Mieszkająca w Makowie Podhalańskim rodzina Pyków uważa, iż władze powiatu suskiego działają na jej szkodę. Chcą bowiem zlikwidować dojazd, która prowadzi do jej domu. W zamian oferują wprawdzie budowę nowego, jednak bardzo niefortunnie zlokalizowanego. Pykowie boją się, że poważnie utrudni to ich życie.
Dom rodziny Pyków znajduje się na działce otoczonej z trzech stron innymi parcelami, zaś z czwartej graniczącej z potokiem Młynówka. Dostęp z budynku do drogi publicznej zapewnia ustanowiona przed laty służebność przejazdu i przechodu przez teren będący własnością powiatu suskiego, a zarządzany przez Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Makowie Podhalańskim. Rodzina ma do dyspozycji wąski pas gruntu ciągnący się wzdłuż koryta Młynówki, oddzielony płotem od szkolnego ogrodu. Wykonała tam brukowany dojazd do domu, z którego może bez zakłóceń korzystać o każdej porze dnia i nocy.
Niestety, ma się to niebawem zmienić. Władze powiatu planują bowiem budowę internatu przy SOSW, a obok niego parkingu. Projektant uznał, że aby pomieścić stanowiska postojowe, nie zajmując przy tym znacznej części ogrodu przy szkole, należy zmienić przebieg służebności ustanowionej na rzecz Pyków. W taki sposób, by dojazd do ich domu przecinał szkolny teren wzdłuż jednej ze ścian mającego powstać internatu. Ale jeśli ten pomysł zostanie zrealizowany, życie rodziny może się zamienić w koszmar.
– Żeby wyjechać gdzieś samochodem, czy choćby wyjść pieszo, za każdym razem trzeba będzie otwierać i zamykać za sobą bramy w ogrodzeniu szkoły. Tak samo w czasie powrotu. Ale nie chodzi tylko o to. Wymyślone przez starostwo rozwiązanie wiąże się dla nas z wielką odpowiedzialnością. Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nie jest zwykłą szkołą, lecz placówką dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością umysłową. Jeśli ktoś z rodziny zapomni zamknąć na klucz bramę, któryś z uczniów mieszkających w internacie może wyjść poza ogrodzony teren i zabłądzić. Już teraz nie mogę spać, gdy o tym myślę – martwi się Marianna Pyka.
Kobieta ma żal do starosty suskiego Józefa Bałosa, że nawet nie próbował dojść z jej rodziną do rozwiązania korzystnego dla obu stron. Owszem, była wymiana pism, doszło też do paru spotkań, ale nie doprowadziły one do konsensusu. Władze powiatu nie brały bowiem pod uwagę żadnego innego wyjścia z sytuacji, niż przesunięcie dojazdu do domu Pyków na szkolny teren. Kiedy zaś rodzina zdecydowanie się na to nie zgodziła, skierowały sprawę do sądu…
Marianna Pyka pokazuje otrzymaną z suskiego starostwa mapę, zapewniając, że parking równie dobrze można by było zlokalizować przy samym internacie, bez zmiany przebiegu służebności. Rzeczywiście, wydaje się, iż dałoby się to zrobić. Dziewięć z zaprojektowanych stanowisk postojowych ma bowiem oddzielać od budynku internatu nowa droga dojazdowa do domu Pyków. Gdyby w miejscu jej planowanego przebiegu zlokalizować parking, to i wilk byłby syty, i owca cała. Przynajmniej takie wrażenie można odnieść, studiując mapę przygotowaną do celów projektowych.
Starosta Józef Bałos twierdzi jednak, iż projekt został opracowany po przeanalizowaniu wszelkich ewentualności i nie udało się znaleźć rozwiązania, które pozwoliłoby pozostawić drogę w jej obecnym miejscu. - Ale zmiana przebiegu służebności zabezpieczy państwu Pykom dojazd do budynku taki, jak do tej pory, dlatego zupełnie nie rozumiem, w czym tkwi problem. Próbowaliśmy doprowadzić do porozumienia, osobiście kilka razy spotkałem się z panią Marianną, przekonując ją do naszych racji, co jednak się nie udało. W rezultacie doszło do tego, że sprawa jest w sądzie – wyjaśnia starosta.
Edyta Łepkowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze