Dziki, lisy, a nawet wilki można dziś spotkać bardzo blisko zabudowań mieszkalnych. Niektóre z tych zwierząt bez obaw grasują na ulicach miast i w przydomowych ogródkach. Czasem atakują, siejąc popłoch w całej okolicy. Problem panoszącej się w pobliżu ludzkich siedzib dzikiej zwierzyny omawiano na ostatniej sesji Rady Miejskiej w Makowie Podhalańskim.
Jako pierwszy temat poruszył radny Łukasz Klimasara. – Na osiedlu Zarąbki w Grzechyni grasują dziki, które nawet zaatakowały człowieka. Mieszkanka zwracała się z prośbą o pomoc do myśliwych, ale oni nie mogą nic zrobić, bo nie wolno im polować tak blisko zabudowań. Ludzie strzelają w nocy petardami, próbując odstraszyć te zwierzęta, ale one już na to nie reagują – mówił, apelując o wsparcie do stróżów prawa i burmistrza Makowa Podhalańskiego. Obecny na sesji przedstawiciel makowskiego komisariatu stwierdził jednak, że policja nie ma środków do walki z dzikami…
Włodarz miasta też nie umiał znaleźć rozwiązania problemu. – Staramy się pomagać ludziom w tej sprawie, głównie kontaktując ich z kołami łowieckimi, ale ponieważ pomiędzy domami nie można wykonywać żadnych czynności myśliwskich, jest to patowa sytuacja. Prawdą jest, że leśna zwierzyna coraz częściej schodzi do siedlisk ludzkich. Mam nagrania z dzikami zarówno na Rynku w Suchej Beskidzkiej, jak i na naszym. Państwo polskie spycha odpowiedzialność - a to na sołtysów, a to na gminy, a to na koła łowieckie i tak się wszyscy miotamy, co z tą zwierzyną zrobić i komu ją przypisać – powiedział.
Radny Kazimierz Polak dodał, że nie tylko dziki dają się we znaki mieszkańcom makowskiej gminy. Równie - jeśli nie bardziej - uciążliwe są lisy, które sieją ogromne spustoszenie w kurnikach. – W Grzechyni jest dosłownie ich plaga. W związku z tym proszę, by zorganizować spotkanie z kołami łowieckimi, aby zmobilizować je do działania. Może należałoby ustanowić jakąś nagrodę na świętego Huberta, dla najlepszego myśliwego, który spowoduje zmniejszenie populacji dzików i lisów – sugerował.
Jak podkreślił, od przedstawiciela samorządu gminy Stryszawa słyszał, że nie ma tam problemu z dziką zwierzyną, właśnie dzięki odstrzałom realizowanym przez koło łowieckie. – Nie wiem, czy to nie taka propaganda, że gdzieś tam, u sąsiada jest lepiej. Przecież my za każdym razem opiniujemy plany łowieckie, które co roku są zwiększane. To nie jest tak, że koło łowieckie ich nie realizuje. Robi to, a dodatkowo w połowie roku przychodzi z wnioskiem o zwiększenie planu odstrzału zwierzyny, co my zawsze opiniujemy pozytywnie – odparł burmistrz Paweł Sala.
Włodarz podkreślił, że problem dzików będzie narastał, dopóki gospodarka rolna w całej okolicy będzie się kurczyła. Jak przypomniał, kiedy większość pól była uprawiana, zwierzyna w poszukiwaniu pożywienia nie musiała zapuszczać się w pobliże domów mieszkalnych. Znajdowała go pod dostatkiem na polach sąsiadujących bezpośrednio z lasami.
Edyta Łepkowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze