Na skraju lasu w Wieprzcu stała uboga chata. Mieszkał w niej Florian wraz z żoną Stefanią i dwoma synami Kazimierzem i Jackiem. Matka zajmowała się głównie pracą w domu: gotowaniem, szyciem oraz sprzątaniem. Ojciec wyplatał wiklinowe koszyki, takie całkiem małe do święcenia w Wielką Sobotę i duże do kopania motyką ziemniaków, noszenia warzyw, czy trawy dla krów. Sprzedawał je na jarmarkach w Makowie oraz w Suchej. Czasem jeździł też do Jordanowa i Nowego Targu. W inne dni tygodnia, kiedy nie było targów w okolicy chodził po gospodarstwach, handlując koszykami. Ludzie chwalili je mówiąc, iż są wykonane bardzo solidnie.
Synowie dorastali i ich utrzymanie było drogie. Trzeba było kupować nowe buty i odzież, ponieważ stare były za małe. Mężnieli toteż więcej jedli. Pewnego dnia Florian przy stole w izbie rozmawiał z nimi:
– Moi drodzy Kaziku i Jacku – ja już mam mało sił, więc wy musicie nauczyć się pleść koszyki, abyście godnie kontynuowali fach naszej familii. Dziadkowie wasi, wujkowie pletli, to i wy powinniście.
– No pewnie, że się będziemy uczyli – odpowiedzieli chórem.
Ojciec im dokładnie wszystko pokazał jak prawidłowo wykonać koszyki. Szybko nauczyli się tej pracy. Spod ich ręki wychodziły arcydzieła.
Pewnego razu, kiedy jechali konno wozem do Nowego Targu, by sprzedać towar na miejscowym jarmarku, z lasu wybiegli zbóje. Trochę ich wtedy pobili, a koszyki, konia oraz wóz zabrali. Na koniec odwieźli chłopców daleko w las i tam pozostawili. Surowo przykazali im także, aby byli cicho i nie mówili nikomu o tym, co ich spotkało. Młodzieńcy nie wiedzieli gdzie są, szli przed siebie, chociaż nogi ich okrutnie bolały. Wreszcie zobaczyli dwór. Dozorcy wpuścili ich do środka. Chłopcy byli przystojni. Spodobali się córkom dziedzica, który już dawno pragnął je wydać. Wcześniej przyrzekł pociechom, że to one mogą wybrać przyszłych mężów. Obie spełniły wolę ojca i wybrały Kazimierza oraz Jacka. Po ślubie w pięknej kaplicy dworskiej, wraz z gośćmi przeszli do wielkiej sali reprezentacyjnej, gdzie rozpoczęły się tańce i biesiadowanie przy suto zastawionych stołach. Chłopcy sprowadzili również do dworu swoich rodziców, którzy tam zamieszkali za zgodą dziedzica. Odtąd było im tak dobrze, że każdego dnia łapali szczęście i modlili się, aby ich nigdy nie opuściło. Ludzie powinni uczciwie żyć zawsze, bo nie wiadomo, jaki los może ich spotkać. W tym przypadku żywot rodziny odmienił się z biedy w zamożność.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!