Reklama


Z czego śmiali się nasi pradziadkowie w kinie? „Generał” wjedzie na suski ekran

Komedia, na której śmiali się nasi pradziadkowie, a dziś z takim samym uśmiechem oglądają ją kolejne pokolenia. „Generał” Bustera Keatona kończy sto lat i niezmiennie udowadnia, że wielka komedia nie zna daty ważności. To także fascynująca podróż do czasów, gdy kino tworzyło się pomysłowością i prawdziwymi lokomotywami, a nie komputerowymi efektami specjalnymi. W lipcowym repertuarze Centrum Kultury i Filmu im. Billy'ego Wildera czeka kolejny tytuł z cyklu, którego kuratorem jest nasz redaktor Tomasz.

Film, który wyprzedził swoje czasy

Gdy w 1926 roku Buster Keaton pokazał światu „Generała”, publiczność nie przyjęła filmu z takim entuzjazmem, jakiego oczekiwali twórcy. Produkcja okazała się kosztowna, a wpływy z kin nie zrekompensowały ogromnych wydatków. Dopiero po latach krytycy i historycy kina uznali, że byli świadkami narodzin arcydzieła. Dziś „Generał” regularnie trafia do zestawień najwybitniejszych komedii wszech czasów i jest uznawany za jeden z fundamentów światowej komedii filmowej.

Głównego bohatera, maszynistę Johnniego Graya (w tej roli oczywiście sam Buster), poznajemy u progu Głównego bohatera, maszynistę Johnniego Graya (w tej roli oczywiście sam Buster), poznajemy u progu wojny secesyjnej na Południu. Nie udaje mu się zaciągnąć do wojska, a narzeczona Annabelle (Marion Mack) nie chce z nim rozmawiać, dopóki nie będzie w mundurze. Wkrótce lokomotywa Johnniego, „Generał”, zostaje porwana przez wrogie wojska Unii: nasz bohater będzie mógł sprawdzić swoją wolę walki, udając się w pościg za ukochaną maszyną i przy okazji ratując Annabelle z opresji.

Reklama

— oficjalny opis dystrybutora, Past Perfect.

Kiedy efekty specjalne były... prawdziwe

Patrząc na „Generała” z perspektywy współczesnego kina, trudno uwierzyć, że film powstał sto lat temu. Dzisiaj podobne sceny powstałyby przed zielonym ekranem, z pomocą komputerów i dublerów. W 1926 roku niczego takiego nie było.

Jeżeli bohater wskakiwał na rozpędzoną lokomotywę, biegł po dachach wagonów, przeskakiwał między wagonami czy usuwał przeszkody z torów dosłownie kilka sekund przed nadjeżdżającym pociągiem – robił to naprawdę. Buster Keaton wykonywał niemal wszystkie najbardziej ryzykowne sceny sam. Jedna z nich, w której zrzuca z torów drewniany podkład tuż przed nadjeżdżającą lokomotywą, do dziś uchodzi za popis perfekcyjnego wyczucia czasu. Najmniejszy błąd mógł zakończyć się katastrofą.

Reklama

Generał to kino wojenne, kino akcji, romans i zachwycająca precyzją komedia w jednym. Film Keatona wrzuca nas w gonitwę przez Amerykę, nakręconą całkowicie w plenerze, z udziałem setek statystów oraz z numerami kaskaderskimi, których nikt potem nie odważył się powtórzyć. W środku całej zawieruchy znajduje się dzielny maszynista, który tylko pozornie jest „człowiekiem o kamiennej twarzy”, jak zwykło się mówić o Keatonie. Mimika, gesty, motoryka ciała i oczy Bustera wyrażają przecież więcej niż tysiąc słów.

— kontynuuje dystrybutor.

Reklama

18 wagonów sprzętu 

Keaton od początku marzył o maksymalnym realizmie. Chciał nawet kręcić film na terenach, gdzie naprawdę rozegrały się wydarzenia inspirujące scenariusz, jednak dawne linie kolejowe nie istniały już w swojej XIX-wiecznej formie. Ostatecznie ekipa przeniosła się do Cottage Grove w stanie Oregon. Na miejsce przyjechało aż osiemnaście wagonów wypełnionych dekoracjami, armatami, wagonami, powozami i elementami scenografii. Do zdjęć zatrudniono około 1500 mieszkańców okolicy, a w scenach batalistycznych wystąpiło także 500 żołnierzy Gwardii Narodowej Oregonu, którzy – po zmianie mundurów – grali raz żołnierzy Unii, a raz Konfederacji.

Reklama

Jedno ujęcie za fortunę

Najbardziej legendarna scena filmu do dziś wprawia w osłupienie. Mowa o spektakularnym zawaleniu mostu i spadającej do rzeki lokomotywie. Nie był to model ani filmowa sztuczka. Keaton kupił prawdziwy parowóz tylko po to, aby zniszczyć go przed kamerami.

Scenę można było nakręcić tylko raz. Most został specjalnie zbudowany, lokomotywa rozpędzona, a całość rejestrowało jednocześnie kilka kamer. Koszt tego pojedynczego ujęcia wyniósł około 42 tysięcy dolarów – był to najdroższy pojedynczy efekt specjalny w historii kina niemego. Później wrak lokomotywy przez kilkanaście lat spoczywał na dnie rzeki i stał się lokalną atrakcją turystyczną, zanim podczas II wojny światowej został zezłomowany.

Reklama

Sto lat później wciąż śmieszy

Wpływ „Generała” na rozwój komedii jest trudny do przecenienia. Keaton pokazał, że humor może wynikać z ruchu kamery, rytmu montażu i perfekcyjnie zaplanowanej choreografii, a nie wyłącznie z dialogów. Z jego pomysłów czerpali później między innymi takie legendy jak Jacques Tati, Mel Brooks czy twórcy współczesnych komedii akcji.

Film prezentujemy w krystalicznej wersji odrestaurowanej 4K, dzięki której każdy detal, każdy superszybki żart i każdy wyczyn zapierają dech w piersiach. Autorem rewelacyjnej ścieżki orkiestrowej do Generała jest ceniony kompozytor muzyki do filmów niemych, Carl Davis.

Reklama

— zakończył dystrybutor.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: Zdjęcia: Past Perfect / Materiały prasowe Aktualizacja: 09/07/2026 21:17
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Najnowsze wiadomości