Reklama


Upragnieni synowie – opowieść

19/05/2023 10:11

            Dawno temu w Sidzinie miało miejsce następujące zdarzenie. Walenty z Wiktorią, żyjący w jednej z tamtejszych rodzin, mieli pięć córek. Chłop marzył, aby urodził im się chociaż jeden syn. Po jakimś czasie Wiktoria znów była w ciąży. Walenty więc modlił się do Boga tymi słowami:

  • Boże mój, najlepszy Panie na świecie, spraw, abym wreszcie doczekał się męskiego potomka. Chciałem, aby mój ród nie zaginął. Proszę cię Boże wysłuchaj mnie. Za wszystko, co w życiu zrobiłem źle, przebacz mi, z całego serca bardzo żałuję.
  • Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo...Chwała Ojcu... - powtarzał nabożnie modlitwy Walenty.

 

            Kiedy nadszedł czas rozwiązania, Walenty przywiózł w bryczce zaprzęgniętej koniem, Elżbietę – znachorkę, znaną w całej okolicy. Kobieta weszła do izby, zamknęła za sobą drzwi i pomagała w rodzeniu Wiktorii. Walenty siedział w kuchni zwanej piekarnikiem i dalej modlił się do Boga, aby urodził mu się syn. Wreszcie wyszła Elżbieta z izby. W białym zawiniątku trzymała mocno dziecko.

Reklama
  • Masz córkę! - oznajmiła ojcu.
  • Cieszysz się? - dodała.
  • Rany Boskie!, mam tego już dosyć! - krzyknął Walenty i jak strzała wybiegł na zewnątrz.

            Udał się do pobliskiej karczmy. Po drodze mówił do siebie:

  • Tylko te baby i baby. A mnie by się przydał tak bardzo syn, aby mi pomógł na stare lata w polu pracować.

            W karczmie siedzieli jego przyjaciele Jamrozy i Kacper. Kiedy tylko zobaczyli Walentego zaczęli się z niego nabijać:

  • Już wiemy wszystko, znów masz córkę – powiedział Kacper.
  • To już szósta dziewczynka – policzył mu dzieci Jamrozy.
  • A wy co, będziecie tu ze mnie drwić? - odpowiedział poirytowany Walenty.
      Jamrozy i Kacper nie zamierzali przestawać i dalej śmiali się z chłopa dając mu rady:
  • Musisz pójść do Apolinarego, który mieszka na górce Lipowej, żeby ci podał przepis, jak zmajstrować syna – powiada Kacper i uśmiecha się od ucha do ucha.
  • On ma już dziesięciu synów – dodał.
  • Ha, ha, ha... pewnie, że mu powie – potwierdził Jamrozy.

 

            Walenty, nawet nie dopił piwa i podenerwowany na kolegów wyszedł z karczmy, nie żegnając się z nimi. Błąkał się jeszcze bez celu parę godzin po okolicy. Gdy poczuł chłód wrócił do chaty, cichutko położył się w łóżku i zasnął. Rano obudziła go Elżbieta.

  • Jesteś tu jeszcze? - pyta jej rozespany Walenty.
  • Jestem, jestem – odparła Elżbieta ze zdziwieniem w głosie.
  • Nie mogłam przecież zostawić samej Wiktorii, po takim trudnym porodzie – objaśniała powoli znachorka chłopu.
  • Póki całkiem nie przyjdzie do siebie trzeba się nią opiekować i dziećmi.
  • Masz oprócz córeczki jeszcze dwóch synów – oznajmiła.
  • No, ty mnie Elżbieto nie denerwuj!
  • Wystarczy, iż już w karczmie, Jamrozy i Kacper drwili z tego, że mam już sześć córek, a syna żadnego – przypomniał wczorajszy wieczór Walenty.
  • E, tam, pewnie tak sobie żartowali, bo każde dziecko to cud i największy skarb.
  • I żeby nie było ja takich żartów nie popieram i bym się z ciebie nie śmiała.
  • Wybiegłeś z kuchni jak poparzony, to kiedy ci miałam o tym powiedzieć.

 

            Elżbieta przyniosła mu z izby trojaczki, na znak, że mówi prawdę. Kiedy zobaczył z wrażenia zesłabł. Znachorka pokropiła go wodą. Powoli otwierał oczy. Z twarzy biła mu nieziemska radość. Z izby dochodził słaby głos jego żony:

Reklama
  • Widzisz wymodliłeś u Boga nie jednego, ale dwóch synów.
  • Bogu niech będą dzięki na wieki – odpowiedział z uśmiechem Walenty.

 

            Długo potem ludzie z wioski widzieli chłopa szczęśliwego, kiedy modlił się przed cudownym wizerunkiem, sidzińskiej Madonny, Matki Bożej z Dzieciątkiem. Ona najlepiej wiedziała, co to znaczy mieć syna. Walenty był również przeświadczony, iż modlitwa czyni cuda.

 

Kazimierz Surzyn

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama