16 września 2026 roku o godz. 14:04 Konstancja Głowacz z Jachówki spełniła jedno ze swoich największych marzeń. Stanęła na szczycie Mont Blanc, na wysokości 4810 m n.p.m. Droga na Dach Europy była dla niej nie tylko górskim wyzwaniem, ale również próbą wytrzymałości, charakteru i walki z własnymi słabościami.
Na co dzień Konstancja studiuje w Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu na kierunku instrumentalistyka, w specjalności skrzypce. Muzyka nie jest jednak jej jedyną pasją. Ważne miejsce w jej życiu zajmują także sport, bieganie i coraz wyższe góry.
Pomysł wejścia na Mont Blanc pojawił się około rok wcześniej. Początkowo był tylko marzeniem, jednak z czasem przerodził się w konkretny cel i motywację do działania.
– Rok temu był tylko pomysł. Marzenie, które z czasem stało się czymś znacznie większym. Czymś, co pomagało mi przetrwać najgorsze chwile i znaleźć w sobie siłę wtedy, kiedy wydawało mi się, że już jej nie mam – wspomina Konstancja.
Do ostatnich dni nie było jednak pewne, czy wyprawa zakończy się próbą zdobycia szczytu. Tydzień przed planowanym wejściem pogoda zaczęła się pogarszać, a prognozy zmieniały się praktycznie z dnia na dzień. Pojawiło się pytanie, czy warunki w ogóle pozwolą ruszyć w górę.
Ostatecznie nadszedł dzień próby. Początkowy stres wraz ze zdobywaniem kolejnych metrów ustąpił miejsca zmęczeniu i zwątpieniu. Szczególnie trudny moment przyszedł na wysokości około 4500 metrów.
Nogi stawały się coraz cięższe, a wysokość zaczynała dawać o sobie znać. Wtedy najważniejsza okazała się psychika.
– Próbowałam przestać myśleć o szczycie. Nie patrzeć tak daleko. Nie zastanawiać się, ile jeszcze zostało. Tylko jeden krok. Potem kolejny. I jeszcze jeden. Liczyłam je sobie i szłam. Bo zrozumiałam, że tego dnia nie wejdę na Mont Blanc siłą nóg. Wejdę siłą głowy – relacjonuje.
Reklama
Krok za krokiem zbliżała się do celu. W pewnym momencie zwątpienie ustąpiło, a pojawiła się energia, której chwilę wcześniej brakowało.
16 września, dokładnie o godz. 14:04, Konstancja Głowacz stanęła na szczycie Mont Blanc – 4810 metrów nad poziomem morza.
– Chciało mi się płakać, krzyczeć i śmiać jednocześnie. Niedowierzanie, radość, ulga – wszystko naraz. Pamiętam tylko jedną myśl: „Boże. Zrobiłam to. Mont Blanc. 4810 metrów” – wspomina.
Jak przyznaje, tego dnia zdobyła jednak coś więcej niż górski szczyt.
– Prawda jest taka, że nie zdobyłam wtedy tylko góry. Zdobyłam kawałek siebie. I chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że mam w sobie znacznie więcej siły, niż mi się wydaje – podkreśla.
Jednym z momentów, które szczególnie zapisały się w jej pamięci, było przejście przez Grand Couloir. Spadające kamienie przypomniały jej o potędze gór i o tym, jak niewielki jest wobec nich człowiek.
– Jesteśmy tylko pyłkiem. I chyba właśnie wtedy po raz pierwszy tak mocno poczułam, jak kruche jest życie. Jak niewiele potrzeba, żeby wszystko, co na dole wydaje się ważne, nagle przestało mieć znaczenie – przyznaje.
Reklama
Wyprawa pozwoliła jej również spojrzeć z zupełnie innej perspektywy na codzienność. Kilka dni bez prysznica i bieżącej wody, noclegi w kilkunastoosobowych pokojach, herbata pita z miski czy bardzo proste warunki sprawiły, że rzeczy istotne na co dzień przestały mieć znaczenie.
– Nie ma znaczenia, jaki masz samochód. Jaki masz tytuł. Ile masz pieniędzy. Kim jesteś na dole. Liczą się Twoje marzenia, Twoje cele i góra, na którą właśnie próbujesz wejść. I ludzie – mówi Konstancja.
To właśnie relacje między ludźmi stały się dla niej jednym z najważniejszych doświadczeń wyprawy. Jak zauważa, osoby, które jeszcze chwilę wcześniej się nie znały, w górach potrafią na siebie czekać, pomagać sobie i podawać rękę w trudnych momentach.
– Nikt nie musi być lepszy od nikogo. Bo w górach wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi. I chyba właśnie to pokochałam najbardziej – dodaje.
Mont Blanc stał się początkiem jej przygody z wysokimi górami. Konstancja nie zamierza jednak ograniczać swoich sportowych wyzwań wyłącznie do zdobywania szczytów. Jest również w trakcie realizacji Korony Polskich Półmaratonów.
W tym sezonie przebiegła już cztery z pięciu wymaganych półmaratonów. Ostatni z nich planuje ukończyć 11 października w Krakowie. Tym samym chce skompletować wymagane biegi i zdobyć medal Korony Polskich Półmaratonów.
W drodze na Mont Blanc nie była sama. Szczególne podziękowania skierowała do Przemka Wójcika, który towarzyszył jej podczas wyprawy.
– Dziękuję, że byłeś obok. Za każdy krok, za spokój wtedy, kiedy moja głowa mówiła „nie dam rady”, i za to, że pomogłeś mi dojść tam, gdzie rok temu nawet nie wiedziałam, czy będę miała odwagę spróbować – napisała.
Podziękowała również swoim rodzicom za wsparcie od początku realizacji górskiego marzenia. Szczególne słowa skierowała do mamy.
– Bez Ciebie ta wyprawa nie byłaby możliwa. Za Twoją wiarę we mnie, wsparcie i wszystko, co zrobiłaś, żebym mogła znaleźć się właśnie tam – dziękuję Ci z całego serca – podkreśliła.
Reklama
16 września 2026 roku, godz. 14:04, wysokość 4810 metrów. Dla Konstancji Głowacz z Jachówki te liczby oznaczają spełnienie jednego z największych marzeń. Jednocześnie Mont Blanc nie jest dla niej zakończeniem pewnego etapu, lecz początkiem kolejnego.
– Góry zdecydowanie są moim miejscem. Nie dlatego, że jest tam łatwo. Tylko dlatego, że tam wszystko staje się prostsze, prawdziwsze i ważniejsze. Mont Blanc nauczył mnie, że czasem całe życie może zmienić jeden kolejny krok – podsumowuje.
A po zdobyciu Dachu Europy Konstancja już patrzy w stronę kolejnych wyzwań. Jak sama przyznaje, jej prawdziwa przygoda z wysokimi górami dopiero się zaczyna.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze