No i stało się. W niedzielę, spotkaniem Golden Street z Monterem, zainaugurowany został nowy sezon w Amatorskiej Lidze Powiatu Suskiego. Nie dla wszystkich pierwsze mecze były udane, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Ekipa Montera długo rozważała, czy przystąpi do wiosennej edycji ALPS. Ostatecznie stanęła na starcie i zaczęła z przytupem, bo choć nie wydawała się faworytem konfrontacji z Golden Street, to pokazała znakomity futbol.
To właśnie Monter otworzył wynik spotkania. A stało się to za sprawą bardzo aktywnego, przejawiającego dużą ochotę do gry, a wręcz głód piłki – Adriana Brytana. Co prawda na jego trafienie odpowiedział Ksawery Fidelus, ale dobrze operujący piłką Kurowianie nie tylko zrewanżowali się golem Łukasza Folęgi. Poszli za ciosem i po dublecie Adriana Brytana, którym ten skompletował hat-tricka mieli już trzy bramki przewagi.
Po golu Roberta Sumery Golden Street jeszcze na chwilę wróciła do gry. Trafienie samobójcze Mateusza Fronczaka pogrzebało już definitywnie ich szanse na korzystny rezultat.
- Weszliśmy w mecz bardzo dobrze. I pomimo, że mają dobry skład, to prowadziliśmy równorzędną grę. Dobrze bronił ich bramkarz. Do przerwy strzeliliśmy tylko jednego gola, a Goldeny zdołały wyrównać. Drugą połowę ponownie dobrze zaczęliśmy od gola na 2:1, a potem szybko na 3:1. Od tego momentu kontrowaliśmy grę, choć akcje szły w obie strony i oni mieli swoje sytuacje – mówi Tadeusz Copija, kapitan Montera.
Monter Kurów – Golden Street Sucha Beskidzka 5:2
Bramki: Brytan (3), Folęga, samobójcza – Fidelus, Sumera
* * * * * *
W drugim spotkaniu kolejki doszło do konfrontacji wagi ciężkiej. Wynik na pozór wskazuje na jednostronne widowisko. Niemniej Mucharz Team dał z Los Asfaltos naprawdę dobre widowisko.
Mucharz Team po dubelcie Pawła Wajdzika oraz golach Sławomira Tłoka, Sebastiana Tłoka, Jarosława Basiury, Dominika Gajdy i Piotra Bargiela prowadził już 7:0. Dopiero wówczas do jego siatki piłkę, po palcach bramkarza skierował Krystian Krzeszowiak, który jak się okazało zdobył honorowego gola dla Los Asfaltos. Można powiedzieć deklasacja. I owszem… Ale z drugiej strony byłoby to trochę krzywdzące dla Suszan i Artura Kachnica. Ci pierwsi wypracowali sobie bowiem sporo sytuacji bramkowych, ale właśnie bramkarz aktualnego wicemistrza ligi popisując się fenomenalnymi interwencjami długo zachowywał czyste konto. A, że drużyna z powiatu wadowickiego była skuteczna do bólu, to z minuty na minutę ich przewaga rosła. Zresztą to Sebastian Tłok był tym, który po trafieniu kapitana Los Asfaltos, ustalił rezultat.
Mucharz Team – Los Asfaltos 8:1
Bramki: S. Tłok (2), Wajdzik (2), Sł. Tłok, Basiura, Gajda, Bargiel – Krzeszowiak
* * * * * *
Powrót BVB Budzów do ligi, choć w mocno odmienionym składzie, nie wypadł nazbyt okazale. Niemniej pomimo wysokiej porażki z Nadwagassporem nie zamierzają składać broni.
O przewadze Lachowiczan nad Budzowianami najlepiej świadczy fakt, że ci drudzy pierwszego gola zdobyli, gdy przegrywali już 0:7. Finalnie skończyło się na triumfie Nadwagassporu 18:2 w czym największy udział miał Dominik Kachel, który zdobył jedną trzecią wszystkich bramek strzelonych przez jego zespół. Drugą jedną trzecią dołożyli na spółkę Marek Mikołajczyk i Kamil Ponikwia, popisując się hat-trickami. - Dla naszego zespołu to była bolesna porażka, szczególnie biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku rywalizacja była znacznie bardziej wyrównana. Mieliśmy swoje problemy, przede wszystkim brak bramkarza i ograniczoną liczbę zawodników na ławce rezerwowych, co wyraźnie wpłynęło na przebieg spotkania. Mimo wszystko nie zamierzamy się poddawać po tym meczu. Nasz zespół od zeszłego roku mocno się zmienił i przy pełnej frekwencji jesteśmy w stanie pokazać zdecydowanie więcej. Gratulacje dla Nadwagasspor za zwycięstwo 18:2 – podzielił się na gorąco odczuciami Dawid Polak, kapitan BVB Budzów
Nadwagasspor Lachowice – BVB Budzów 18:2
Bramki: Kachel (6), Mikołajczyk (3), Ponikwia (3), Toczek (2), Barcik, Cieślak, Rzeszótko, Skubel – Nowak, Ryszawy
* * * * * *
Na koniec Woodica zmierzyła się z debiutującą w ALPS Watahą. Zapowiadało się na gładką wygraną Juszczynian, którzy bronią mistrzostwa ligi. Tymczasem…
Woodica przystąpiła do rozgrywek w mocno odmienionym składzie niż ten, w jakim wychodziła na boisko jesienią. W jej szeregach nie ma już między innymi Arkadiusza Piątka, który przez kilka sezonów należał do najlepszych strzelców ALPS. Pomimo tych ubytków to Juszczynianie byli faworytami starcia z Watahą, która ma za sobą występy w lidze futsalu, ale na orliku jeszcze nie rywalizowała.
Zaczęło się zgodnie z „planem”. Jakub Stanek wykorzystał brak pewności bramkarza rywali i Woodica objęła prowadzenie. Tyle, że potem to Krystian Kowalski cieszył się z gola, a Kamil Trzebuniak wyprowadził Watahę na prowadzenie i na orliku w Suchej Beskidzkiej zapachniało niespodzianką.
Sytuację uspokoił Jakub Szpak, a po golach Roberta Rusina i Dominika Chorążego Woodica prowadziła już dwoma bramkami. Wataha nie poddała się. Walczyła, dosłownie gryzła, a do krwi zęby wbił Jacek Rak. Ostatnie słowo należało jednak do Dominika Chorążego.
- Strzelone bramki na początku meczu to babole obu bramkarzy. Odkupienie win przez poprzez obronę karnego i nasze prowadzenie, którego jednak nie udało się utrzymać. Dzisiejszy mecz pozwolił nam wyciągnąć wnioski, co musimy poprawić. Obiektywnie patrząc zaczynamy zupełnie nową drużyną, ale zrobimy wszystko, by móc wygrywać z najlepszymi. Dzisiejsze spotkanie pokazało, że możemy konkurować z najlepszymi – komentuje porażkę Łukasz Latoń, kapitan Watahy.
Woodica Juszczyn – Wataha Zawoja 5:3
Bramki: Chorąży (2), Stanek, Szpak, Rusin – Kowalski, Trzebuniak, Rak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze