Dawno temu w dzień wypłaty przyszedł Marek wraz z kolegami do karczmy. Zamówili piwa i wesoło opowiadali o różnych wydarzeniach: a to o Joli co to uganiała się za mężczyznami, o Marcinie, który w kaplicy widział diabła, o Staszku lunatyku co zamiast w nocy spać chodził po ogrodzie i podobno chciał po drzewie wyjść do nieba, o Hance, której nie chciało się pracować w polu, gdyż pragnęła zostać śpiewaczką lub baletnicą w wielkim Krakowie. Marek przednio się bawił nie myśląc ani przez chwilę o tym, że w domu czekają na niego żona Weronika oraz dzieci Mateusz, Łukasz i najmłodsza Małgosia. Wypił sobie z kompanami jeszcze parę piw, zatańczył z Kasią do której od dawna czuł miętę, po czym udał się do chaty. Całkiem było już ciemno.
Marek kiwnął tylko głową, napił się z garnka trochę mleka i posłusznie poszedł spać. Weronika kochała bardzo Marka i swoje dzieci. Zależało jej na rodzinie. Pragnęła dla wszystkich szczęścia. Marek cały miesiąc nie pił, ale jak tylko dostał wypłatę, znowu poszedł z kolegami do baru. Cóż takie przyrzeczenia znaczą, kiedy marnował pieniądze potrzebne familii.
Pewnego razu, po rozmowach ze swoimi rodzicami, Marek w końcu zrozumiał, że najważniejsze w życiu są miłość, pielęgnowanie jej, troska o dobro żony, dzieci, także o zdrowie, aby długo się nimi opiekować oraz kochać. Nie pił, zaprzestał chodzenia do karczmy. Odtąd wszyscy byli szczęśliwi.
Kazimierz Surzyn
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze