Działo się to w Białce dawno temu. Jednego lata panowały wyjątkowo wielkie upały. Słońce prażyło całymi tygodniami. Nie było widać końca tej suszy. Wtedy kobiety z wioski wiły wianek, aby nim ubrać kapliczkę domkową, z XVIII stulecia, zwieńczoną wieżyczką, której dzwon w przeszłości służył do odpędzania burz. Dzwoniono rano, w południe oraz wieczorem. Dzwon uratowali mieszkańcy, chowając go w czasie II wojny światowej przed Niemcami, którzy chcieli go zabrać i przetopić. Wewnątrz kaplicy, w barokowym ołtarzyku, mieści się wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, który jest połączeniem obrazu, a także płaskorzeźby. Nad nim znajduje się malowidło przedstawiające świętego Wojciecha. Kompozycję dopełnia wymalowana na ścianie za ołtarzem draperia. Ściany kapliczki są wypełnione namalowanymi wizerunkami: świętego Józefa z Dzieciątkiem i Matki Bożej Bolesnej, po lewej stronie, a po prawej, świętego Jana Nepomucena oraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dawniej odprawiane były w kaplicy Msze Święte, sprawowane przez makowskich księży. Mieszkańcy w maju licznie zbierali się wokół kaplicy modląc się i śpiewając pieśni wychwalające Maryję. Zwyczaj ten przetrwał do dziś, chociaż większość wiernych modli się oraz śpiewa w pobliskim kościele. Podkreślić należy, że kaplica jest zawsze pięknie zadbana.
Kobiety postanowiły, przy wspomnianej wcześniej pracy wicia wieńca, iż muszą ratować Białkę oraz okolice przed narastającą suszą.
Wieczorem zgodnie z planami kobiety przyszły do kapliczki, wytarły kurze, umyły posadzkę, pozamiatały wokół. Następnie ubrały ją pięknie. Drzwi wejściowe przybrały wieńcem, w ołtarzyku rozłożyły biały, haftowany obrus, a do flakonów włożyły świeże kwiaty, zerwane z ogrodów. Wszystko pachniało i lśniło.
Modliły się długo. Odmówiły różaniec oraz Litanię do Najświętszej Maryi Panny. Cudnie śpiewały maryjne pieśni.
Następnego dnia, od rana zaczęło mocno padać. Kobiety zebrały się w domu u Agnieszki, aby podziękować Bogu i Maryi za deszcz. Rozpętała się burza. Błyskało się na pół nieba i bardzo grzmiało. Agnieszka zapaliła gromnicę. Potem wszystkie schowały się za piecem wokół komina.
Padało jeszcze kilka dni. Skawa wylała z koryta, zatapiając wiele gospodarstw, położonych w pobliżu rzeki. Wezbrana woda zabrała most. Wkrótce powódź zalała całą wieś i okolice.
Następnego ranka Agnieszka popatrzyła przez okno. Były białe chmury, nie padało. Powoli wstawało słońce. Woda trochę opadła. Uradowana obudziła męża.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!