Polska reprezentacja zakończyła fazę grupową. Awansowaliśmy do kolejnej fazy. 36 lat czekaliśmy na awans naszych do fazy pucharowej MŚ i wreszcie jest! Trener Czesław Michniewicz nastawił się na wynik. Celem było wyjście z grupy i dopiął swego. To jest perspektywa selekcjonera. My na pewno mamy swoje przemyślenia odnośnie stylu, w jakim ten sukces został osiągnięty. Mecz z Argentyną nie mógł się podobać. Zostaliśmy zdominowani. Akcentów w ataku było z naszej strony bardzo niewiele. W tekście spróbujemy odpowiedzieć na pytanie - dlaczego (poza jakością indywidualną poszczególnych zawodników) mecz wyglądał w ten sposób? Czy mogliśmy zrobić coś więcej? Jaki był plan na grę w ataku? Jak chcieliśmy mijać pressing rywali? Pokażemy przewagi strukturalne systemu z trójką w ataku przeciwko czwórce z tyłu. Ten mecz to kolejny przykład, że na papierze zespół ustawiony jest w dany sposób, a na boisku - z uwagi na różne zadania i funkcje zawodników - wspomniane ustawienie ulega zmianom.
Będzie też o tym, jak ważna jest analiza przeciwnika - żeby znaleźć jego słabe punkty, znaleźć i uwypuklić, a przy tym wyeksponować swoje mocne strony, a ukryć słabe. Awans jest, ale w tym spotkaniu dużo działo się też od strony taktycznej.
Argentyńczycy wyjściowo ustawieni byli w systemie 1-4-3-3. Obok Messiego w pierwszej linii zagrali Angel Di Maria i Julian Alvarez. Przed linią obrony oglądaliśmy trójkę pomocników: Enzo Fernandez, Rodrigo De Paul i Alexis Mac Allister. Tak to wyglądało na papierze.

W rzeczywistości jednak nieco inaczej. Nakładając naszą wyjściową obronę (1-4-4-2, 1-4-5-1) widzimy różnice i pewne problemy dla naszego bloku obronnego wynikające z zachowań przeciwnika. Najczęściej w budowaniu gry nasi rywale stosowali asymetryczne ustawienie. Do środkowych obrońców podchodzili jeden czy dwóch środkowych pomocników, a lewy obrońca pozycjonował się bardzo wysoko. Prawy natomiast ustawiał się w półprzestrzeni lub schodził do trójki, a szerokość z prawej strony najczęściej utrzymywał Angel Di Maria, który jest lewonożny, więc był ”odwróconym” skrzydłowym, szukającym wejść do środka. Mieli przewagę i łatwo mijali naszą pierwszą linię pressingu. Naszych dwóch a rywal miał tam minimum trzech zawodników.


W poniższej sytuacji, kiedy nasz skrzydłowy - Piotr Zieliński ma lewego obrońcę rywala w zasięgu, to nie było problemu. Nasza czwórka obrońców ustawiona wąsko.

Inny przykład – struktura: 2 - 3. Dwóch stoperów i trzech środkowych pomocników w budowaniu gry. Każda zmiana układu wpływa na drużynę broniącą. Naszych dwóch zawodników nie ma żadnych szans na odbiór.

Nasz defensywa była kompaktowa, przesuwaliśmy się względem piłki, więc jeśli rywal skupił naszą uwagę po prawej stronie, przesuwaliśmy się, a to odsłaniało naszą lewą stronę, gdzie wysoko i szeroko grał Acuna. Najczęściej albo Di Maria, albo schodzący po piłkę Messi ścinali na lewą nogę i posyłali nam piłki za plecy.


My analizujemy rywali a oni nas. W meczu z Arabią - podobnie jak wczoraj - na prawym skrzydle zagrał Piotr Zieliński, dla którego nie jest to nominalna pozycja. Nie dziwię się więc, że przygotowali akurat taką strukturę.
Początek meczu z Arabią - o czym pisałem. Zieliński na boku, Milik z przodu.

Zmiana w trakcie meczu. Milik na skrzydło, Zieliński do Lewandowskiego.

W pierwszym grupowym meczu, z Meksykiem, próbowaliśmy te przewagi w bocznych sektorach blokować poprzez mocne obniżanie skrzydłowych do linii obrony, co powodowało niestety, że brakowało nam zawodników w kontrach.


W tym spotkaniu również w kilku momentach dochodziło do tego, że nasz nominalny napastnik schodził na skrzydło i biegał za Acuną, a Zieliński ustawiał się obok Lewandowskiego.

W meczu z Meksykiem Argentyńczycy stosowali podobne warianty. Meksyk zagrał w obronie 1-5-3-2. Widać powtarzalne manewry – środkowy pomocnik do rozegrania niżej, lewy obrońca wysoko. W kilku sytuacjach bardzo nisko po piłkę schodził Messi.

Jeśli chodzi o nasz pomysł to początek był odważny, potrafiliśmy podejść wyżej, niestety takich momentów pressingowych było bardzo mało.

W obronie Argentyny stosowała ustawienie 1-4-3-3, defensywny pomocnik bardzo blisko linii obrony, w razie potrzeby uszczelniał formację, kiedy któryś z obrońców wyszedł ze strefy.


Jaki pomysł na budowanie gry, mijanie pressingu Argentyny mieli Polacy?
Najpierw cofnijmy się do poprzednich meczów, kiedy tych momentów budowania było niewiele, ale jednak pewne schematy można wyłapać.
Z Meksykiem Cash schodził do stoperów, robiła się trójka. Szukaliśmy gry lewą stroną – Zalewski, Bereszyński i Szymański.

W meczu z Arabią Bielik obniżał pozycję i podchodził do stoperów, a więc znowu trójka z tyłu w budowaniu gry.

Jak próbowaliśmy minąć pierwszą linię pressingu, składającą się z trójki zawodników?
Szerokie rozstawienie naszych, rozszerza tę trójkę przeciwników, ważna rola Casha, który obniża pozycję i pozwala minąć pressing.



Drugi wariant – Bielik lub Krychowiak między stoperów, robi się rozegranie na trójkę. Boczni obrońcy szeroko – jak wahadłowi. To pozwala wypchnąć do środka skrzydłowych i mieliśmy wtedy więcej zawodników między liniami i w centrum.


Piotr Zieliński miał dużą dowolność i na pewno nie był przywiązany do linii bocznej. Krychowiak zszedł do trójki, a Zieliński ustawił się w środku. Takie zachowanie naszego „skrzydłowego” powoduje dylemat rywalom. Jest pewna zagadka, kto ma go przejąć?
Budowanie struktury w ataku polega często właśnie na tym, by rywal takich dylematów miał jak najwięcej.

Bramka na 1:0 w meczu z Meksykiem padła po ścięciu do środka Di Marii, potem piłka trafiła do Messiego, który oddał strzał zza pola karnego.

Bardzo podobnie było wczoraj, kilka razy mogło dojść do takiego wariantu. Krychowiak blisko Leo i nie było strzału.

Jeśli Di Maria najczęściej dawał szerokość z prawej strony, to prawy boczny obrońca często – jeśli wchodził do ataku – wcinał się za plecy obrońców, stosując obieg wewnętrzny. Di Maria może iść do linii, ściąć do środka lub dograć koledze. W tym przypadku podał do wbiegającego obrońcy.

Rywale kilka razy w tym meczu jeśli już dośrodkowywali to szukali piłki wycofanej. Nie dogrywali wzdłuż, a w tył. Takie zagranie nazywa się „cutback”.

Właśnie w ten sposób wpadła pierwsza bramka. Podanie w boczny sektor – nie wzdłuż bramki w I strefę, nawet nie w II strefę, a właśnie na przedpole, w strefę 14, gdzie nie zawsze dawaliśmy radę odbudować ustawienie.

W przerwie trener Michniewicz dokonał dwóch zmian. Świderski i Frankowski opuścili boisko, a weszli nominalni skrzydłowi - Skóraś i Kamiński. Weszli jednak głównie z myślą o obronie. Poprzez te ruchy wyżej ustawiony był Zieliński, który wspierał Lewandowskiego.

Awansowaliśmy dalej, ale styl pozostawił sporo do życzenia.
Przy ocenie zawodników trzeba brać pod uwagę ich zadania na boisku. Każdy nasz skrzydłowy, który do tej pory miał okazję pokazać się na boisku podczas mundialu pracował przede wszystkim w obronie, co siłą rzeczy rzutuje na ilość pojedynków w ataku, dośrodkowań czy strzałów, a więc te aspekty, których zwykle wymaga się od zawodników na tej pozycji.
Bardzo podobna sytuacja przy ocenie napastników. Zarówno Milik, jak i Świderski więcej czasu niż w ataku obok Roberta Lewandowskiego spędzili na skrzydle lub tocząc pojedynki w obronie. Dwójką typowych napastników graliśmy rzadko. Często obok Lewandowskiego funkcjonował środkowy pomocnik – Zieliński.
W niedzielę czeka nas bardzo trudne zadanie. Liczę jednak, że pokażemy coś więcej w ataku. Ciekaw jestem, jak przyjmiemy ustawienie, jak role będą pełnić poszczególni zawodnicy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze