Suskie jarmarki cieszyły się wielkim powodzeniem wśród okolicznych gospodarzy. Jeden z nich, Antoni Nosal z Tarnawy Dolnej, kupił sobie na nim konia. Szare zwierzę z białą grzywą i ogonem było najpiękniejsze na całym targu. Nic więc dziwnego, że chłop wybrał właśnie tego konia. Pieniądze na jego zakup Nosal zbierał długo. Pochodziły one z handlu owocami oraz skórami. Koń, kupiony od handlarza niskiego wzrostu i z długą czarną brodą, wyglądał na zmęczonego. Już na bazarze znajomi ostrzegali Antoniego, by dobrze strzegł konia, ponieważ jego uroda może spowodować, że znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mu go ukraść.
- Wszystko mam zabezpieczone, nikt nic mi nie ukradnie – chłop oznajmił sąsiadom i przewiązał tobołek na grzbiecie konia. Znajdowały się w nim podarunki dla rodziny. Żonie Kunegundzie kupił duże czerwone korale, córce piękną lalkę, a synkowi konika na biegunach.
Antoni, wracając z jarmarku do domu leśną drogą, rozmyślał o przestrogach bliskich mu ludzi.
- Nie ma takiej możliwości, aby mi ktoś zabrał konia. Będę zamykał go w stajni na rygiel i kłódkę – pomyślał spokojnie.
Wtem na drodze zobaczył buta, który wyglądał na nowego. Był czarny, wysoki, na grubej podeszwie, skórzany.
- Co? Jeden but? – zdziwił się. – Co mi z niego – rozważył i nie zatrzymując się podążył dalej.
Przejechał parę metrów i ujrzał drugiego buta z tej samej pary. Tym razem Antoni zatrzymał się, zsiadł z konia i zabrał buta. Postanowił też uwiązać zwierzę u przydrożnej lipy i wrócić po pierwszego chodaka. Po drodze zastanawiał się, dlaczego nikt wcześniej nie zabrał tych butów, zwłaszcza że przed nim w dzień jarmarku tą drogą wracało wielu ludzi. Nie podejrzewając niczego, schylił się po buta. Odwracając się zobaczył z daleka tego samego handlarza z jarmarku, który wcześniej sprzedał mu konia. Człowiek ów odwiązywał postronek. Domyślił się, że właśnie kradnie jego zwierzę. Nosal biegł co sił, ale złodziej wsiadł na konia i pogalopował w głąb lasu. Przepadło zwierzę oraz prezenty dla członków rodziny. Chłop długo jeszcze stał na drodze z parą nowych butów.
- Mogłem uważać i słuchać rad znajomych. Jak ja teraz to powiem żonie? – zastanawiał się głośno, a potem smutny udał się pieszo do chaty.
Kunegunda, krzątając się po kuchni, raz po raz spoglądała w okno. Myślała o mężu, który długo nie wracał z jarmarku. Nagle zobaczyła go i wybiegła na podwórko.
- Cóż to? A gdzie masz konia? – zapytała męża. Ten nie mając wyjścia opowiedział małżonce całą historię, która mu się przydarzyła. Kończąc chłop pomyślał: „No to teraz mi się dostanie”. Jednak reakcja Kunegundy była zupełnie inna. Żona czule pogłaskała Antoniego po głowie i rzekła:
- Nie przejmuj się, stary, jakoś sobie poradzimy. Wiesz, dzisiaj dostałam spadek po wuju z Ameryki. Jesteśmy bogaci. Na konia i wiele innych rzeczy starczy nam pieniędzy.
Chłop nic nie odpowiedział, tylko zdumiony roześmiał się z nagłego przypływu radości.
Kazimierz Surzyn
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!