Na półfinale pucharu Polski Podokręgu Podhalańskiego zakończyła się tegoroczna przygoda Jordana Jordanów. Rywalem, który uciął marzenia Jordana o grze na Stadionie Narodowym w Warszawie w finale PP okazał się IV-ligowy Lubań Maniowy.
W niedzielę Jordan Jordanów przegrał z rezerwami Lubania Maniowy 1:4 w ligowym spotkaniu w ramach podhalańskiej okręgówki. Trzy dni później do Jordanowa przyjechała pierwsza drużyna Lubania, chociaż w jej składzie byli i zawodnicy, którzy zagrali z Jordanem w niedzielę. Już samo zestawienie rywali w dzisiejszym pucharowym pojedynku wskazywało, kto powinien grać pierwsze skrzypce na murawie w tym spotkaniu. I ten fatalny początek dla Jordana...
Co to znaczy źle wejść w mecz? To znaczy stracić gola w pierwszej minucie. Jordan miał plan od początku wyjść wysoko na przeciwnika i już w 1. minucie goście wyprowadzili zabójczą kontrę, którą pięknym strzałem sfinalizował Bartłomiej Truty.
Ostatecznie Lubań zwyciężył 1:4 (znowu), a wynik sugeruje zdecydowaną przewagę gości. Nic bardziej mylnego, bo przebieg spotkania był znacznie bardziej wyrównany. Najpierw jednak musieli jeszcze wystrzelać przybysze z Maniowych. I to też odpowiedź na pytanie, dlaczego to Lubań gra dalej, a Jordan z rozgrywek Pucharu Polski odpadł.
Drugi gol dla gości również był efektem indywidualnego błędu. Przy biernej postawie gospodarzy jeden z rywali wygrał pojedynek główkowy, a Jakub Kluś skutecznie uderza z powietrza i jest 2:0. PS. Zarówno Truty, jak i Kluś, grali w niedzielnym ligowym meczu z Jordana z Lubaniem II Maniowy,
Jordan miał swoje okazje. Po uderzeniu Krzysztofa Pindla piłkę sparował bramkarz rywala Marek Kłag. Z czterech metrów prosto w bramkarza gości strzelił Michał Gancarczyk.
Po zmianie stron obraz meczu wyraźnie się zmienił. Od około 55. minuty Jordan przejął inicjatywę i przez kilkanaście minut mocno przycisnął gości. W tym momencie nie było widać różnicy dwóch klas, jakie dzielą oba zespoły.
Lubań dokonywał kolejnych zmian, na boisku zameldowało się sześciu zawodników z podstawowego składu Lubania, lecz przewaga gospodarzy jeszcze się powiększała?!. Co w takim wypadku należy robić? Wykorzystywać okazje, a nie tylko je stwarzać...
Stuprocentowa okazja numer jeden dla Jordana to podanie Dawida Siega, który w tym meczu wystąpił w środku pola, do Gancarczyka. Strzał napastnika gospodarzy instynktownie obronił Kłag
W kolejnej akcji strzał z 14 metrów Pindla końcami palców broni Kłag. Szczęścia pod bramką gości szukał także Oliwier Knapczyk, po którego strzale Kład odbił przed siebie piłkę. Sytuacja ta zaskoczyła Knapczyka, bo w decydującym momencie piłka mu... odskoczyła.
Jordan złapał kontakt za sprawą Szymona Jeziorskiego, który celnie główkował po wznowieniu gry z autu przez Ihora Lyvkę.
Dobry, nawet bardzo dobry moment gry Jordana zakończył się niespodziewanym golem dla gości. Błąd komunikacyjny w obronie gospodarzy wykorzystał Jakub Kasperczyk. W doliczonym czasie gry wynik ustala doświadczony Patryk Duda.
- Zmagamy się z lekkim kryzysem kadrowym. Miałem do dyspozycji 16 zawodników. Przed meczem zapowiadaliśmy, że skoro dotarliśmy do półfinału Pucharu Polski, to gramy na maksa. Szkoda, że przegraliśmy, ale chłopaki wykonali kawał dobrej roboty. Mecz mógł się podobać i był wyrównany. Może gości byli lepsi jedną bramkę... Sądziłem, że będziemy się bardziej bronić. Nie wyglądaliśmy jak drużyna z innej ligi. Trener gości przyznał zresztą, że wynik jest za wysoki. Zagraliśmy mądrze i to jest światełko w tunelu, że możemy wyjść na prostą - przyznał trener Jordana.
Reklama
Jordan Jordanów - Lubań Maniowy 1:4 (0:2)
Gol dla Jordana: Jeziorski.
Gole dla Lubania: Truty, Kluś, Kasperczyk, Duda.
Skład Jordana: Sum (46' Nosidlak) – Tyrpa (85' Książek), Sieg (65 Radoń), Grzyb, Lyvka, Moskalski, Jeziorski, Knapczyk, Jędrocha, Pindel (83' Masłowski) , Gancarczyk (83' Macioł).
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze