Szósta kolejka jesiennej edycji Amatorskiej Ligi Powiatu Suskiego w piłce nożnej przyniosła wiele zaskakujących rozstrzygnięć. Okazało się przy tym, że selekcjoner reprezentacji Polski Czesław Michniewicz nie mylił się mówiąc, że 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik.
Monter dał się zabetonować
Niedzielne granie rozpoczęło się konfrontacją Montera z Betonem2. Faworytem byli kurowianie. I faktycznie wywiązywali się ze swojej roli, ale do czasu.
Spotkanie zaczęło się zgodnie z przewidywaniami. Mający na papierze więcej argumentów Monter objął prowadzenie po bramce Przemysława Wolanego, a za sprawą Artura Karcza zrobiło się 2:0. Tuż przed przerwą kontaktowego gola z rzutu karnego zdobył jednak Marcin Plewa, co jak okazało się było wodą na młyn dla suszan. W drugiej połowie poszli za ciosem. Dwa razy rywali ukłuł Dawid Wrona, a po razie Józef Łuczak i Mateusz Fronczak i z wyniku 2:0 dla Montera zrobiło się 5:2 dla Betonu2! Na koniec co prawda przymierzył jeszcze Łukasz Folęga, ale była to już musztarda po obiedzie. – Tak bywa, gdy przed meczem dopisuje się 3 punkty. Graliśmy z zespołem, który w tym sezonie jeszcze nie zrobił punktu. I szybko poszło… Padły dwie bramki dla nas i chyba za szybko uwierzyliśmy, że jest po meczu, choć Beton zaczął się rozkręcać. Ostatnia akcja w pierwszej połowie to było mistrzostwo świata. Chyba z trzy minuty klepali piłkę i nie mogliśmy im jej odebrać. Wreszcie trafiła ona w rękę naszego obrońcy i mieli rzut karny – opowiada Tadeusz Copija, kapitan Montera. Dodaje, że zrobiło się nerwowo, ale nie było dramatu. Tymczasem na drugą połowę kurowianie wyszli bez animuszu, co suszanie wykorzystali, a potem posypały się kolejne bramki. – Muszę powiedzieć, że fajnie zagrali. Szacunek, że przy wyniku 0:2 podnieśli się i strzelili pięć bramek – chwali rywali kapitan Montera.
Beton2 Sucha Beskidzka – Monter Kurów 5:3
Bramki: Wrona (2), Fronczak, Plewa, Łuczak – Wolany, Folęga, Karcz
Beton2: S. Fronczak, M. Fronczak, Lenart, Piszczek, Plewa, Śladewski, Wrona, Łuczak
Monter: Barzycki, Folęga, Karcz, Pluta, Pochopień, Świerkosz, Szwed, Tlałka, Wolany, Ząbek
* * * * *
Golden Street oszukała przeznaczenie
Nie trzeba było długo czekać, aby przekonać się, że trener Michniewicz wiedział co mówi. Los Asfaltos także prowadzili 2:0 i… można się już domyślić.
Los Asfaltos w derbowej potyczce z Golden Street wypracowali dwubramkową przewagę po trafieniach Piotra Stawowego i Roberta Lichosyta. Za sprawą Dawida Sochackiego i Piotra Bargieła rywale odrobili. Wtedy jednak przymierzył Rafał Pietrusa i czas zaczął ponownie pracować na korzyść Los Asfaltos. Ich przeciwnicy zagrali jednak popisową końcówkę. Do remisu doprowadził Dawid Steczek, a ten, który rozpoczął strzelanie dla Golden Street je zakończył, zostając bohaterem. – No frajerstwo z naszej stron. Prowadzić na 3 minuty przed końcem i przegrać. To po prostu nie miało prawa się wydarzyć – złościli się po meczu zawodnicy Los Asfaltos.
- Mecz nie rozpoczął się dobrze dla nas, dwa błędy i rywal prowadził 2:0, ale jeszcze przed przerwą udaje nam się złapać kontakt. W drugiej udaje nam się wyrównać dzięki pięknej bramce Piotrka Bargieła. Myślę że remis nie satysfakcjonował ani nas, ani rywala i gra stawała się bardzo szybka i otwarta. Przez co o błąd nie było trudno i rywal strzela nam bramkę i wychodzi na prowadzenie. Na szczęście odrabiamy straty i w ostatniej akcji meczu Dawid Sochacki przejmuje piłkę i wybiega sam na sam z bramkarzem. Trzeba nie mieć układu nerwowego żeby takim spokojem wykończyć akcję i zamknąć wynik meczu na naszą korzyść. Kolejny mecz gdzie potrafimy wyjść z niekorzystnego wyniku i zakończyć mecz wygraną. Radość podwójna, bo drugie derby wygrane przez nas i ważne 3 punkty które pozwalają nam się utrzymać w trójce – podsumowuje mecz Paweł Gołuszka, kapitan Golden Street.
Golden Street Sucha Beskidzka – Los Asfaltos Sucha Beskidzka 4:3
Bramki: Sochacki (2), Bargieł, Steczek– Lichosyt, Stawowy, Pietrusa
Golden Street: Bargieł, Fidelus, Gołuszka, Habowski, Kubieniec, Piątek, , Sochacki, Steczek, Sumera, Talaga, Wojdyła
Los Asfaltos: Bielarz, Cichy, Cieślewicz, Guzik, Rak, Karlak, Knatt, Krzeszowiak, Kuczek, Lichosyt Majewski, Stawowy, Pęczek, Pietrusa
* * * * *
Black Shadows trzymały się do czasu. Woodica nie dała się złamać
Trzeci niedzielny mecz, w którym Black Shadows Zawoja starli się z Woodicą Juszczyn zakończył się zgodnie z przewidywaniami. Jeden z głównych kandydatów do mistrzostwa jaki jest Woodica tylko przez chwilę miała kłopoty.
- Do przerwy 2:2 ale w drugiej połowie szybkie dwie bramki dla rywali i się posypało. Nie poddajemy się. Liczę że jeszcze coś ugramy w tym sezonie – skomentował mecz z Woodcią Łukasz Dudziak, kapitan Black Shadows, którego w niedzielę na boisku nie oglądaliśmy.
Woodica Juszczyn – Black Shadows Zawoja 7:3
Bramki: K Bury (2), Zajda (2), A. Bury, Sałapatek, Śpiewla – Bienias (2), Baca
Woodica:K. Bury, A. Bury, Kwaśniewski, Marek, Masło, Pająk, Piątek, Rusin, Sałapatek, Śpiewla, M. Surmiak, Zajda
Black Shadows: Baca, Bania, Bienias, Ciapała, Polak, Suski, Toczek
* * * * *
Lepszy Relax niż Luz Blues
Kolejka zakończyła się sporego kalibru niespodzianką, a wręcz sensacją. Nią nie tyle jest sama wygrana Relaxu nad Luz Blues, co rozmiary triumfu.
W tym sezonie białczanom idzie jak po grudzie, ale nadal to groźny zespół. Luz Blues celują jednak w mistrzostwo. Początek meczu potwierdził obie prawdy. Relax po bramce Michała Bargiela objął prowadzenie, ale potem niezawodny Jarosław Franczak ustrzelił dublet. I w tym momencie w armatach skawicko-zawojskiej ekipy zabrakło prochu. Za to Relax miał to pod dostatkiem. A w zasadzie dwóch jego snajperów. Pięć kolejnych bramek do dorobku dorzucił Bargiel, kończąc mecz z sześcioma trafieniami na koncie! Przy takim osiągnieciu hat-trick Tomasza Kaczmarczyka, choć to wielkie osiągnięcie, wygląda nieco blado. Ale kto by się w Białce tym przejmował, gdy na konto Relaxu wpadły trzy punkty. - Można powiedzieć, że w końcu wyszedł nam mecz. Kondycyjnie myślę, że wygraliśmy. Skuteczność była na dobrym poziomie i w obronie też udawało się powstrzymać ataki. Patrzymy z nadzieją na następne tygodnie, bo można ugrać jeszcze lepszą pozycję na koniec sezonu. Szkoda straconych punktów w teoretycznie wygranych meczach, ale taka już jest piłka. Skupiamy się teraz na następnym rywalu – mówi Mateusz Fidelus z Relaxu.
- Szybcy, dobrze przygotowani fizycznie i z dobrym planem. To można napisać, ale tym razem o przeciwnikach. Wszyscy wiedzieli, że w końcu to nastąpi, ale mieliśmy nadzieję, że nie dzisiaj. Chcieliśmy pochwalić bramkarza Relaxu za świetne zawody, w których powstrzymywał naszych snajperów. To przez niego Grzegorz się nie przełamał, bo wyjął mu wszystko i naszym zdaniem nawet dwa okna wyciągnął. Jak zwykle pierwsi straciliśmy bramkę, ale i jak zwykle ruszyliśmy w pogoń i za sprawą naszego najlepszego strzelca Jarka wyszliśmy nawet na prowadzenie, w tym jedna przepiękna zza pola karnego tuż przy prawym słupku. Potem już atakowaliśmy, a drużyna przeciwna wyprowadzała zabójcze kontry. Nasz bramkarz nie mógł nic poradzić gdy Relax wychodził 2 na 1. a nasi snajperzy nie mogli nic trafić. I z takiego ustawienia zrobiło się 9:2. Przyjmujemy porażkę na klatę i będziemy walczyć do końca o jak najlepsze miejsce. Głowa do góry i na spokojnie. Jeszcze są szanse na mistrza – komentuje porażkę Michał Ficek.
Relax Białka - Luz Blues Skawica/Zawoja 9:2
Bramki: Bargiel (6), Kaczmarczyk (3) – Franczak (2)
Relax: Bargiel, Ceremuga, Dyrcz, Mateusz Fidelus, Michał Fidelus, Kaczmarczyk, W. Polak, Targosz
Luz Blues: D. Bartyzel, M. Bartyzel, G. Bartyzel, Franczak, Nowak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze