Czy mieszkańcy naszego regionu właśnie zostali „Indianami Polski”? Okazuje się, że wystarczy jedno zdanie o Beskidach, żeby przenieść nas na Dziki Zachód. Wszystko przez wypowiedź, która właśnie wróciła do życia i wywołała sporo zamieszania. Jedni przecierają oczy ze zdumienia, inni przecierają klawiatury do pisania komentarzy, a my zaczynamy się zastanawiać, czy powinniśmy już szykować pióropusze, rozpalać ogniska i wybierać wodza. Na wszelki wypadek samą Babią Górę proponujemy zostawić w spokoju.
Wszystko zaczęło się od projektu dotyczącego promocji marki Beskidy. Lokalna Organizacja Turystyczna Beskidy w minionym roku pracowała nad strategią i analizą wizerunku regionu, a w projekcie uczestniczyła prof. Barbara Mróz-Gorgoń, autorka słynnego już raportu "Polaków portret własny" z chlebowością i sufferingiem. Podczas grudniowej konferencji w Bielsku-Białej mówiła o Beskidach jako miejscu wyjątkowym, pełnym kultury, bliskości natury i – jak podkreślała – specyficznej duchowości mieszkańców.
To jest zupełnie inny duch, którego wy, ludzie stąd, macie w sobie. Rzecz absolutnie przepiękna, która się przejawia w różnych rzeczach, która sprawia, że tutaj życie naprawdę tętni kulturą. Ta duchowość przejawia się też tym, że jednak jesteście inni i w tym dla mnie zawsze będziecie Indianami Polski.
Reklama
W pewnym momencie padły słowa, które dziś robią w Internecie prawdziwą karierę. Zdaniem profesor mieszkańcy Beskidów są inni, mają szczególny stosunek do natury, a właśnie ta odrębność może być atutem w kampaniach reklamowych lokalnych przedsiębiorców z branży turystycznej.
Skoro Beskidy to indiańskie ziemie, to czy pod Babią Górą powinniśmy już wypatrywać tipi? A może zamiast „Hej!” powinniśmy przejść na bardziej westernowe „Howgh”? W tytule raportu widnieją „rekomendacje dalszych działań”, ale chyba nie o taką nową tożsamość chodziło zleceniodawcom kilkumiesięcznej pracy nad wizerunkiem marki turystycznej.
Sama Lokalna Organizacja Turystyczna Beskidy podkreśla, że w całej sprawie znalazła się niejako „przy okazji”. To właśnie ona odpowiada za projekt strategii promocji regionu, jednak – jak zaznaczają jej przedstawiciele – w przygotowanym dokumencie nie ma mowy o „Indianach Polski”. Organizacja od lat pracuje nad promocją Beskidów, a strategia miała opowiadać o emocjach, kulturze i tradycji regionu, nie zaś fundować jego mieszkańcom zupełnie nową plemienną tożsamość. Koszty opracowania dokumentu zamknęły się w kwocie 40.000,00 zł brutto, podczas gdy całościowe sprawozdanie z realizacji zadania opiewa na kwotę 167.451,00 zł.
Końcowy dokument, przygotowany przez dr hab. Barbarę Mróz-Gorgoń, w pełni spełnia nasze wymagania. Zawarte w nim wnioski i tezy stanowią autentyczny zbiór informacji od uczestników spotkań, a nie wynik działania sztucznej inteligencji.
Reklama
Można więc spać spokojnie. Sucha Beskidzka pozostaje Suchą Beskidzką, Beskidy nadal są Beskidami, a jedynymi strzałami, jakie najpewniej zostaną wypuszczone, będą te oddawane w internetowych dyskusjach. Po tej historii hasło „Indianie Polski” może jeszcze długo chodzić po Beskidach własnym szlakiem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze