Choć Juszczyn ciągnie się po obu stronach drogi krajowej nr 28 na przez prawie 3 km, na całym tym odcinku są zaledwie dwa przejścia dla pieszych. W dodatku to, które znajduje się w centrum wsi, jest zlokalizowane tak niefortunnie, że prawie nikt z niego nie korzysta. Dzieci ryzykują życiem, przebiegając przez jezdnię w innych miejscach.
Mieszkańcy Juszczyna już od dłuższego czasu apelują o przeniesienie przejścia dla pieszych, które znajduje się przy skrzyżowaniu z drogą prowadzącą na tak zwane Zawodzie. Tamtejsza zebra zupełnie nie spełnia swojej roli, ponieważ, aby dotrzeć do niej ze szkoły czy kościoła, trzeba iść bardzo wąskim poboczem ruchliwej krajówki. O pieszych, którzy się na to zdecydują, niemal ocierają się przejeżdżające tiry. Dlatego większość ludzi przebiega przez drogę krajową tam, gdzie jest im najwygodniej. Najczęściej przed kapliczką stojącą przy skrzyżowaniu z jezdnią wiodącą do szkoły i kościoła.
– Chcielibyśmy, aby przejście dla pieszych znajdowało się właśnie tam, ale Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie zgadza się na to, ponieważ byłoby ono wtedy zbyt blisko przystanku autobusowego. Są jakieś przepisy, które to regulują. Ale przecież podobne rozwiązania z powodzeniem funkcjonują w innych miejscach. Na przykład w Juszczynie przy skrzyżowaniu z drogą na Juszczyńskie Polany i w Makowie Dolnym. Skoro tam przejścia mogą być koło przystanków, to dlaczego w centrum Juszczyna jest to niemożliwe? – dziwi się Dorota Kaczmarczyk, mieszkająca w Juszczynie radna gminy Maków Podhalański.
Ponieważ wytypowana przez mieszkańców lokalizacja zebry została odrzucona przez GDDKiA, pojawiła się inna propozycja – aby umieścić je po drugiej stronie skrzyżowania z drogą do szkoły, vis-à-vis posesji z zawsze otwartą bramą. – W październiku ubiegłego roku, na wizję lokalną w tej sprawie przyjechał przedstawiciel suskiej drogówki, który uznał, że przejście w tym miejscu nie będzie do końca bezpieczne, ale mimo to zaaprobował tę lokalizację. Gdy jednak w czerwcu miało dojść do podjęcia ostatecznej decyzji, Generalna Dyrekcja jeszcze raz poprosiła policję o opinię. I wtedy przyjechali już panowie z Komendy Wojewódzkiej w Krakowie, którzy powiedzieli, że absolutnie nie zgodzą się na przeniesienie przejścia we wskazane miejsce, bo będzie ono niewidoczne dla kierowców jadących zarówno od strony Kojszówki, jak i od strony Białki – mówi Dorota Kaczmarczyk.
Radna podkreśla, że ta odmowa bardzo rozsierdziła mieszkańców, którzy od października żyli w przekonaniu, iż sprawa została rozstrzygnięta na ich korzyść, a przeniesienie zebry to tylko kwestia czasu. Teraz, gdy zbliża się kolejny rok szkolny i ich dzieci znów będą ryzykować życiem, przebiegając przez drogę krajową „na dziko”, juszczynianie coraz częściej mówią, że jeśli nic się zmieni, wyjdą na istniejące przejście dla pieszych i będą chodzić po nim tam i z powrotem tak długo, aż w końcu zapadnie decyzja o jego przesunięciu…
Dorota Kaczmarczyk podkreśla, że jest jeszcze jedna opcja, którą można by było spróbować wprowadzić w życie, o ile Komenda Wojewódzka Policji nie zmieni zdania. To przeniesienie przystanku autobusowego. Jeśli bowiem zostanie on przesunięty w stronę Makowa, to nie będzie już żadnej przeszkody, by przejście dla pieszych znalazło się koło kapliczki przy skrzyżowaniu.
Jednak Paweł Barzycki, kierownik Referatu Gospodarki Komunalnej Urzędu Miejskiego w Makowie Podhalańskim twierdzi, że to zbyt skomplikowana sprawa. – Pomysłami można rzucać jak rękawa, ale trzeba wziąć pod uwagę realia – czynności administracyjne i projektowe oraz koszty. Przeniesienie przystanku wiąże się z przebudową drogi krajowej. Trzeba znaleźć nowe miejsce na zatokę autobusową, co nie będzie łatwe, bo jest tam dość ciasno, wykonać dokumentację, przekonstruować projekt organizacji ruchu i tak dalej – tłumaczy. Jak dodaje, najłatwiejszym do wprowadzenia rozwiązaniem byłaby budowa chodnika, który umożliwiłby bezpieczne dojście do istniejącego przejścia dla pieszych. – Będziemy naciskać Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, aby zajęła się tym problemem – podkreśla.
Próbowaliśmy poznać opinię krakowskiego oddziału GDDKiA na temat ewentualnej budowy chodnika, ale okazało się, że rzeczniczka prasowa tejże instytucji jest obecnie na urlopie, a nikt inny nie może nam udzielić informacji. Wysłaliśmy zatem zapytanie e-mailem i czekamy na odpowiedź.
Edyta Łepkowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze