i chciała go zmusić...chwytając mu rękę...a on zaczął krzyczeć i współlokator też i wyszła... – opisuje Czytelnik.
Czy w opisanym wypadku mogło dojść do łamania prawa?
- Przedstawianie ofert, proponowanie usługi nie jest w Polsce zabronione. Tak samo jak skorzystanie z tego typu propozycji jest dobrowolne i nikt nie może nikogo zmusić do podpisania umów. Oczywiście, z taką praktyką - nagabywanie osób poszkodowanych do skorzystania z firm odszkodowawczych, wręcz nakłanianie do podpisania umowy - spotykamy się na terenie całego kraju – przyznaje asp. sztab. Anna Gąsiorek-Rezler, rzecznik prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Suchej Beskidzkiej. - Agenci takich firm znani są z kontrowersyjnych i nieetycznych metod pracy; nagminne jest przychodzenie pośredników do domu, gdzie leży nieprzytomna osoba, albo do kostnicy i szpitalnych sal, wydzwanianie do poszkodowanych i nakłanianie do podpisania umowy.
Na tym nie koniec. Jak zaznacza policjantka, często monitorują zdarzenia drogowe, wiedzą do jakich placówek są odwożone osoby z wypadków i tam docierają do nich usiłując przedstawić swoje oferty "pomocy" w uzyskaniu odszkodowania.
- Istotne natomiast jest w jaki sposób osoba - przedstawiciel firmy odszkodowawczej - nabyła wiedzę o danych osobowych poszkodowanego – wyjaśnia rzeczniczka suskich stróży prawa. - Znamy przecież przypadki w Polsce, gdzie prowadzone były postępowania przygotowawcze w sprawie handlu danymi osobowymi przez pracowników medycznych służby zdrowia. Jednakże w większości przypadków to sami poszkodowani lub członkowie ich rodzin w rozmowie z osobami proponującymi pomoc podają te dane, a po przemyśleniu wycofują się.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze