Dawno temu w Juszczynie, nad brzegiem Skawy, w małej, drewnianej chałupinie, ze słomianą strzechą, mieszkała rodzina Guzików. Ojciec Józef pracował w lesie przy wyrębie drzew, a matka Matylda zajmowała się gospodarstwem. Syn Olek kochał swoich rodziców i pomagał im w pracach domowych oraz polowych. Cała trójka była bardzo szczęśliwa. Familię Guzików wszyscy znali w całej okolicy, gdyż pomimo tego, że sami nie posiadali wielkiego bogactwa, to zawsze dzieli się z potrzebującymi żywnością, odzieżą i pieniędzmi.
Pewnego razu Olek wybrał się do lasu na jagody. Kiedy nazbierał już pełen koszyk, postanowił wrócić do domu. Szedł wesoło i nucił ulubioną piosenkę, raz po raz wygwizdując jej dźwięki. Nagle potknął się o korzeń wystający z ziemi. Cała praca poszła na marne. Wszystkie jagody się rozsypały. Zasmucony chłopiec z trudem wstał. Wtem zauważył, że coś rusza się za pobliskim krzakiem. Podszedł bliżej i dopiero teraz spostrzegł sowę, miotającą się nerwowo oraz skrzeczącą piskliwym głosem. Na pierwszy rzut oka miała złamaną nogę, a także lekko wykrzywione prawe skrzydło. Olek zabrał ptaka do domu i opatrzył. Po kilku tygodniach sowa powróciła do zdrowia. Młodzieniec, który bardzo się do niej przywiązał, z ogromnym żalem wypuścił ją na wolność.
Dwa lata później w Juszczynie i okolicznych wioskach wybuchła epidemia cholery. Wzrastała z dnia na dzień śmiertelność wśród ludności. Rodzice Olka również zachorowali. Jedynym lekarstwem na zwalczenie choroby był wywar ze słonecznego kwiatu, który rósł gdzieś za górą Naroże. Chłopak bez wahania wyruszył po cudowny, uzdrawiający środek. Szedł prawie cały dzień, zanim doszedł na miejsce. Kwiat łatwo można było dostrzec, gdyż na polanie wzbijał się ponad inne rośliny. Strzegli go zbójnicy. Olek postanowił poczekać, aż się ściemni, a strażnicy zapadną w głęboki sen. Gdy tak się stało, po cichutku ruszył, aby zabrać leczniczą roślinę. Niestety, zbóje usłyszeli kroki i schwytali Olka. Wówczas niespodziewanie na pomoc młodzieńcowi przyleciała sowa, którą kiedyś on uratował. Odwróciła uwagę zbójników, szczypiąc ich boleśnie po całym ciele. W tym czasie Olek zerwał kwiatek. Jeden ze zbójców zastrzelił sowę. Chłopiec zabrał ją i co sił pobiegł w stronę lasu. Zbójnicy wprawdzie ścigali Olka, ale nie zdołali go już dogonić. Chłopiec z bólem w sercu pogrzebał ukochaną sowę, po czym wyruszył w powrotną drogę do swojej rodziny. Młodzieniec uratował nie tylko rodziców, ale również ludność Juszczyna i jego okolic. Na cześć Olka i sowy mieszkańcy nazwali osiedle, na którym mieszkał, Oleksowa.
Kazimierz Surzyn
K. Surzyn, Legendy Podbabiogórskie, Wadowice 2010.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!