Reklama


Organista z Jordanowa – opowieść

21/07/2023 10:20

            Dawno temu w jordanowskiej parafii służył organista, którego nazywano mały grajek Filipek. Istotnie był niskiego wzrostu. Grał bardzo pięknie na organach, uświetniając Msze święte i inne nabożeństwa.

            Pewnego dnia w Jordanowie odbywał się pogrzeb dziedzica miasta i okolic. Wówczas panował taki zwyczaj, iż najpierw wszyscy szli do dworu pana, aby go tam pożegnać, a potem wieźli zmarłego do kościoła i tu po nabożeństwach zostawał na noc i dopiero rano chowano go w grobie. Trumna, w której leżał dziedzic była jeszcze otwarta. Wieko stało oparte o kredens. Każdy mógł pożegnać się z panem. Podchodząc do nieboszczyka płakali, całowali go w czoło. Mieli za co,

Reklama

ponieważ był dobry dla ludzi, bardzo gospodarny, dbał o miasto. Organista też podszedł do trumny i zobaczył, iż pan ma na szyi duży, gruby, złoty łańcuszek.

  • Po co mu ten łańcuszek – deliberował Filipek.
  • Szkoda taki piękny łańcuszek zakopać z umarłym w ziemi – walczył z myślami, które chodziły mu po głowie.

                        W kościele ludzie długo modlili się za dziedzicem. Odmówili różaniec, potem uczestniczyli we Mszy świętej. Kiedy modlitwy się skończyły, organista skrył się za organami i cicho czekał, aż kościelny zamknie świątynię. Nagle zapanowała taka cisza, że poza Filipkiem oraz nieboszczykiem nie było już nikogo w kościele. Organista zaświecił gromnicę, którą zabrał z zakrystii i przyszedł ku trumnie. Scyzorykiem, który posiadał od młodych lat, odkręcił śruby wieka. Gdy chwytał zmarłego za szyję, aby zdjąć mu łańcuszek, ten usiadł i zaczął mu grozić palcem.

Reklama
  • Jezus Maryja! - wrzasnął Filipek.
  • Czy on zmartwychwstał? - dziwił się i drżał jak osika.

               Jego twarz była biała niczym kościelne ściany. Nagle sięgnął do kieszeni spodni, ale tam nie było zawiniątka wykonanego z chusteczki, w którym znajdowały się pieniądze.

  • Pewnie mi gdzieś wypadły, jak majstrowałem przy trumnie, otwierając jej wieko.
  • Kiedy się rozwidni, to go poszukam – organista głośno mówił do siebie, słysząc jak nieboszczyk śmieje się z niego.
  • Widzisz, zgubiłeś pieniądze – powiedział do Filipka dziedzic i chwycił go za nogę.
  • Co ty robisz panie?
  • Dlaczego wstajesz?
  • Śpij, przecież umarłeś – mówił trzęsąc się ze strachu, następnie wyszedł na chór i zaczął śpiewać, wymyśloną przez siebie pieśń:
  • Piekielne moce odejdźcie ode mnie. Idźcie precz i dajcie mi spokój. Nie wiem co mnie opętało, że pokusiłem się na kradzież łańcuszka. I znów: Piekielne moce...

Słowa tej pieśni powtarzał do rana, czekając co wydarzy się dalej. Po chwili kościelny otworzył świątynię. Kiedy zobaczył otworzoną trumnę, jęknął z przerażenia, a echo rozniosło się po całej świątyni.

  • Jak to się stało? - rozmyślał kościelny.
  • Przecież wczoraj zamknąłem trumnę  dałbym sobie głowę uciąć, że tak było – powtórzył kilkakrotnie.

                        Aby nie denerwować proboszcza, który miał już dwa zawały, napił się mszalnego wina, podniósł wieko i przymocował do dolnej części trumny. Potem dalsza ceremonia związana z pochówkiem dziedzica, odbyła się już bez żadnych przeszkód. Filipek rozglądał się po kościele, ale pieniędzy nie znalazł. Przyrzekł przed cudownym obrazem Matki Bożej Trudnego Zawierzenia, czczonej od lat w Jordanowie, że już nigdy się tak nieuczciwie nie zachowa, gdyż chytry zawsze dwa razy traci.

Reklama

 

Kazimierz Surzyn

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama