Reklama


Dlaczego sport uczy życia?

15/03/2022 21:10

Urodziłem się w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, więc jestem jednym z ostatnich roczników, które wiedzą z własnego doświadczenia, czym jest/był pegasus, nagrywanie kaset wideo, jak to jest żyć bez telefonu, WiFi w telefonie, snapchata, instagrama, facebooka czy nawet bez samego komputera. Cały swój wolny czas i ogromne pokłady energii wykorzystywałem na podwórku. Jestem "dzieckiem podwórka", tak jak wielu rówieśników. I teraz po latach czuję się szczęściarzem. A hasła, które dzisiaj chciałem opisać, brzmią: Sport uczy życia i „Imopeksis” – współczesna pedagogika!

Pierwszy komputer dostałem w wieku 11 lat. Telefon trochę wcześniej, stary samsung, dzisiaj zwany "cegłą", na którym szczyt możliwości stanowiła rozgrywka w węża, ale przynajmniej był nie do zdarcia. Żadna ściana nie była mu straszna. Uwielbiałem oglądać mecze w telewizji, ale że mieliśmy raptem kilka kanałów, to nie było tego za wiele. Pierwszy wielki turniej, który pamiętam, to MŚ 2002 w Korei i Japonii, gdzie nasi piłkarze nie zachwycili. Lubiłem mecze reprezentacji, bo rozgrywano je w weekendy, więc nie było problemu, ale gorzej z Ligą Mistrzów. W TVP puszczano jeden mecz co dwa tygodnie o 20:45. Oglądałem połowę, bo rano szkoła. Mecze na podwórku toczyliśmy praktycznie całymi dniami. W niedzielę nadchodziło prawdziwe święto. Mecze przy pomniku na Makowskiej Górze. Schodzili się mieszkańcy z różnych osiedli. Najpierw jako dziecko nie miałem wstępu, więc z kolegami kopaliśmy sobie piłkę gdzieś z boku. Patrzyliśmy na starszych z zazdrością i zastanawialiśmy się, kiedy dołączymy do gry. Czasami brakowało im grajka i wołali któregoś z nas, a ten wywołany czuł się dumny jak paw. Po czasie sami byliśmy w centrum sportowych wydarzeń. Dojeżdżaliśmy na rowerach. Pamiętam, że zaraz po przebudzeniu co niedzielę patrzyłem przez okno, czy pogoda pozwoli zagrać. I jeśli nie padało, to nic mi więcej do szczęścia nie było potrzeba. Graliśmy do zmierzchu. Nie było sztucznego oświetlenia, szatni. Szatnią był plecak. Wielokrotnie przychodziło przeszło 20 zawodników. Na osiedlu też mieliśmy swoje "orliki", krzywe, zwykle zarośnięte, ale nasze. Sami robiliśmy sobie bramki, czy to z plecaków czy palików. Pamiętam, że któregoś wieczoru zebraliśmy się dużą ekipą, pierwsza akcja – piłka poleciała za boisko, na pole z kapustą, sąsiad - właściciel pola przypadkiem krzątał się w okolicy, zobaczył całą sytuację - zabrał piłkę i było po meczu. Zimą narty, sanki, organizowaliśmy sobie mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie. Akurat tamte lata zbiegły się z „Małyszomanią”. Było kreatywnie. I kiedy po meczu nie było już siły - pojawiały się te niezapomniane okrzyki z okna, które niosły się na pół osiedla - OBIAD!

Reklama

W zimie czasami prosiliśmy wujka, Andrzeja Stopkę, który ma stadninę koni na Makowskiej Górze, by zrobił nam kulig. I ktoś siedział na saniach, a reszta na doczepianych saneczkach. Zawsze huśtaliśmy się na maksa, by ten ostatni wypadł z sanek. I wypadał!

Jak dostałem na urodziny piłkę replikę z EURO 2004 - Roteiro, to traktowałem ją z wielkim szacunkiem, trzymałem na półce, myłem pod prysznicem, wycierałem. Było mi smutno, kiedy na podwórku nie było czym grać i - z bólem serca - musiałem ją udostępnić.

Reklama

W późniejszych latach grywaliśmy za bramkami lub na betonówce na Halniaku. Do dzisiaj pamiętam, jak boli wślizg na betonie! Czasami kiedy ówczesny pan gospodarz obiektu, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, miał dobry dzień, to pozwalał nam wejść na płytę główną, tam ustawialiśmy sobie bramki i czuliśmy się, jak gwiazdy futbolu!

Przypominam sobie świątecznie granie na naszym "odświętnym" boisku, którego zdjęcie dołączyłem do tekstu. Działo się to jakieś dziesięć lat temu. Umówiliśmy się na 15:00, boisko powoli się zapełniało, patrzymy w niebo i zaniemówiliśmy. Chmury czarne jak kawa nadciągały nad nasz plac gry. Chyba nigdy czegoś takiego nie widziałem. Niektórzy w pośpiechu uciekali byle dalej. Ci, którzy mieszkali blisko mieli handicap, ja wraz z kilkoma kolegami mieliśmy dobre pół godziny na rowerze. Tak nas dolało, że pamiętam do dziś. Przygoda.

Reklama

 

Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Podwórka już nie są pełne dzieci, orliki, boiska nie są już taką atrakcją, jaką powinny być. My graliśmy na krzywiznach, wertepach, pastwiskach, nieraz w trawie po kostki, a tutaj idealne boiska, proste jak stół. Po ulewie sztuczna trawa błyskawicznie nadaje się do gry. Pytam czasami młodych chłopców co robią w wolnym czasie, a Ci wymieniają obce nazwy gier komputerowych – "Fortnite", "FIFA" czy "League of Legends", o których nie mam większego pojęcia. Częściej rozmawiają przez komunikator niż na żywo. A jeśli już, to wgapieni w telefon. To zjawisko nazywa się "Phone zombies". Albo „FOMO”. Znak czasu. Sam też się niestety na tym łapię. Są już restauracje, gdzie celowo nie ma WiFi, żebyśmy rozmawiali ze sobą!

Reklama

Posłużę się dzisiaj rewelacyjną książką, której autorem jest dr. Łukasz Panfil – "Sport uczy życia". Fantastyczne podejście do dzieci, do sportu u dzieci, w którym często dominuje chora presja i „wynikomania”, który często wciąga i trenerów. Oto kilka mądrości i zasad:

- W sporcie dzieci głównie chodzi o to, żeby kształtować lepszych ludzi, a dopiero w dalszej kolejności sportowców!

- Nie każdy ma potencjał na gwiazdę sportu, ale każdy może być dobrym człowiekiem.

- Nie można nie nadawać się do sportu. Sport to nie tylko ścieżka mistrzowska, ale też amatorska.

Reklama

- Wszystkie dzieci mają talent, ale do różnych rzeczy, pomagajmy im je odkryć.

- Sport dzieci to NIE jest sport młodych dorosłych. W sporcie dorosłych liczy się wynik, tutaj rozwój, proces.  Należy uwzględniać etapy w życiu każdego człowieka, okresy sensytywne, etap egocentryczny.

- Uprawianie sportu wzmacnia proces uczenia się, więc nie powinno się stawiać sportu jako przeszkodę czy alternatywę do nauki.

Sport to nie tylko walory fizyczne, oczywiście ruch to zdrowie, w zdrowym ciele zdrowy duch, ale przede wszystkim kompetencje społeczne na całe życie. Młody człowiek, który trenuje np. piłkę nożną zyskuje wiele. Uczy się współpracować z innymi, tworzą się relacje, przyjaźnie, kształtuje empatyczne reakcje wobec innych, drużyna patrzy przecież w jednym kierunku. W życiu często się przegrywa, a więc młodzieżowe porażki w sporcie stanowią doskonałe przetarcie. Nie poddajemy się, tylko wstajemy i ruszamy do przodu. Wyciągamy wnioski zarówno z wygranych, jak i porażek. Uczymy się szacunku do sędziów, rywali, po prostu innych ludzi. Wkładamy w siebie wielkie pokłady pracy, jesteśmy zaangażowani, rywalizujemy, mamy cele. Sport uczy wytrwałości, by rozwijać swój talent, jeden trening nie wystarczy, uczy cierpliwości, bo potrzeba czasu na progres. Nie ma dróg na skróty. Słyszałem wiele historii gwiazd sportu, którzy podkreślali, że nie byli najlepsi nawet w swoich młodzieżowych drużynach, ale dzięki wytrwałej, konsekwentnej pracy wznieśli się na mistrzowski poziom, a ich dawni utalentowani koledzy przepadli. Rozleniwili się gdzieś po drodze, nasycili nastoletnimi sukcesami. Najlepszy napastnik świata - Robert Lewandowski raptem trzy razy zagrał w juniorskich reprezentacjach Polski, dopiero w roczniku U21. Był odrzucony przez Legię. Grali inni, a z perspektywy czasu widzimy, gdzie są oni, a gdzie jest Robert.

Reklama

Jest taka zabawa, którą zna każdy z nas – berek. Niby prosta, a jednak można na nią spojrzeć szerzej. Dziecko uciekając przed berkiem doświadcza takich emocji, jak strach czy ekscytacja. Ucieka, bo nie chce być berkiem. Inne dziecko w takiej samej sytuacji trzyma się blisko goniącego, by nim zostać. Obserwujemy kto ratuje innych, a kto chroni głównie siebie. Generalnie możemy przeanalizować w takiej zabawie, jakie są relacje w grupie, kto z kim współpracuje, jak dzieci zachowują się w obliczu "zagrożenia", kto ratuje innych, a kto ratuje siebie. Jaki jest poziom empatii.

Warto zatem bawić się w berka i ogólnie warto uprawiać sport. Nawet jeśli nie będziemy z tego żyć, to i tak korzyści są nieskończenie wielkie!

Reklama

 

Współczesna pedagogika w komunikacji z zawodnikiem. Imopeksis. Profesor Tadeusz Huciński i Tomasz Wilczewski, notatki ze szkoleń/podcastów.
 

- Jeżeli zawodnik sam przychodzi do trenera to słucha go w 60% i jest UPODMIOTOWIONY. Jeżeli trener podchodzi do zawodnika i narzuca siebie to zawodnik jest UPRZEDMIOTOWIONY i słucha w 30%. Każdy trener chce zawodnika, który go słucha. Trzeba więc wyczekać moment, nie narzucać się. Wyczekać, wysłuchać i odesłać zawodnika do siebie mówiąc choćby – „zastanów się Kaziu”, „przemyśl to”, „zrób jak uważasz”, a nie że odchodzi od trenera z jego służebną radą, narzucaniem. Wtedy zawodnik uczy się grać sobą. Jaka dobra atmosfera powstaje w grupie. W piłce nożnej to wielka rzadkość – tutaj dominujemy sterowanie. PlayStation. Dzieci nie przychodzą do nas po pouczanie, opinie, ocenę, pochwałę. Chcą być wysłuchane. Tyle.

Reklama

 

15 lat byłem treserem, potem zostałem coachem. Moment przełomowy?

Byłem trenerem kadry. Gramy mecz na MŚ o wejście do czwórki. Gramy z wybitnymi Chinkami. Nie miałem pomysłu. Wziąłem radę drużyny, dałem kasetę i mówię - dziewczyny, ustalcie co chcecie grać. Poprowadziły trening. Poustawiały się same. Władzę oddałem ze strachu, z tchórzostwa. Nie wierzyłem w to, że wygramy. Koniec drugiej kwarty, skoczyły pressingiem i zdobyły 12 punktów rzędowych. W życiu bym nie postawił na pressing z Chinkami! Żaden trener by tego nie zrobił. Pressing na lepsze technicznie dziewczyny?! W przerwie stanąłem z boku i one same robiły odprawę. Nie pozwoliłem asystentom wejść do szatni. Siadam i patrzę. Co to była za atmosfera? Jak one się motywowały, jak zagrzewały do walki,  jak chciały wygrać. Każdy trener marzy o takim poziomie motywacji w zespole. Oddanie odpowiedzialności wygrało nam mecz.

Reklama

Lekcja od Leo Beenhakkera

 

W wyjazdowym meczu z Kazachstanem selekcjoner zmienił Mariusza Lewandowskiego już po półgodzinie meczu. Wściekły zawodnik Szachtara, schodząc z boiska, złowrogo gestykulował, nie podał ręki Leo, ominął ławkę rezerwowych i udał się prosto do szatni. Nie ochłonął również po meczu, każdym swoim gestem pokazując otoczeniu jak bardzo jest zły na Beenhakkera.

Było jasne, że ten nie może tego tak zostawić i przejść nad zachowaniem zawodnika do porządku dziennego. Chodziło o jego autorytet. Ponieważ zbliżał się arcyważny mecz z Portugalią, decyzję trzeba było podjąć jak najszybciej. Ale Beenhakker celowo pozwolił, żeby to Lewandowski przejął inicjatywę, a im dłużej zostawiał go z nierozwiązanym problemem tym większą zyskiwał przewagę.

Reklama

Piłkarze naradzali się w swoim gronie, sztab w swoim. Wreszcie kapitan Maciej Żurawski poprosił sztab o rozmowę, stanęli w kole na środku boiska, do środka wszedł Lewandowski i oznajmił:

- Przepraszam za swoje zachowanie.

Nikt się nie odezwał czekając na reakcję Leo.

Selekcjoner podszedł, przytulił go na chwilę i odpowiedział:

- No problem.

Cztery dni później kadra wygrała 2:1 z Portugalią, a Lewandowski rozegrał fantastyczny mecz w środku pola - cytat z książki "Nawałka. Droga do perfekcji"

Kiedyś jeden z trenerów pojechał na staż do Serie A. Podczas treningu jeden z graczy strasznie się zezłościł, trochę pokrzyczał i wyszedł z treningu, samowolnie pojechał do domu.

Nasz trener pyta pierwszego trenera drużyny: Trenerze, co pan z tym zrobi?

Odpowiedź: Nic.

Dopytuje nasz: Jak to nic? Będzie kara, reprymenda?

Odpowiedź: Nie. Ten zawodnik wygra nam w sobotę mecz.

Dobra praktyka to nie rozliczanie zawodnika od razu.

Coś jak "Zbrodnia i kara". Wyrzuty sumienia, poczucie winy.

Przykłady z dnia codziennego

„Dziecko nie chce założyć skarpetek idąc do szkoły. I co się dzieje? Rodzic na to nie pozwala i każe lub sam zakłada temu dziecku te skarpety.

Jak to można zrobić inaczej?

Pozwolić mu. Nie chcesz? Ok, to nie zakładaj. Potem w szkole będzie mu chłodniej. Koledzy będą się śmiać. Przemyśli, przeanalizuje i następnego dnia sam pierwsze co zrobi to włoży skarpety”.

Jaka różnica?

Sam do tego dojdzie. Poczuje na własnej skórze.

Tylko to wymaga "wytrzymałości emocjonalnej" od dorosłego.

"Dziecko bawi się klockami, są porozrzucane po pokoju. Rodzic po jakimś czasie każe sprzątać albo sam to robi. A dlaczego? Niech dziecko się bawi ile chce, niech te klocki sobie tam leżą. Dzieci to geniusze, niech tworzą, kreują. To ważniejsze niż porządek w pokoju".

Dziecko pyta o coś? Odpowiedzmy:

- a jak Ty myślisz?
- co Ty byś zrobił?
- Jaki masz pomysł?
- Pomyśl
- Zrób jak uważasz

Dobrego dnia!

Dodaję link do świetnego wykładu z konferencji TED - Sherry Turkle o nazwie "Connected, but alone?". W ustawieniach można wybrać napisy PL. Wykład rzuca inne światło na ten znak czasu, na smartfony i całe zjawisko Phone Zombies.

Polecam książkę "Współczesna pedagogika" oraz rozmowy z nieodżałowanym profesorem Hucińskim i Tomkiem Wilczewskim.
Dodaję link do podcastu na temat IMOPEKSISU –

https://ekstratrener.pl/2019/02/01/podcast-jak-uczyc-futbolu-032-tadeusz-hucinski-i-tomasz-wilczewski-jak-prowadzic-trening-i-stworzyc-samodzielnego-pilkarza/

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo Sucha24




Reklama
Najnowsze wiadomości