Jałowiec Stryszawa to jedyna drużyna w tegorocznej edycji Babiogórskich Mistrzostw Orlików i Żaków, która dwukrotnie dotarła do wielkiego finału. Dwukrotnie musiała uznać wyższość rywala (najpierw było to Naroże Juszczyn, a dziś FA Tokarnia), chociaż ten w regulaminowym czasie gry nie był w stanie strzelić jej gola!
Trener Bogusław Jamróz przed finałowym spotkaniem z FA Tokarnią myślami był niestety gdzie indziej - uznany koniec końców za najlepszego zawodnika turnieju Kamil Bik z powodu kontuzji nie dość, że nie mógł wspomóc w meczu o wygraną w całym turnieju, to jeszcze został odwieziony do szpitala na prześwietlenie.
- Na szczęście prześwietlenie nie wykazało niczego poważnego. To mocne stłuczenie i mam nadzieję, że Kamil szyboko wróci do zdrowia. To jeden z naszych najważniejszych zawodników, który świenie gra w piłkę nożną - wylicza trener Jamróz.
Reklama
Jałowiec musiał sobie radzić w finałowym meczu z Tokarnią bez jednego ze swoich liderów.
- Każdy z zawodników w naszej drużynie jest wartościowy i zagrał na maksimum swoich możliwości. Turniej stał na naprawdę wysokim poziomie i bardzo dobrze, bo ci chłopcy są przyszłością naszej piłki. Poziom był wyrównany i każdy mógł dziś wygrać, jak również i przegrać. Remis w finale? Oprawa meczu o pierwsze miejsce była świetna i wywoływała dreszcze na plecach. Trema przeszkodziła nam w tym, żeby pokazać to, co najlepiej potrafimy, czyli zdobywać gole. Jeżeli będziemy mocniej trenować, to nie jeden jeszcze turniej wygramy - dodaje szkoleniowiec Jałowca.
Reklama
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze