Reklama


Olejawiec i Rówieniec – opowieść

12/04/2023 18:57

Tereny zwane Olejawcem rozciągają się wokół Ośrodka Zdrowia w Śleszowicach. Nazwa ta prawdopodobnie wywodzi się od oleju, którym namaszczano zwłoki zmarłych tutaj na cholerę w XIX wieku. Duża śmiertelność wśród ludzi spowodowała, że nie mogło być mowy o pojedynczych pochówkach, lecz jedynie w zbiorowych mogiłach. Ciała zmarłych po zakonserwowaniu olejem zawijano w szmaty lub koce. Następnie układano je w warstwy, które przekładano zaprawą cementową, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby.

Ludzie twierdzą, że na Olejawcu straszy. Wielu z nich przekonało się o tym na własnej skórze. Pewnego razu Józefa, mieszkanka Śleszowic, przechodząc przez Olejawiec do kościoła, przystanęła na chwilę, aby zerwać fiołki rosnące na jednym ze zboczy potoku. Wtem za sobą usłyszała odgłosy uderzeń bata. Odwróciła się i zobaczyła jadącą przez drogę karetę. Ciągnęło ją dwanaście białych koni, którymi powoził woźnica, ubrany w czarny frak. Wewnątrz siedział jakiś jegomość, palący fajkę. Nagle kareta zatrzymała się, a przez uchylone okno pojazdu staruszek wołał kobietę nieludzkim głosem. Józefa bardzo się przestraszyła. Uciekając nie widziała, w jaki sposób kareta zniknęła.

Reklama

Wieczorem następnego dnia sąsiad Józefy – Bartłomiej, idąc Olejawcem na Rówieniec do rodzinnego domu, na wzgórzu zobaczył płonące ogniki.

  • Może to dusze niegdyś pochowanych tutaj zmarłych na cholerę? – pomyślał przez chwilę i przyśpieszył kroku, aby szybciej dotrzeć do swoich zabudowań gospodarczych.

Pewnej niedzieli przed północą Władek z żoną Beatą wracali z Tarnawy Górnej od rodziców, którzy obchodzili jubileusz 50-lecia pożycia małżeńskiego. Trzymając się za ręce, szli Olejawcem do domu znajdującego się w Mucharzu. Nagle usłyszeli brzęczenie łańcuchów. Rozglądnęli się dokoła, ale nikogo nie zauważyli, tylko owo brzęczenie było coraz głośniejsze.

Reklama

- Co się dzieje? – spytała Beata męża. Boję się – dodała przerażona.

Władek popatrzył na Beatę, uśmiechnął się i powiedział:

- Wiesz, kochanie, ludzie ciągle mówią, że tutaj straszy. Do tej pory w to nie wierzyłem, ale przypominam sobie, jak kiedyś moja babcia dała mi radę. Powiedziała wtedy:

- Synku, gdyby tobie przydarzyła się jakaś historia na Olejawcu, pamiętaj, że przyczyną dziwnych zdarzeń w tym miejscu jest to, iż dawniej nie bierzmowano ludzi. Ich dusze błądzą bezustannie po świecie. Pokutując za swoje grzechy, ukazują się pod różnymi postaciami mieszkańcom Śleszowic i okolicznych wiosek.

Reklama

- I tak sądzę – kończył z przekonaniem Władek – że babcia mogła w tej kwestii mieć rację.

  • Może tak – odparła mało przekonana Beata. Nagle odgłosy umilkły, a małżeństwo coraz bardziej oddalało się od Olejawca.

     

Na Olejawcu stoi opuszczony dom. Mieszkańcy z wioski twierdzą, że nawiedzają go duchy. Dawno temu mieszkały tam dwie siostry – Cecylia i Maria. Obie bardzo się kochały, wszystko robiły wspólnie, nie wyobrażały sobie życia bez siebie. Ale niestety świat jest już tak ułożony, że dzieci się rodzą, a starzy odchodzą. W wieku 89 lat zmarła Cecylia. Nie pozostawiła jednak siostry całkiem samej, gdyż zawsze o północy odwiedzała ją, ukazując się jako duch.

Reklama

Maria bardzo się bała, a że sił miała coraz mniej, zatrudniła Jankę ze wsi do pomocy w gospodarstwie. Dziewczyna, gdy o północy zobaczyła ducha Cecylii, wybiegła z domu i nigdy już do niego nie wróciła. 6 lat po śmierci Cecylii umarła nieuleczalnie chora Maria.

Podobno teraz obie siostry nawiedzają dom rodzinny. Świadkowie przechodzący w nocy koło niego opowiadają, że widzieli w oknach zapalone światło i dwie rozmawiające ze sobą staruszki.

Niegdyś na Rówieńcu w miejscu, gdzie dziś przepływa maleńki strumyczek, rosły lipy. Na jednej z nich znajdowała się drewniana kapliczka z posążkiem Matki Bożej Różańcowej. Podczas okupacji Niemcy zniszczyli kapliczkę a wszystkie drzewa powycinali.

Reklama

Wkrótce działy się tam dziwne rzeczy. Słychać było odgłosy kamyków wrzucanych do wody i łamania gałęzi. Widziano ponoć na bezchmurnym niebie czerwone i czarne znaki.

Kuba, mieszkaniec Rówieńca, latem co wieczór około 20.30 w potoczku poił konie. Pewnego razu poszedł napoić zwierzęta prawie o godzinę później niż zwykle. Gdy podszedł do strumyczka, zauważył, że konie dziwnie się zachowują. Jeden od razu uciekł, drugi stanął na tylnych nogach i głośno rżał, trzeci zaś kręcił łbem i machał ogonem. Konie najprawdopodobniej wyczuły, że oprócz ich właściciela były tam jeszcze inne postacie, których człowiek gołym okiem nie mógł dostrzec. Mówiono, że to jakieś nieszczęśliwe rusałki miotają się w wodzie.

Reklama

Kazimierz Surzyn

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama