Dawno temu Maciej Radwan osiedlił się w Białce, ponieważ miejscowość bardzo mu się podobała. Góry, lasy, doliny splecione z obłokami stwarzały niepowtarzalny widok. Maciej zatrudnił się jako pomocnik u miejscowego młynarza Franka Konopki. Tam też wynajął jedną z izb mieszczących się nad młynem. Za zarobione pieniądze postanowił zbudować drewniany dom i oborę oraz założyć gospodarstwo. Kiedy wszystko było gotowe, kupił konia, krowę, kury i gęsi. Stolarz z Zawoi zrobił mu wóz. Na jarmarku w pobliskim Makowie Radwan zakupił brony, pług, kosę. Od rana do południa pracował u młynarza, a po południu w polu. Mieszkańcy wsi postrzegali Macieja jako prawego człowieka i znakomitego gospodarza. Nikomu nie odmówił rady. Z potrzebującymi dzielił się tym, co posiadał. Gospodarzom, którzy nie mieli konia, zwoził zboże do stodół oraz ziemniaki do piwnic.
Jednak samotność dokuczała mu dotkliwie, zwłaszcza w długie zimowe wieczory, toteż postanowił rozglądnąć się za jakąś dziewczyną.
- Gospodarstwo wymaga przecież kobiecej ręki - myślał.
- Najwyższy też czas postarać się o potomstwo - myśli nie dawały mu spokoju.
Maciej był nieśmiały. Nie wiedział ani gdzie szukać drugiej połowy, ani jak do niej zagadać. Starsi mieszkańcy wsi doradzali mu, aby poszedł do Stefki Penowej. - Dobra z niej kobiecina, poczciwa, pracowita, urodziwa - chwalili Stefkę.
- Nie ma się co zastanawiać, trzeba iść na całość, reszta przyjdzie z czasem - radzili dalej Maciejowi.
Młodzieniec już na drugim spotkaniu na skraju lasu koło strumyka na Wilczych Echach prosił Stefkę o rękę. Widać tak bardzo przypadł wybrance do gustu, że z uśmiechem wyszeptała:
- Zgadzam się, ale musisz poprosić o to także moją matkę. Ojca już nie miała, gdyż zmarł dwa lata temu na nowotwór.
- Dobrze, najdroższa - odrzekł.
- W najbliższą niedzielę zapraszam cię na obiad - powiedziała wspaniałomyślnie Stefka.
- To wspaniale - ucieszył się i stwierdził, iż przyjdzie na pewno.
Potem Maciej odprowadził dziewczynę pod dom. Na pożegnanie pocałował ją tkliwie, a następnie w milczeniu odszedł.
W niedzielę po smacznym obiedzie Maciej zwrócił się do Marianny, matki Stefki, tymi słowami: „Proszę was, matko, o zgodę, abym mógł poślubić waszą córkę.” Kobieta nie zastanawiając się pobłogosławiła chłopaka, wyrażając tym samym aprobatę. Maciej wręczył narzeczonej pierścionek zaręczynowy. Obie panie dostały od niego piękne bukiety czerwonych róż.
Kilka miesięcy później w kaplicy w Białce odbył się ślub Stefki i Macieja. Udzielił go im ksiądz z Makowa specjalnie zaproszony na tę okazję. Później młodzi wiedli szczęśliwe życie, czekając na upragnione dziecko. Wkrótce urodził się im chłopiec, któremu na chrzcie dali imię Mateusz. Radość nie trwała długo, gdyż okazało się, że malec jest ślepy. Maciej jeździł z synem do znachora, który przyjmował w Makowie. Nie dawał on jednak żadnych szans na wyleczenie dziecka.
Rodzice Mateusza często modlili się w makowskiej świątyni, przed cudownym obrazem Matki Bożej Królowej i Opiekunki Rodzin o łaskę uzdrowienia syna. Zanosili też modły do Pani Częstochowskiej, której wizerunek mieści się do dziś w kapliczce w Białce. To właśnie tutaj niedawno pobrali się, przyrzekając sobie miłość i wierność. Kaplica usytuowana na osiedlu Miśkowa, postawiona przez mieszkańców wioski, nosi miano cudownej, gdyż stoi dokładnie w miejscu, w którym przed laty objawiła się Matka Boża okolicznej ludności. Z tą kapliczką i obrazem Madonny Stefka oraz Maciej wiązali największe nadzieje. Mieli przeczucie, że Panienka im pomoże w nieszczęściu i ich najukochańsze dziecko wyzdrowieje. Nie pomylili się. Dzięki głębokiej wierze oraz wytrwałości w modlitwie Mateusz w wieku trzech lat cudownie zaczął widzieć. W wielkiej radości i podzięce Maciej Radwan wyremontował kaplicę. Jego żona zaś pięknie ozdobiła kwiatami jej wnętrze.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!