29 marca 2003 roku to wielka data w historii Babiej Góry Sucha Beskidzka. Właśnie w tym dniu na stadionie przy ulicy Mickiewicza odbył się mecz, który zapadł na bardzo długo w pamięci zawodnikom, którzy w tamtym czasie reprezentowali suską drużynę, ale także i jej ówczesnemu trenerowi Grzegorzowi Kmicie.
Na początek krótki rys historyczny. Cofamy się w czasie o 20 lat. Od 5,5 roku właścicielem Wisły Kraków jest Bogusław Cupiał, a Biała Gwiazda w tym czasie zdominowała rozgrywki w polskiej lidze. Łącznie w latach "ery Cupiała" Wisła Kraków sięgała ośmiokrotnie po mistrzostwo Polski. Sezon 2002/2003 był trzecim, w którym dowodzona wówczas przez Henryka Kasperczaka drużyna, wygrała mistrzostwo Polski. To był ten sezon, w którym Wisła najpierw wyeliminowała z europejskich pucharów AC Parmę, Schalke Gelsenkirchen i zatrzymała się dopiero w 1/8 Pucharu UEFA na Lazio Rzym.
I właśnie w tym sezonie, rezerwy Wisły zawitały do Suchej Beskidzkiej w bardzo silnym osobowo składzie. Z jednej strony wizyta rezerw krakowskiego klubu nie była niczym nowym - w poprzednim sezonie Wisła II Kraków także odwiedziła Suchą Beskidzką i wygrała 5:0. Gole dla Białej Gwiazdy zdobywali wówczas: Łukasz Łach, Ibrahim Sunday, Karol Wójcik (dwie) i Dominik Husejko. W rewanżu, Wisła wygrała 3:0.
W sezonie 2002/2003 również doszło do dwóch ligowych potyczek Wisły Kraków z Babią Góra Sucha Beskidzka. Pierwszy mecz tych drużyn odbył się 21. sierpnia na stadionie Wawelu Kraków. Spotkanie z trybun w pierwszej połowie obserwował trener Henryk Kasperczak, a w składzie Wisły znaleźli się: Mauro Cantoro, bracia Brożkowie czy Daniel Dubicki. To był mecz, w którym Babia Góra mocno postawiła się Wiśle i do 89 minuty utrzymywał się wynik 2:2. Wynik spotkania już w 2. minucie otworzył Paweł Brożek, ale sześć minut później po szybko rozegranym rzucie wolnym, do wyrównania doprowadził Marek Zajda. Na prowadzenie wiślaków wyprowadził Adam Paluszek, chociaż ten gol nie powinien zostać uznany, bo zawodnik Wisły wcześniej pomógł sobie ręką przy opanowaniu tej piłki. Do wyrównania doprowadził Jacek Wajdzik. W drugiej połowie Wisła osiągnęła zdecydowaną przewagę, ale przez długi czas nie potrafiła skruszyć muru czasami rozpaczliwie broniącej się Babiej Góry. Dopiero w 89. minucie celnym strzałem głową Dubicki wyprowadził na ponowne prowadzenie krakowską drużynę. W doliczonym czasie fantastyczną, indywidualną akcję przeprowadził Piotr Brożek i zapewnił Wiśle dwubramkowe zwycięstwo.
Jest sobota 29. marca 2003 rok. Trwa przerwa w rozgrywkach wówczas 1. ligi, gdyż w tym samym dniu reprezentacja Polski rozgrywa w Chorzowie mecz w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy 2004 z Węgrami. Polska zagrała wówczas w składzie: Jerzy Dudek, Maciej Stolarczyk, Tomasz Hajto, Jacek Bąk, Radosław Kałużny, Kamil Kosowski, Piotr Świerczewski (to był jego ostatni mecz w kadrze), Mirosław Szymkowiak, Emmanuel Olisadebe, Marcin Zając i Marcin Kuźba. Zawodnikami Wisły byli wówczas: Stolarczyk, Kosowski, Szymkowiak, Kuźba. Byłby pewnie i piąty w składzie Biało-Czerwonych - Maciej Żurawski, gdyby z udziału w tym spotkaniu nie wykluczyła go kontuzja. W reprezentacji Polski grali w tamtym czasie także Marcin Baszczyński czy Arkadiusz Głowacki.
W tym samym dniu Wisła Kraków wobec przerwy w terminarzu, rozgrywa sparing z Odrą Wodzisław. Po jego zakończeniu zapadła decyzja, że niektórzy zawodnicy z pierwszego składu Wisły pojadą jeszcze na mecz rezerw. Do Suchej Beskidzkiej.
Tymczasem Babia Góra Sucha Beskidzka po rundzie jesiennej sezonu 2002/2003 zajmowała dwunaste miejsce z dorobkiem 18 punktów. W przerwie zimowej doszło do zmiany szkoleniowca. Miejsce Jacka Stróżaka zajął Grzegorz Kmita.
- Trafiłem do Suchej Beskidzkiej po "linii kolejowej". Pracowałem w zakładzie taboru w Krakowie. Mogę powiedzieć, że na szczęście, bo wszyscy wiemy, jak wygląda praca trenera i jak ważne jest mieć oprócz niej stały dochód. Jak podpisuje się kontrakt, to już w biurku prezesa leży wypowiedzenie, tylko jeszcze nie wiadomo z jaką datą (śmiech). W zakładzie pracowało ze mną kilka osób z Suchej Beskidzkiej. Zaczęli się mnie pytać, czy nie przyszedłbym trenować Babiej Góry. W tamtym czasie akurat zakończyłem pracę w Cracovii, do której przyszedł Janusz Filipiak z Wojciechem Stawowym. Odpowiedziałem, że czemu nie? Po kilku telefonach pojawiłem się w Suchej Beskidzkiej, a miało to miejsce między świętami i nowym rokiem w 2002 roku - mówi Grzegorz Kmita.Reklama
Trener Kmita zabrał się ostro do pracy. Podczas obozu przygotowawczego, zawodnicy Babiej Góry trenowali dwa razy dziennie - popołudniu i wieczorem.
- Niektórzy pracowali, niektórzy się uczyli, ale po swoich obowiązkach pojawiali się na stadionie. Zorganizowałem obóz dochodzeniowy w Suchej Beskidzkiej. Pracowaliśmy najpierw w terenie lub na siłowni. Mieliśmy zorganizowane posiłki na stołówce kolejowej. Po chwili odpoczynku, mieliśmy zajęcia teoretyczne. Pamiętam, że poszliśmy do burmistrza, pana Stanisława Lichosyta, żeby załatwić sprzęt audio do odpraw. Z czymkolwiek byliśmy u niego, to zawsze podchodził do wszystkiego z dużym zrozumieniem i chęcią pomocy. Nadal jest burmistrzem? Mogę zatem pogratulować i porównać do prezydenta Krakowa, Jacka Majchrowskiego, pod względem kadencji i życzyć kolejnych. Wracając do treningów, to wieczorem spotykaliśmy się w hali ZS im. Walerego Goetla i tam trenowaliśmy do 21:30. Czasami w Cracovii musieliśmy trenować w salkach gimnastycznych, a wielkość wspomnianej hali w Suchej naprawdę robiła wrażenie. Była też słynna "pętelka" do przebiegnięcia po Suchej Beskidzkiej, chociaż ja nazywałem ją zabawą ruchową. Zawodnicy mówili, że to dla nich ściana płaczu. Na pewno sobie przez to dorobili trochę zdrowia. Czasem musieli też walczyć ze śniegiem czy zmrożoną nawierzchnią. Nie było zmiłuj, cały czas byli monitorowani i nie mogli pokonać trasy na skróty. Trasę pokazał mi Aleksander Mętel, z którym pracowałem w biurze na kolei. Cóż, takie były wtedy metody treningowe, teraz wygląda to troszeczkę inaczej - przyznał ówczesny trener Babiej Góry.Reklama
Na inaugurację rundy wiosennej, Babia Góra przegrała na wyjeździe z Przebojem Wolbrom 0:1 po golu strzelonym w 88. minucie przez Marcina Wacha. W następnej kolejce do Suchej Beskidzkiej przyjechała Wisła II Kraków. Goście rozpoczęli tamto spotkanie w składzie: Adam Piekutowski, Grzegorz Kaliciak, Hubert Skrzekowski, Adrian Mrowiec, Kamil Kuzera, Piotr Brożek, Bartosz Iwan, Kazimierz Moskal, Grzegorz Pater, Paweł Brożek, Tomasz Frankowski. W drugiej połowie na murawie pojawili się zdobywcy goli w meczu z Babią Górą z poprzednich rozgrywek, czyli Wójcik, Łach oraz Marcin Szałęga. W kadrze pierwszej drużyny Wisły znajdowali się wówczas: Piekutowski, Kaliciak, Piotr Brożek, Kuzera, Moskal, Pater, Paweł Brożek i Frankowski.
- Wisła Kraków w tamtym czasie to był inny świat. Rozmawiałem po meczu z Antkiem Szymanowskim, który prowadził wówczas rezerwy krakowskiej drużyny. Przyznał, że to, co my do tamtego momentu uprawialiśmy w Polsce, to było amatorstwo. Był to najlepszy okres Wisły za czasów Henryka Kasperczaka. Mecz ten oczywiście utkwił mi głęboko w głowie, bo moim zawodnikom przyszło się zmierzyć z zawodowcami. Co mogę wtedy powiedzieć drużynie? Że to tacy sami ludzie jak wy i musicie podjąć rękawicę. Nie byłem zwolennikiem tego, co dzisiaj niestety często oglądamy, czyli stawiamy "autobus" w polu karnym, gramy lagę do przodu, a nuż coś się zdarzy. Wiedzieliśmy, że ludzie przyjdą popatrzyć na dobry futbol. Mecz odbywał się pod koniec marca, ale boisko było bardzo dobrze przygotowane - powiedział Grzegorz Kmita.Reklama
Andrzej Dudek, Jan Pietrusa, Jacek Stróżak, Emil Sitarz, Bartłomiej Sałapatek, Tomasz Ścieszka, Grzegorz Sitarz, Marek Zajda, Daniel Cichy, Wojciech Kołodziej i Tomasz Świerkosz - tak prezentowała się wyjściowa jedenastka Babiej Góry na tamto spotkanie. W drugiej połowie na placu gry pojawili się: Piotr Kłapyta, Jacek Sitarz, Tomasz Brańka i Marek Kwak.
- Różnica na boisku między zawodnikami była widoczna pod każdym względem, ale dzięki ambicji i woli walki próbowaliśmy przeciwstawić się wiślakom. Przy większych umiejętnościach czy łucie szczęścia, mogliśmy pokusić się o gola. Oczywiście, nawet gdyby Babia Góra go zdobyła, to i tak byłoby trudno utrzymać korzystny rezultat. Przegraliśmy 0:5 i była to honorowa porażka. Szkoda, że nie udało się nam chociaż raz trafić do bramki. Wisła przyjechała z doświadczonymi zawodnikami, ale i też i wieloma młodymi, którzy w przyszłości bardzo dobrze prezentowali się w składzie pierwszej drużyny Białej Gwiazdy - dodał Kmita.Reklama
Mecz mógł się dobrze zacząć dla Wisły, ale po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w słupek trafił Iwan. Pierwszą dogodną okazję dla Babiej Góry nie wykorzystał Kołodziej, który po podaniu od Zajdy, mógł się znaleźć oko w oko z Piekutowski. Napastnika Babiej Góry zastopował jednak Kuzera.
- Sytuacja ta najbardziej utkwiła mi w głowie. Kuzera wyrósł wtedy jak spod ziemi i skasował mi piłkę. Po chwili dostałem ochrzan od Marka Zajdy za zmarnowaną okazję. Nie można też nie zapomnieć z tego spotkania pięknych goli zdobytych przez Franka (Tomasza Frankowskiego - przyp. red.). To był fajny czas, w którym mieliśmy zgraną paczkę, a trenował nas Grzegorz Kmita - wraca wspomnieniami do tego spotkania Wojciech Kołodziej.Reklama
Kolejna okazja dla Wisły to minimalnie niecelny strzał głową Pawła Brożka. Chwilę później kibiców zgromadzonych na stadionie przy ulicy Mickiewicza mógł i powinien uszczęśliwić Świerkosz, który jednak nie wykorzystał prezentu od Piekutowskiego.
- Liczyłem na to, że możemy zaskoczyć Wisłę po stałych fragmentach gry. Liczyłem również na Świerkosza, że swoją dynamiką może stworzyć zagrożenie pod bramką. I to mu się udało, ale po zabawie Piekutowskiego starał się uderzać piętą, zamiast zabrać się z piłką do środka... Miałby wtedy przed sobą tylko pustą bramkę. Wybrał jednak inny wariant - żałował Grzegorz Kmita.Reklama
Była też i sytuacja Zajdy, który po podaniu od Cichego, nie trafił w bramkę wiślaków.
- Dla mnie mecz z Wisłą Kraków był dodatkowym przeżyciem, bo jestem jej kibicem. Jeżdżę na mecze i dopinguję Białą Gwiazdę. Dla mnie mecz z Wisłą był czymś szczególnym, bo mogłem zagrać przeciwko zawodnikom, których wcześniej oklaskiwałem przed telewizorem czy z wysokości trybun. Jak zobaczyłem, jacy zawodnicy przyjechali do Suchej Beskidzkiej na ligowy mecz, to się bardzo ucieszyłem. Byłem dumny z udziału w takim pojedynku. Co mi najbardziej utkwiło w pamięci? Po jednym z rzutów rożnych, jeden z wiślaków wyskoczył tak wysoko do góry, że jego nogi znajdowały się na wysokości mojej głowy! Wydawało się nam, że jesteśmy sprawni, ale piłkarze Wisły byli trzy razy szybsi. Wyglądaliśmy przy nich, jak chłopcy z podwórka. Po zakończeniu meczu chcieliśmy chwilę z wiślakami porozmawiać. Pamiętam, że świetnie zachował się Pater, który nie dał odczuć, jakim to nie jest piłkarzem. Świetnie się z nim rozmawiało. Zawiodłem się za to na Frankowskim, który tylko powiedział cześć, podał rękę i tyle go było widać - mówi Daniel Cichy.Reklama
W 19. minucie po raz pierwszy skapitulował Dudek. Trójkowa akcja Moskala-Piotra Brożka i Pawła Brożka kończy się trafieniem tego ostatniego. Kilka minut później strzałem z dystansu zaskakuje Dudka Frankowski. Kontaktową bramkę dla Babiej Góry mógł strzelić Świerkosz, ale dobrze w tej sytuacji zachował się Piekutowski, który skrócił kąt i strzał napastnika suskiej drużyny poszybował obok bramki. W kolejnych fragmentach spotkania Wisła osiągnęła zdecydowaną przewagę, lecz mimo stworzonych kilku szans, ani razu nie była w stanie umieścić piłkę w bramce. Na przeszkodzie stawał albo Dudek, albo słupek (strzał Frankowskiego) albo po prostu goście się mylili. Ostatnie słowo w tej części gry należało do Babiej Góry, a konkretnie do Tomasza Ścieszki, który zdecydował się na strzał z dystansu, lecz futbolówka trafiła w poprzeczkę.
- Szkoda, bo miałbym dodatkowy miły akcent po tym spotkaniu. Cały mecz oczywiście zapisał się w mojej pamięci, ze względu na nietypowy skład Wisły. Trener Kmita przyznał, że trudno będzie nam liczyć na korzystny wynik, ale wychodzi się na boisko po to, żeby walczyć o punkty. Każdy mecz zaczyna się przecież od bezbramkowego wyniku. Byliśmy w bojowych nastrojach. Zresztą trener starał się rozładować atmosferę, bo kiedy Wisła przyjechała na nasz stadion i wiedzieliśmy z kim przyjdzie nam się zmierzyć, to on się ich pytał, czy jeszcze kogoś tam nie przywieźli i go nie zostawili w autobusie (śmiech). Kryłem w tamtym spotkaniu Patera i przyznam, że trudno się było przy nim dobrze zaprezentować. Nie tylko on mi zapadł w pamięci. Niesamowicie zagrał Frankowski i nie chodzi tylko o efektowne gole, które strzelał. Dla Wisły ten mecz był bardziej jednostką treningową, a dla nas, dla zawodników, którzy na co dzień czy to w IV-lidze czy wcześniej w okręgówce, to było coś wyjątkowego - powiedział Tomasz Ścieszka.Reklama
W przerwie spotkania w szatni Babiej Góry nie było nerwowych ruchów, bo być nie mogło.
- Powiedziałem, żeby dalej próbowali i walczyli o honorowe trafienie. Pochwaliłem za zaangażowanie - powiedział Kmita.
Mecz kończy się wygraną Wisły II Kraków 5:0. Jak to spotkanie wspomina kapitan Babiej Góry, Grzegorz Sitarz?
- Uważam, ze wyszliśmy za bardzo spięci na murawę. Mogliśmy ugrać więcej, a nie wiemy przecież, jakby potoczył się ten mecz, gdyby Tomek Świerkosz trafił w tej pamiętnej sytuacji? Mimo że boisko nam sprzyjało, to Wisła lepiej się na nim prezentowała, bo jej zawodnicy byli dużo lepsi techniczne. Pamiętam sytuację, gdy założyłem siatkę Kaliciakowi, a ten mnie następnie "wyciął jak złoto". Pamiętam też pięknego gola zdobytego przez Frankowskiego. Na trybunach było dużo kibiców i tylko szkoda, że nie byliśmy mniej zestresowani, bo wtedy porażka mogła być mniejsza - przyznał Sitarz.
Wisła II Kraków z opisywanego spotkania była najtrudniejszym przeciwnikiem, z jakim podczas przygody z piłką zmierzył się Jacek Stróżak.
- To była niesamowita ekipa, w końcu tam byli reprezentanci Polski i bezwzględnie najtrudniejszy rywal, przeciwko któremu kiedykolwiek zagrałem. Babia Góra również miała doświadczonych zawodników, ale odczuwaliśmy w stosunku do piłkarzy Wisły duży respekt. Nogi się pod nami uginały. Fajnie było zagrać przeciwko takiej drużynie - powiedział Stróżak.
Wiele pojedynków z Frankowskim czy Pawłem Brożkiem stoczył w tamtym spotkaniu Emil Sitarz.
- Frankowski z Brożkiem bardzo fajnie współpracowali. Piłka między nimi chodziła, tak jak chcieli. Bez względu na wynik, zawsze bardzo fajną sprawą jest to, że można zagrać z Wisłą Kraków. Rozmowy w trakcie meczu z rywalem? Nie było na to czasu - powiedział Emil Sitarz.
Mecz z Wisłą II Kraków był wielkim przeżyciem zwłaszcza dla młodych zawodników Babiej Góry. Jednym z nich był Jan Pietrusa.
- Zdawaliśmy sobie sprawę, że Wisła przyjedzie w mocnym składzie, ale nie spodziewaliśmy się, że aż w takim. Mecz był wielkim wydarzeniem dla mnie, całego klubu i nie tylko. Stresowałem się, że przyjdzie mi grać naprzeciw takim zawodnikom. To była nowość dla młodego kopacza piłki na tym szczeblu rozgrywek. Przez cały mecz się broniliśmy, a i tak to Tomek Świerkosz mógł otworzyć wynik. Pięknego gola z dystansu zdobył Tomasz Frankowski, który minął dwóch naszych zawodników i trafił w same widły. Trener Kmita co prawda chciał utrzeć nosa wiślakom, ale z całym szacunkiem dla naszej drużyny, nie mieliśmy na to szans - wspomina Pietrusa.
Bartłomiej Sałapatek spotkaniem z Wisłą II Kraków zaliczył debiut przed suską publicznością. Dla najmłodszego wówczas w barwach Babiej Góry zawodnika, było to duże przeżycie.
- Przyszedłem w przerwie zimowej do Suchej Beskidzkiej i byłem początkowo przymierzany do gry w juniorach. Przepracowałem jednak cały okres przygotowawczy z pierwszą drużyną u trenera Kmity i wywalczyłem miejsce w pierwszym składzie Babiej Góry, którego nie oddałem do końca rundy. Przychodziłem z B-klasowego Gromu Grzechynia, miałem 17 lat i przyszło mi zagrać na dzień dobry na stadionie w Suchej przeciwko zawodnikom, których znałem z telewizji. Spotkanie z Wisłą było lekcją pokory, żeby zobaczyć, ile należy pracować, żeby osiągnąć taki pułap, jaki prezentowali zawodnicy Wisły. Krakowianie mieli przewagę, ale wynik meczu mógł otworzyć Świerkosz. Szkoda, że się nie przyłożył do tej sytuacji i nie zakończył jej w swoim stylu. Frankowski założył mi siatkę, ale udało mi się też z nim wygrać dwa pojedynki. Przegraliśmy 0:5 i wynik poszedł w świat. Babia Góra miała wtedy bardzo fajną drużynę, mieszankę młodości z doświadczeniem. Ciężar gry brał na siebie Marek Zajda, który miał niesamowity posłuch w zespole. Jak na kogoś krzyknął Andrzej Dudek, to ten stawał na baczność. Żałuję, że więcej w piłce nie osiągnął świętej już pamięci Tomek Brańka, bo miał niesamowite predyspozycje i znalazłby się w moim top pięć piłkarzy, z którymi grałem. W Babiej Górze nie było wtedy cwaniactwa, nikt się nie wywyższał. Drużynę tworzyli praktycznie sami mieszkańcy Suchej Beskidzkiej i nie wiedziałem, jak mnie przyjmą, chłopaka ze wsi. Przyjęli mnie świetnie, czułem się jak w rodzinie. Kiedy się czasami widuję z niektórymi chłopakami, to mile wspominamy tamten czas - powiedział Sałapatek.
Trener Grzegorz Kmita zapamiętał spotkania jeszcze jedną okoliczność, którą chciałby zawsze oglądać na każdym stadionie.
- Publiczność nagradzała oklaskami zagrania jednej i drugiej drużyny. Sport powinien polegać na zaangażowaniu. W relacji jednej z gazet było napisane, że brawa dla Babiej Góry i Wisły po kolejnych akcjach było słychać aż na krużgankach zamku w Suchej Beskidzkiej. Po zakończeniu spotkania Babia Góra była kurtuazyjnie komplementowana przez Antka Szymanowskiego. Było to miłe. Po takim meczu najważniejsze jest to, żeby zawodnik mógł spojrzeć w lustro i powiedzieć, że dał z siebie wszystko. Ważne było, żeby nie poddać się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego i to Babia Góra zrobiła. Z różnym co prawda skutkiem, ale próbowaliśmy cały czas grać do przodu - dodał.
Przygoda Grzegorza Kmity z Babią Górą nie zakończyła się sukcesem, czytaj utrzymaniem w IV-lidze.
- Kluczowy w tamtej rundzie mecz miał miejsce w Krzeszowicach. Przegraliśmy go 1:2. Mieliśmy dużo czasu, żeby odmienić jego losy. "Głowy" nie dojechały jednak na mecz - wraca do tamtego pojedynku Grzegorz Kmita.
Babia Góra zajęła ostatecznie 14. miejsce i spadła z ligi. Na pocieszenie może pozostać fakt, porównując oczywiście z przymrużeniem oka do aktualnej rzeczywistości piłkarskiej, że pod wodzą Grzegorza Kmity Babia Góra pokonała, i to na wyjeździe, Puszczę Niepołomice 2:1 i Wieczystą Kraków 2:0 (gole w tych spotkaniach zdobywali Świerkosz i Brańka).
- Uważam, że mogliśmy wtedy osiągnąć lepsze wyniki. Moja przygoda w Babiej Górze trwała pół roku, a to dlaczego się zakończyła, to niech już pozostanie tajemnicą szatni i futbolu. Mogę powiedzieć, że ze wszystkimi rozstałem się w zgodzie. Wspominam ten czas bardzo fajnie, a na mojej drodze stanęli wówczas otwarci na pomysły, dobrzy ludzie. Pozdrawiam przy okazji wszystkich kibiców Babiej Góry, mieszkańców Suchej Beskidzkiej i życzę im nie tylko sportowych sukcesów - dodał Kmita.
Czym obecnie zajmuje się były trener suskiej drużyny?
- Jestem szczęśliwym emerytem, chociaż należę do tego typu ludzi, którzy cały czas są aktywni. Jestem wiceprezesem Nowohuckiej Akademii Sportu Wanda Kraków dla dzieci i młodzieży oraz członkiem wydziału szkolenia Małopolskiego Związku Piłki Nożnej. Trenerem byłem przez 40 lat i czas dać szansę młodszym - dodał na zakończenie Grzegorz Kmita, który jest o rok młodszy od aktualnego szkoleniowca reprezentacji Polski, Portugalczyka Fernando Santosa.
W 2020 roku, trener Grzegorz Kmita otrzymał z rąk prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego tytuł Filantropa Krakowa za 40-letnią działalność sportową i społeczną.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze