Mustang to legenda amerykańskich dróg od 1964 roku. Europa doczekała się go seryjnie dopiero wraz z szóstą generacją (od 2015 r.), która regularnie przechodzi modernizacje, nie gubiąc tożsamości. Nadwozie nawiązuje do klasyki – masywne proporcje i odrobina retro w rysunku – ale technologia jest jak najbardziej współczesna: reflektory LED z przodu i z tyłu, 19-calowe koła (255/40 R19 z przodu i 275/40 R19 z tyłu), hamulce Brembo z 6-tłoczkowymi zaciskami i wentylowanymi tarczami, kamera cofania z czujnikami oraz cztery rasowe końcówki wydechu.
W efekcie Ford Mustang GT Cabrio wygląda jak należy: muskularnie, autentycznie i bez udawania sportu pod pikselowymi filtrami.
Za kierownicą od razu widać dialog historii z teraźniejszością. Charakterystycznie ukształtowana deska rozdzielcza przypomina protoplastów, ale cyfrowe zegary oferują kilka widoków – od „klasyki” po tryb wyścigowy – z możliwością doboru informacji i kolorystyki. W podmenu znajdziesz Track Apps: m.in. blokadę tylko przednich hamulców (drag), pomiary przyspieszeń i okrążeń.
Trójramienna, skórzana kierownica dobrze leży w dłoniach, a skórzane fotele z wyraźnym trzymaniem bocznym stabilnie podpierają ciało. Ergonomia nie sili się na fajerwerki – kierowca ma wszystko pod ręką, schowków też jest w sam raz. Materiały i montaż nie aspirują do niemieckiego „laboratorium jakości”, ale Mustang nigdy nie obiecywał sterylności. Obiecywał emocje – i dotrzymuje słowa.
Płócienny dach składa się warstwowo, zapewniając rozsądny komfort akustyczny i termiczny. Mechanizm działa półautomatycznie: najpierw odbezpieczasz centralny zamek ręcznie, potem przytrzymujesz przycisk na ramie przedniej szyby. Proces trwa niespełna 10 sekund i można go wykonać w ruchu (do 5 km/h). Dach nie chowa się pod sztywną pokrywą – pozostaje odsłonięty. Przy słupkach B powstaje otwarta przestrzeń maskowana plastikowymi elementami, które trzeba zdjąć i schować przed rozłożeniem. Czy to idealne? Nie. Czy zabiera radość z jazdy? Wcale. Ford Mustang GT Cabrio z opuszczonym dachem brzmi i wygląda tak, że te drobiazgi mają drugorzędne znaczenie.
Sercem Mustanga pozostaje wolnossący, 5-litrowy V8 Coyote: 449 KM, 529 Nm, limiter przy ~7000 obr./min i maksimum momentu przy 4600 obr./min. Testowany egzemplarz współpracuje z 10-biegowym automatem. W codziennej jeździe skrzynia szybko wrzuca „długie” biegi (przy ~50 km/h potrafi jechać na 8. lub 9.), co pomaga w ekonomii – na tyle, na ile pozwala V8. Pod pełnym gazem automat redukuje nawet o cztery przełożenia; kickdown trwa chwilę i nie jest jedwabisty, ale gdy w tle gra ośmiocylindrowa orkiestra, łatwo to wybaczyć.
W liczbach? 0–100 km/h w 4,8 s. Minimalna masa własna kabrioletu z automatem to ok. 1893 kg, więc zdrowy rozsądek obowiązuje – zwłaszcza że tylna oś potrafi „zatańczyć” nawet na suchym asfalcie przy włączonej kontroli trakcji.
Aktywny układ wydechowy (cztery końcówki) oferuje tryby: Cichy, Normal, Sport i Race Track. Ten ostatni brzmi jak otwieranie bram piekieł. Ciekawostka: harmonogram „Dobry sąsiad” pozwala zaprogramować ciche starty o porannych godzinach. W mieście to złoto. A gdy wjedziesz do tunelu – wiesz, co robić.
Standard obejmuje przednie sportowe amortyzatory i niezależne tylne zawieszenie Integral-link; opcjonalnie dostępne są adaptacyjne amortyzatory MagneRide (regulują sztywność do 1000 razy na sekundę). W efekcie Ford Mustang GT Cabrio potrafi być zaskakująco pewny i posłuszny w zakrętach. Precyzyjny układ kierowniczy zachęca do szybszej jazdy, choć gabaryty (ok. 4,7 m długości i 1,9 m szerokości bez lusterek) i masa przypominają, że to nie jest narzędzie na wąskie alpejskie szlaki.
Na gładkim asfalcie robi świetne wrażenie; na gorszych nawierzchniach zachowuje komfort GT, dopóki nie zaczniesz mocno naciskać – wtedy potrafi podskoczyć. Brembo robi swoje, gdy trzeba się zatrzymać – i robi to skutecznie.
Bak ma 61 litrów. Przy bardzo spokojnej jeździe zobaczysz okolice „papierowych” 12 l/100 km, ale to wymaga stalowej woli. Realny przekrój: 13,5 l/100 km w dłuższym teście, bez trudu 18 l/100 km przy ostrzejszym traktowaniu i dachu w dół. Zasięg? 350–400 km – przeciętnie, ale w przeciwieństwie do elektryków nie czekasz na ładowarce.
Dla kierowcy, który szuka samochodu z duszą: wolnossące V8, napęd na tył, wyrazisty dźwięk i wygląd, którego nie da się pomylić z niczym innym. Ford Mustang GT Cabrio nie próbuje udawać europejskiej perfekcji panelowych szczelin; daje czyste wrażenia z jazdy, poczucie mocy i kontakt z otoczeniem, gdy dach znika za plecami. To sportowy samochód dla ludzi, którzy kochają jeździć, a nie tylko „posiadać”.
W czasach filtrów, cichych kabin i cyfrowych sztuczek Ford Mustang GT Cabrio przypomina, że motoryzacja to dźwięk, zapach i fizyczne doznania. Ma swoje kaprysy – automat czasem się namyśla, dach wymaga rytuału, paliwo znika szybciej niż byśmy chcieli – ale odwdzięcza się autentycznością, którą trudno dziś kupić.
Dowiedz się więcej na: trofeo.pl
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze