Dawniej na skawickim cmentarzu podobno straszyło. Jedni się tego bali, ale byli i tacy, że się tym wcale nie przejmowali i przechodzili przez niego, nawet późnym wieczorem, gdyż mieli bliżej do swoich chałup.
Było już po północy, kiedy środkiem cmentarza Jasiu wracał od Hani, swojej narzeczonej. Nagle na jednym z grobów, młodzieniec dostrzegł postać, białą jak opłatek.
Rankiem Jan poszedł do chaty Józka, którego zapytał o zdrowie, a potem przeszedł do sedna:
Jan następnej nocy, tak jak się umówił, przyszedł do Heleny – zjawy, która już na niego czekała. Wysłuchała z cierpliwością wszystko co jej chłopak opowiedział.
Podziękowała Jasiowi za przysługę po czym zniknęła. Kilka dni później ukazała się Wandzie, która szła wieczorem koło jej grobu. Wanda, gdy ją zobaczyła, wystraszyła się i zaczęła uciekać. Helena szybko ją dogoniła i chwyciła mocno za szyję mówiąc:
Wanda słowa dotrzymała, gdyż od tego czasu Józef czyścił grób Heleny, zapalał świeczki, wymieniał kwiaty, a przede wszystkim modlił się za nią i przepraszał za chwile zwątpienia. Helenka miała zaś satysfakcję, że i po śmierci wygrała z Wandą.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!