Wincenty służył u gospodarzy Karoliny i Jana w Juszczynie. Był bardzo pracowity, toteż pracodawcy go chwalili przed ludźmi z wioski. Mówili im też jak mu u nich dobrze. Zje chleba tyle ile chce, wypije mleka za dwóch, że jest zawsze pięknie ubrany, ostatnio dostał nowe buty i że na piwo otrzymuje pieniądze. Gospodarze podając to wszystko pragnęli zdobyć poważanie o sobie pośród mieszkańców Juszczyna. Rzeczywistość wyglądała inaczej. Naprawdę to Wincenty nie mógł nawet na chwilę odpocząć. Zawsze się dla niego jakaś robota znalazła. Jadło mu wytyczano, nosił znoszone ubrania, a buty były stare. Od Karoliny oraz Jana słyszał:
I tak zawsze gospodarze wołali, Wincenty zrób to, a potem owo i jeszcze to i jeszcze owo.
Chłop chociaż miał już tego wszystkiego dosyć, nie protestował, wiedząc, że o robotę we wsi oraz w okolicy jest trudno. Wincenty tylko czasem, późnym wieczorem, kiedy już naprawdę wszystko zrobił cichutko wymykał się do miejscowej karczmy na piwo. Tam spotykał Macieja, swojego najlepszego przyjaciela. Jemu się pewnego razu zwierzył:
Boję się, że i tam w niebiosach, będę musiał wszystko robić, tak jak tu na ziemi – wypowiedział Wincenty wszystko, co mu leżało na sercu.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!