Zapraszam do odbycia podróży w przeszłość Makowa Podhalańskiego. Za naszą machinę posłużą relacje mieszkańców, reporterów oraz podróżników. Dzięki ich opisom, zamieszczonym w dawnej prasy, będziemy mogli zobaczyć w jaki sposób miasteczko zmieniało się na przestrzeni prawie 200 lat. Poznamy także największe bolączki oraz powody do dumy mieszkańców w różnych uwarunkowaniach geopolityznych.
Nasz pierwszy przystanek to okres PRLu. Był to czas kiedy państwo, delkatnie mówiąc, nie było przychlnie nastawione do Kościoła. Stąd też dwa oblicza Makowa: kościelne oraz państwowe. Pierwsze z nich pozwoli nam przybliżyć reportaż opracowany w sierpniu 1979 roku. Nie jest to przypadkowy czas. To moment oczekiwania na powrót obrazu Matki Bożej Makowskiej, koronowanego dwa miesiące wcześniej przez Jana Pawała II. Koronacja miała miejsce na krakowskich Błoniach w czasie wielkiego wydarzenia, jakim była pierwsza pielgrzymka Papieża – Polaka do Ojczyzny,
„Może dlatego, że ten pierwszy dzień sierpnia jest szczególnie gorący, a może dlatego, że to takie właśnie miasto, czy raczej miasteczko, wszystko zdaje się tu poruszać w zwolnionym tempie. Rozrzucone wśród wzgórz domki nagle skupiają się, zmieniają w małe kamieniczki, droga w ulicę Wolności w Rynek. Przewiewu już nie ma i zieleń jest mniej zielona niż poza tym skupiskiem kamieni i cegieł. Ale przecież Maków – bo o Makowie mowa – to także tamte pola i wzgórza. I jest coś absurdalnego w tym zagęszczaniu zabudowy ani ładnej, ani miejskiej. Gdyby rozstawić domy po całym prawdziwym Makowie, to i powietrza byłoby więcej, i widok weselszy. No, ale jest miasto, miasteczko i koniec. Na wyblakłej tablicy drewnianej, w podhalańskim stylu, niewyraźny rysunek i jakieś informacje o miejscowej fabryce osłonek białkowych, sklep „galanteria i wyroby przemysłu chałupniczego”, czyli pamiątki i różne drobiazgi w najgorszym stylu, w witrynie fotografia, oparta o boczną ścianę, czyli nie frontem do przechodniów, ale bokiem, fotografia Jana Pawła z twarzą zafrasowaną i kaligraficznym, pozakręcanym podpisem, że to właśnie Papież Jan Paweł II. Na głównym miejscu fotografie od pierwszej komunii św. i fotomontaże z kościołem, Matką Boską Makowską i napisami pamiątkowymi. Na ścianie domu przy Rynku napis na różowym tle błaga: „Kochaj swoje miasto”. I kropka. Dlaczego niby nagle ta prośba o miłość?... Na drzwiach sklepu z częściami do rowerów i motocykli kartka: „wyszedłem do biura, zaraz wracam”, wisi przez dwie godziny, co jest i tak bardziej humanitarne wobec interesantów niż to, co w innym sklepie zamkniętym wbrew wywieszonej tabliczce z informacją o godzinach otwierania i zamykania sklepu.
Na Rynku ławki co roku na nowo malowane, więc pokryte grubą warstwą olejnej farby czerwonej, zielonej, albo niebieskiej. Na ławkach dziadkowie i babcie z dziećmi, jacyś młodzi mężczyźni – każdy na innej ławce zagłębiony w lekturze gazety. W cieniu kilka samochodów z rejestracją BB i coś tam dalej. Wycie karetki pogotowia zakłóca nagle ciszę. W oknach pokazują się twarze. Karetka znikła już dawno w tej stronie, gdzie szpital a oni dalej w tych oknach, jakby obezwładnieni przez upał i ciszę uliczki. Właściwie to miasto przypomina wieś – rzędówkę, czy ulicówkę (jak to tam się nazywa), domy wzdłuż ulicy, a za nimi pola. Choć i przy tej pryncypalnej ulicy widać stodołę z pięknie obłożonym kamieniem wylotem na nieistniejącą już dziś gnojówką. W podwórkach samochody. I niemal pusto na ulicy. Dwaj junacy OHP, choć to dopiero południe, pijani tak, że ledwo trzymają się na nogach, usiłują bez skutku przewrócić słupek z podświetlonym w nocy znakiem „uwaga na drogę z pierwszeństwem przejazdu”. A nad tym wszystkim sierpniowy błękit i ze wszystkich stron otaczające miasteczko góry i wzgórza, bliżej zielone,
a dalej niemal granatowe w słonecznym świetle. Gdzieś tam płynie Skawa, rzeka, której koryta jest usłane płaskimi, toczonymi przez wodę kamykami, którymi puszcza się kaczki, takie, które skaczą po kilkanaście razy. Pamiętam, jak robiliśmy zawody w puszczaniu kaczek podczas kolonii letniej w Makowie w 1946 roku. Kolonia była zorganizowana przez „Caritas” i snobistycznie (albo i nie) określała siebie jako „kolonię bezetów”. Teraz też ponoć przyjeżdża tam wiele koloni letnich, bo Skawa to rzeka, w której można swobodnie pławić dzieci bez strachu, że się utopią, jako że woda sięga po szyję, jeśli stanie się na głowie, powietrze jest zdrowe, tereny do wycieczek znakomite, widoki, że piękniejszych nie znajdziesz...
Ten opis zewnętrzny Makowa jest – zdaję sobie sprawę z tego – bardzo i tylko zewnętrzny. Wiem, że w tych domach żyją ludzie, którzy cierpią, kochają, pracują, mają ambicje, uczą się, wyruszają na podbój świata, wracają potem i budują nowe domy, których sporo właśnie jest w trakcie budowy.
Przyjechałem tu w poszukiwaniu jakichś ustaleń do wykańczanego kalendarium życia Jana Pawła. Trzeba było dokładnie sprawdzić, bowiem do Makowa miał specjalną słabość, czemu trudno się dziwić, jako przez makowian był również kochany. Kiedyś makowianie w liczbie kilku setek przyjechali do Krakowa złożyć Arcybiskupowi wizytę świąteczną. Gdy zaś było nawiedzenie obrazu Matki Bożej, zgotowali takie przyjęcie, jakiego, według słów Kardynała, nie doznała nigdzie.
Mogłem oczywiście napisać list i poprosić o przesłanie potrzebnych mi danych, ale byłem ciekaw, jak też wygląda miejsce, z którego pochodzi i do którego wróci w dniu 12 sierpnia obraz ukoronowany na krakowskich Błoniach przez Papieża w pamiętnym dniu Jego wyjazdu z Polski. Wszyscy pamiętamy, jak towarzyszący wiernie Ojcu św. prałat śrubokrętem przytwierdzał koronę do lipowej deski. I przychodzi mi na myśl Nazaret, wcale nie przypominające Makowa, a jednak podobne, może przez to, że dzień upalny i może przez to zwolnione tempo wszystkiego, co się tu dzieje.
Kościół od XIV wieku czwarty (historię obrazu i kościoła makowskiego opisano w „Tygodniku”: Kronika religijna nr 26, 1 lipca br.), na wzgórzu, odnowiony, w tej chwili jeszcze pucowany na uroczysty ingres obrazu, z pięknym wnętrzem, gdzie dawne z nowym w doskonałej zgodzie. Na ołtarzu ktoś z miotełką z pór odkurza detale rzeźb nastawy, przy drzwiach wyjściowych rozstawiony warsztat. Do kościoła prowadzą schody o stu przeszło stopniach (chyba 103, jeśli dobrze policzyłem). Szary kamień przytykany czerwonymi cegiełkami na których widnieją nazwiska fundatorów. Wyzłocone ramy wypełnia błękitna materia z maryjnym emblematem. Miejsce, oczekiwanie na powrót obrazu.
Do tego, by obraz był koronowany (…). Podczas wojny kościół makowski był miejscem wielkiego kultu maryjnego. Ludzie przychodzi tu w tych trudnych czasach modlić się do Matki Bożej. Ale kult podobno koncentrował się nie przy obecnie koronowanym obrazie, lecz był kultem Matki Bożej Miłosierdzia. Dziś wota składane wtedy wraz z tymi, które wierni składają ku czci Matki Boskiej Makowskiej wiszą razem, co jest, wydaje mi się, mądrym podkreśleniem, że chodzi o tę samą Osobę, tę samą Matkę Bożą.
Parafia dziś pulsuje życiem. Świadczy o tym wygląd kościoła, ale także dawne zabudowania gospodarcze. Tam, gdzie kiedyś młócono proboszczowskie żyto, gromadzą się dziś ludzie żeby swoją wiarę czynić mądrzejszą i głębszą.
Słyszałem, że parafianie Makowa, przynajmniej niektórzy, bynajmniej nie byli zachwyceni faktem wywiezienia obrazu do Makowa na koronację. Wszystko miało być inaczej. Dekret Papieża Pawła VI polecał, by kardynał Karol Wojtyła osobiście nałożył Matce Bożej koronę w sierpniu 1979. Więc czemu koronacja w Krakowie, nie w Makowie? Byli tacy ponoć, że pomrukiwali, że Kraków nie zasłużył na zaszczyt stania się miastem koronacji ich obrazu. Może zresztą to tylko plotki. Faktem pozostaje, że kilka tysięcy parafian makowskich uczestniczyło w uroczystości na Błoniach.
I na koniec jeszcze jedna zasłyszana przez Waszego sprawozdawcę informacja. Tym, któremu na koronacji obrazu zależało szczególnie, był nie kto inny, lecz obecny Papież. Ponoć zwierzył się kiedyś grupie młodych księży, którzy zjechali się na zjazd koleżeński swojego rocznika i zaprosili Arcybiskupa, że w Makowie właśnie powierzył Matce Bożej jedną ze spraw diecezji, która od lat wydawała się nie do załatwienia. Powiedział Matce Bożej: jeśli sprawę uda się załatwić zrobię wszystko, by Twój obraz w Makowie został ozdobiony papieskimi koronami.”
KB
BIBLIOGRAFIA
TYGODNIK POWSZECHNY – sierpień 1979 R.
FOTOGRAFIA:
Wielotysięczny tłum witający obraz Matki Bożej po powrocie z Krakowa
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze