W pierwszą sobotę sierpnia nasz portal w roli głównego partnera medialnego i technologicznego towarzyszył Milenie Łazarz w niezwykłym wyzwaniu - przepłynięciu 18 km od Gdyni do Helu. Celem przeprawy było wsparcie zbiórki na budowę integracyjnej siłowni plenerowej dla dzieci i młodzieży z OREW Juszczyn. Od samego rana rozpoczęliśmy wspólne kibicowanie i specjalna transmisję na żywo ze Strefy Kibica, która powstała w Makowskim Centrum Kultury.
Gościnią prowadzących Macieja Krzyśkowa i Ernesta Durki była Ewa Wrona, sportowczyni 2023 roku w naszym plebiscycie, która przez lata trenowała pływanie razem z Mileną Łazarz. Dziś obie są już na innym etapie sportowej drogi, ale wspólne treningi, obozy i wyjazdy pozostają ważną częścią ich historii.
W rozmowie Ewa opowiada o przyjaźni z Mileną, wymagających treningach, przygotowaniu psychicznym do pływania, wartościach, jakie dał jej sport, a także o celu, którym jest rekord Polski.
Pełny wywiad dostępny jest w transmisji z wyzwania Mileny. Poniższa wersja została zredagowana z zachowaniem najważniejszych wypowiedzi z materiału źródłowego.
Ewa Wrona: Na pewno czuję dużą dumę, bo to jest jednak bardzo duże wyzwanie. Na morzu są jeszcze fale i prądy. Powiem szczerze, podziwiam ją, bo myślę, że ja bym nie dała rady. Też wiem, jak to wygląda, bo moja siostra pływała na wodach otwartych.
Właśnie teraz nie miałyśmy jakiejś dłuższej rozmowy. Wydawała się jednak tym wszystkim bardzo szczęśliwa, bo widać, że robi to dlatego, że ją to cieszy i że chce pomagać. Nie robi tego po to, żeby się jakoś pokazać czy coś w tym stylu. Myślę, że dużo bardziej wartościowa jest właśnie jej postawa.
My byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, kiedy przeszłam do UKS. To było chyba w 2016 roku. Przyjaźniłyśmy się długo, kiedy obie tam trenowałyśmy. To są raczej same pozytywne wspomnienia. Na obozach byłyśmy zawsze razem w pokoju.
Potem jakoś to się posypało, kiedy przeszłyśmy w podobnym czasie do Unii Oświęcim. Tam jednak obie byłyśmy w innych klasach. Ona poszła rok wcześniej, mimo że jesteśmy z tego samego rocznika, więc była w wyższej klasie.
Trochę się to oddaliło, ale wcześniej byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami w dzieciństwie. Jeździłyśmy razem do Energylandii z moimi rodzicami. W okresie kwarantanny dojeżdżałyśmy też na treningi do Żywca, bo u nas basen był zamknięty. Wtedy zawsze razem jeździłyśmy i bardzo dobrze to wspominam.
Ciężko mi powiedzieć, bo ona zawsze miała wysokie ambicje, już odkąd była taką dziewczynką. Myślę, że byłaby w stanie w to uwierzyć.
Pływanie to jest akurat taki sport, że ta samodyscyplina jest bardzo potrzebna. Nie oszukujmy się, wchodzenie do zimnej wody o 6 rano nie jest najprzyjemniejszą częścią dnia.
Jak teraz czasem jestem w Katowicach i porównujemy, kiedy zaczęliśmy trenować rano, to jaw stosunku do innych sportowców zaczęłam późno. Dopiero w ósmej klasie.
Wcześniej też się to zdarzało. Chyba w siódmej albo szóstej klasie chodziłam na treningi rano, ale to była kwestia jednego treningu w tygodniu. Takie regularne treningi, cztery razy w tygodniu rano plus sobota, zaczęłam w ósmej klasie podstawówki, kiedy przeszłam do SMS-u w Oświęcimiu.
Tak. Dwa razy dziennie.
Na początku na pewno. Ale potem to już wchodzi w krew. Staje się rutyną.
Teraz mam wakacje i półtora miesiąca przerwy, to człowiek trochę się rozregulowuje. Potem, kiedy we wrześniu wchodzę w sezon, pierwszy tydzień jest ciężki, bo zmienia się cykl dnia. Później są już schematy, które powtarzam. Myślę, że od około ośmiu lat.
W kwestii diety, przynajmniej w moim przypadku, bo nie wiem, jak to wygląda u innych sportowców, nigdy nie miałam problemu z przybieraniem na wadze. Zawsze raczej miałam problem w drugą stronę, bo nie mogłam przytyć.
Jakoś specjalnie dietą się nie przejmuję. Nie mam na myśli czegoś takiego, że jem same fast foody, bo jednak jest ta rozwaga. Nie jest to jednak jakieś chorobliwe liczenie kalorii, pilnowanie, żeby było odpowiednio dużo białka i żeby wszystko się zgadzało.
Czuję się dobrze na treningach, więc zostaje po prostu tak, jak jest. Mam takie mocno ludzkie podejście, a nie typowo sportowe. Różnie to wygląda u różnych zawodników, ale nie chcę się jakoś specjalnie tym przejmować, zwłaszcza że nigdy nie miałam problemów z wagą.
Zdecydowanie odporność psychiczna.
Przygotowanie fizyczne też jest bardzo ważne, ale to jest w ogóle nieporównywalne. Mam świadomość, jak to wyglądało, kiedy w sezonie mieliśmy więcej kilometrów, trochę większy metraż. Pływaliśmy pięć kilometrów i już głowa siadała pod koniec treningu, bo to były naprawdę męczące treningi.
To się wyjątkowo dłużyło, kiedy siedziało się dwie godziny w wodzie i była świadomość, że trzeba dalej pływać. To naprawdę się dłuży i wydaje mi się, że dużo cięższe jest to psychicznie.
Według mnie trzeba przygotować głowę. Trzeba też obrać sobie konkretne cele, bo wiadomo, że momentami jest ciężko. Trzeba mieć świadomość, że będzie ciężko, ale po to, żeby później były jakieś efekty.
Uważam, że to jest potrzebne. Myślę jednak, że da się też poradzić z tym samemu. My na kadrze mieliśmy psychologa sportowego. Był taki moment, że na kadrach juniorskich były normalnie spotkania z psychologiem sportowym, żeby sprawdzić, czy zawodnicy mają dobre nastawienie do pływania.
Przede wszystkim samodyscyplinę. Umiem się zebrać, umiem sobie wyznaczyć cele i do nich dążyć.
Widzę, jak byłam w normalnym liceum, jaka jest różnica w nastawieniu do takich podstawowych rzeczy. Mam na myśli na przykład wstawanie, żeby zebrać się na trening, żeby zebrać się do czegoś konkretnego. Mam świadomość, jaka jest różnica między osobami, które trenowały, a osobami, które nie poszły w sport, tylko na przykład w coś innego. Pływanie wyjątkowo uczy samodyscypliny.
Ja w ogóle nie wpadłabym na coś takiego, ale to jest bardzo dobra inicjatywa. Naprawdę pomaganie poprzez coś, w czym jesteśmy dobrzy, i poprzez coś, co potrafimy robić, ma sens.
Takie inicjatywy zawsze są i będą dobre. Ważne też, żeby mieć pomysł i jakoś to zorganizować, żeby się udało. Powiem szczerze, że ja bym na coś takiego nie wpadła i myślę, że to była bardzo dobra inicjatywa.
Nie wiem, czy bym dała radę. Ciężko mi powiedzieć, bo nigdy nie pływałam na wodach otwartych, więc nie mam takiego porównania.
W basenie, gdyby głowa zadziałała, to udałoby się. Tylko nie mam pojęcia, jak wygląda pływanie na takich wodach otwartych. Nigdy nie pływałam nawet po jakichś jeziorach, a co dopiero w morzu.
Ja nigdy tak nie pływałam, żeby ciągiem płynąć. Jeśli chodzi o najwięcej kilometrów na jednym treningu, to chyba było siedem kilometrów. To było na kadrze w Poznaniu.
Wtedy jeszcze było tak, że to był ranny trening, a później był jeszcze popołudniowy, więc znowu to samo.
Jak tylko macie możliwość i są takie możliwości w domu, to idźcie w ten sport. Tyle razy słyszałam, że ktoś mi zazdrości, że mam coś swojego. Znajomym brakuje takiej części swojego życia, na przykład pływania czy jakiegoś innego sportu.
Idźcie w to, jak tylko macie możliwość, bo na późniejszym etapie to naprawdę pomaga. Też nie miałam takiego problemu, kiedy każdy zastanawiał się, co będzie robić w przyszłości, bo ja miałam tę otwartą drogę, przynajmniej w tym kierunku.
Musiałam zrobić jeszcze minimum w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ja i trener byłyśmy nastawione na to, że na pewno je zrobimy, bo w życiu nie byłam w takiej dobrej formie. To, jak pływałam na treningach, nigdy wcześniej nie było tak dobre.
Dwa tygodnie przed Ostrowcem Świętokrzyskim dostałam jednak anginy ropnej.
Antybiotyk na dwa tygodnie.
Musiałam zrobić minimum A, a miałam minimum B. Musiałam zrobić minimum A. Byliśmy przygotowani na to, że raczej to minimum będzie, ale dostałam jeszcze antybiotyk – pierwszy na tydzień. Nie zadziałał i musiałam dostać drugi.
To już w ogóle wybiło mnie z rytmu. Mimo wszystko na tych mistrzostwach potem całkiem dobrze. Myślałam, że będzie jednak trochę słabiej po tych antybiotykach, więc nie jest aż tak źle.
Może tak miało być. Może po prostu musi być coś większego na kolejny sezon.
Mam nadzieję, że w kolejnym sezonie będzie jeszcze lepiej. Powiem szczerze, chciałabym w końcu zrobić jakiś rekord Polski. Na 200 metrów jest blisko i ten rekord jest bardzo długo niepobity.
Długofalowo na pewno chciałabym zrobić rekord Polski na 200 metrów żabką, czy na krótkim, czy na długim basenie. To jest jednak zapisanie się w historii polskiego pływania. Już nie chodzi na przykład o czwarte wyniki, tak jak było dotychczas na 100 i 50 metrów żabką. To jest najlepszy wynik w kraju, w ogóle w historii. Chciałabym w końcu to zrobić, bo nie mam żadnego rekordu i tego mi brakuje.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze