Niedawno wiele uwagi brakom nocnych dyżurów aptek w powiecie suskim poświecono podczas sesji Rady Miasta Sucha Beskidzka i Rady Powiatu Suskiego. Omówiony przez nas temat odbił się szerokim echem.
1 stycznia weszła w życie nowelizacja ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, zwana potocznie ustawą refundacyjną, która wywróciła do góry nogami obowiązujący system dyżurowania aptek. Przed zmianami dyżur w nocy i w święta był dla apteki go pełniącej przymusowy i nieodpłatny, ale w Powiecie Suskim funkcjonował sprawnie, gdyż apteki w Suchej Beskidzkiej pełniły je solidarnie, a tym samym dzieliły się tym obowiązkiem. Zmiana przepisów spowodowała, że te zaprzestały dyżurowania i ten temat był właśnie omawiany przez radnych powiatowych i miejskich w Suchej Beskidzkiej.
Po naszym artykule poświęconemu temu problemowi z redakcją skontaktował się Mariusz Politowicz, który od 1988 roku jest farmaceutą pracującym w aptece. Od 2016 r. należy do Naczelnej Rady Aptekarskiej, w której zajmuje się ogólnopolskim problemem, czyli dyżurami aptek. Zauważa, że obowiązująca od 1 stycznia 2024 r. nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne (uPF) zmieniła anachroniczne przepisy o dyżurach aptek sięgające czasów PRL. - Przypomnę, że dyżury były (a z powodu przepisów przejściowych, w wielu powiatach nadal są) niepłatne oraz narzucane uchwałą Rady Powiatu (po zasięgnięciu opinii wójtów i burmistrzów – przeważnie pozytywnych – oraz Samorządu Aptekarskiego – przeważnie negatywnej). Warto zwrócić uwagę, że powiaty wyznaczały apteki do bezpłatnych dyżurów, bo mogły ignorować wszelkie obiektywne trudności leżące po stronie aptek. Co gorsza, nie ponosiły żadnych konsekwencji swych uchwał. Przemęczenie farmaceuty może spowodować zarówno rozstrój jego zdrowia, ale i pomyłkę, której skutkiem może być utrata zdrowia lub życia pacjentów. Dyżuruje przecież nie budynek, lecz człowiek – mówi Mariusz Politowicz.
Podkreśla, że apteki to niezależne firmy, które nie są własnością powiatu. Nie są też służbami państwowymi finansowanymi z budżetu państwa lub składek zdrowotnych (wojsko, policja, straż pożarna, pogotowie ratunkowe, szpitale). Przez wszystkie lata po upadku PRL-u, w tym państwowych aptek, nikt (!) nie płacił za dyżury. Ich całkowity koszt spoczywał na właścicielach aptek, a dyżury, szczególnie w mniejszych miejscowościach, nigdy nie były opłacalne. Standardem sprzedaży były i są testy ciążowe, kubki na mocz i prezerwatywy. Owszem, rozporządzenie Ministra Zdrowia przewidywało maksymalną opłatę w wysokości 3,2 PLN (trzy złote i 20 groszy), ale tylko za wydanie produktów leczniczych, na dodatek jedynie w porze nocnej, która nie była określona. Ww. produkty nie są produktami leczniczymi, a więc nie można było za nie pobrać wspomnianej opłaty. Jej wysokość była obraźliwie niska, więc wiele aptek nawet jej nie pobierało. Zdarzało się nawet, że w przypadku jej pobierania, oburzeni pacjenci oraz niektóre media publikowały artykuły o aptecznych “paragonach grozy”. – Właściciel sklepu kieruje się własnym interesem i skoro prowadzenie działalności w nocy nie przynosi mu zysku, to tego nie robi. Przyjęło się, że my mamy misję, ale my nie jesteśmy lekarzami. My nie ratujemy życia. Jeżeli ktoś znajduje się w sytuacji zagrożenia życia to jest przyjmowany do szpitala – tłumaczy Mariusz Politowicz.
Opłaty nie można było pobierać za dyżury w dzień, czyli niedziele, święta i inne dni wolne.
BRAKUJE FARMACEUTÓW
Jak przekazuje nasz rozmówca, według resortu zdrowia, na statystyczną aptekę w Polsce przypada poniżej 2 magistrów farmacji (farmaceutów), czyli jedynych osób uprawnionych do samodzielnej pracy w aptece. Technicy farmaceutyczni nie mają takich uprawnień. I to właśnie brak farmaceutów w Polsce jest podstawową, ale nie jedyną przyczyną braku dyżurów.
Nowe przepisy przewidują dobrowolność dyżurowania oraz zapłatę. Dobrowolność należy rozumieć jako suwerenną decyzję właściciela apteki, który ocenia, czy ma kim podjąć ryzyko wejścia w grafik dyżurów (około 150 PLN/h za 2 godziny w dzień roboczy od poniedziałku do soboty oraz 4 godziny w dni wolne, to nie jest zawrotna kwota). Tymczasem na podstawie danych, które za pośrednictwem Zintegrowanego Systemu Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi (ZSMOPL) w czasie rzeczywistym spływają do Ministerstwa Zdrowia, wiadomo, że obrót produktami leczniczymi w aptekach zanika po godz. 23. Dlatego Ustawodawca zrezygnował z obowiązkowych dyżurów nocnych. Mają być, jeśli taką uzasadnioną potrzebę zauważy powiat, tylko przez 2 h zegarowe w godzinach pomiędzy 19, a 23 (w dni robocze, czyli od poniedziałku do soboty), a przez 4 h pomiędzy 10, a 18 (w dni wolne). - Gdyby do dyżurów w dzień wolny (np. w godz. 10-14) wyznaczyć jedynego zatrudnionego farmaceutę, nie mógłby potem dyżurować np. w godz. 21-23. Kodeks pracy jest tu bezwzględny, bo nie pozwala, aby jednego dnia dwukrotnie rozpoczynać tzw. dobę pracowniczą – zauważa farmaceuta.
Należy podkreślić, że jeśli apteka zgodzi się dyżurować i na podstawie uchwały Zarządu Powiatu zawrze z NFZ umowę na finansowanie tych godzin musi dyżurować bez względu na okoliczności. W efekcie jeśli dyżurowała od np. maja, a np. w listopadzie jedyny tam zatrudniony farmaceuta złamie nogę lub jedyna farmaceutka ulegnie poważnemu wypadkowi samochodowemu, apteka będzie nieczynna. Na dodatek jej właściciel musi zwrócić Funduszowi cały zarobek uczciwie uzyskany z dyżurów od maja do momentu zaprzestania dyżurów. Nie ma wyjątków spowodowanych zdarzeniami losowymi.
TO SIĘ PO PROSTU NIE OPŁACA
Owszem, teoretycznie całonocne lub całodzienne dyżury są możliwe, jednakże ich obecny koszt musiałby być sfinansowany przez powiat. Według wyliczeń na podstawie zasad z obecnie obowiązujących przepisów, koszt rocznych dyżurów jednego powiatu wyniósłby ok. 700 tys. zł, w tym część płacona przez NFZ. - Oznacza to, że przez wszystkie poprzednie lata taki koszt ponosiły apteki. Czyli nie płacono im za dodatkową, odpowiedzialną oraz rzekomo niezbędną w nocy i święta pracę – mówi.
- Przyczyną ogólnopolskich problemów z dyżurami jest wspomniany na wstępie brak farmaceutów. Spowodowany jest także przez dotychczasowe dziesiątki lat traktowania ich jak „niewolników na swoim”, którzy bezpłatnie mają dyżurować dniami i nocami, bo „taki zawód sobie wybrali”. „Mają misję i etykę” oraz „wystarczająco dużo zarabiają w dzień, więc „troszeczkę” mogą dołożyć w nocy” , to cytaty z wielu posiadanych przeze mnie uzasadnień do uchwał rad powiatów albo z wypowiedzi radnych powiatowych lub starostów – przekazuje członek Naczelnej Rady Aptekarskiej. W jego ocenie tylko i wyłącznie zachęty dla aptek i farmaceutów są w stanie doprowadzić do zaistnienia dyżurów. – Obecnie sytuacja wygląda tak, jakby policjant dostawał wynagrodzenie tylko wtedy gdy łapie złodzieja, a strażak gdy gasi pożar lub udziela pomocy poszkodowanym w wypadkach. Na dodatek, aby mogli ją otrzymać musieliby najpierw wybudować za swoje pieniądze komisariaty i remizy, czy też kupić radiowozy i samochody gaśnicze – mówi.
Całodobowy Internetowy Sklep Medyczny AlmaMed.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze