Tilda Swinton żyje na ekranie przez cztery stulecia. Po drodze zmienia płeć, epoki i społeczną rolę, ale pozostaje tą samą postacią. „Orlando” Sally Potter z 1992 roku to ekranizacja powieści Virginii Woolf, ale przede wszystkim bardzo osobista wizja kina – przewrotna, stylowa i świadomie wymykająca się prostym kategoriom. W październikowym repertuarze Centrum Kultury i Filmu im. Billy'ego Wildera czeka kolejny tytuł z cyklu, którego kuratorem jest nasz redaktor Tomasz.
„Orlando” to dowód jak wiele film potrafi powiedzieć obrazem i aktorską obecnością. Widać to szczególnie na dużym ekranie, gdzie łatwiej dostrzec kompozycję kadrów, pracę światła i szczegóły kostiumów Sandy Powell. Film otrzymał za nie nominację do Oscara.
Angielski arystokrata, ulubieniec królowej Elżbiety I, otrzymuje od niej niezwykły rozkaz: nigdy się nie zestarzeć. Tak zaczyna się czterowiekowa podróż Orlanda (Tilda Swinton) przez dworskie intrygi, wyprawy dyplomatyczne i wojny, w trakcie której bohater pewnego ranka budzi się jako kobieta, nie pytając dlaczego, i dalej żyje, kochana i zdradzana, walcząca o prawo do własnego majątku w świecie, który kobietom go odmawia.
Reklama
- opis polskiego dystrybutora, Gravity Films.
Nie jest to klasyczna opowieść o przemianie. Sally Potter wykorzystuje ten pomysł, żeby spojrzeć na historię z perspektywy kogoś, kto widzi ją niemal w całości. To sprawia, że „Orlando” po latach nadal przyciąga uwagę. Film nie próbuje udawać realistycznej epopei historycznej. Potter miesza kostiumowy przepych z ironią, fantastyką i współczesnym spojrzeniem na płeć oraz tożsamość.
Kolejne epoki są bardziej stylizowane niż rekonstruowane, a zmiana płci bohatera staje się sposobem na pokazanie, jak różnie społeczeństwo traktowało kobiety i mężczyzn. Film zachował przy tym własny język wizualny, który wyróżnia go spośród wielu ekranizacji literatury.
Praca nad filmem trwała znacznie dłużej niż same zdjęcia. Plan trwał zaledwie dziesięć tygodni, ale poprzedziły go cztery lata przygotowań: poszukiwanie lokacji, praca nad scenariuszem, dokumentacja i zdobywanie pieniędzy na realizację. Potter musiała też znaleźć sposób na przełożenie specyficznej narracji Woolf na język kina. Budżet produkcji sięgnął czterech milionów dolarów. Ostatecznie zdjęcia realizowano m.in. w Wielkiej Brytanii, Rosji i Uzbekistanie. Wykorzystano takie miejsca jak Blenheim Palace, Hatfield House czy historyczne centrum Chiwy.
Najważniejszym elementem filmu pozostaje jednak Tilda Swinton. Potter obsadziła ją, ponieważ aktorka potrafiła zagrać Orlando bez budowania całej roli na wyraźnym podziale między męską i kobiecą wersją bohatera. Swinton zmienia kostium, gesty i sposób poruszania się, ale zachowuje ciągłość postaci. Ta decyzja nadaje filmowi dodatkową warstwę – Orlando nie staje się kimś zupełnie innym, lecz nadal pozostaje sobą.
Orlando widzi, jak zmieniają się zasady społeczne, moda i oczekiwania wobec kobiet oraz mężczyzn. To połączenie literackiej fantazji z bardzo konkretną obserwacją społeczeństwa sprawia, że film nie zamknął się w swojej epoce.
Są filmy, które nie potrzebują metryki, bo to świat musi dopiero do nich dorosnąć. Kiedy wprowadzamy do polskich kin zrekonstruowany w 4K „Orlando”, robimy to z przekonaniem, że dziś ten film rezonuje z nami mocniej niż kiedykolwiek.
W epoce sporów o to, kim wolno nam być, Tilda Swinton patrzy w kamerę, burzy czwartą ścianę i przypomina, że pod warstwą narzuconych ról społecznych kryje się po prostu człowiek pragnący wolności. To zmysłowe święto kina z malarskimi kadrami Rodionova i muzyką Potter.Reklama
- tłumaczyła decyzję o wprowadzeniu filmu do polskich kin Agnieszka Łęska z Gravity Films.
Ważną rolę odgrywają także kostiumy i scenografia, jednak tytuł nie zalicza się do klasycznego filmu kostiumowego. Twórcy nie chcieli rekonstruować kolejnych epok z muzealną dokładnością. Zamiast tego stworzyli ich własne, rozpoznawalne wersje. Film pojawiał się nawet na wystawach poświęconych historii męskiego stroju
Ten zabieg sprawia, że „Orlando” działa również jako film o kinie – świadomy swojej umowności i wizualnej atrakcyjności. Po ponad trzech dekadach nadal można go oglądać nie tylko jako adaptację Woolf, lecz jako przykład tego, jak literatura może zostać przetworzona w całkowicie własny język filmowy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze