Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

niedziela, 15 kwiecień 2018 10:50

Bajkalska bajka Alicji Barahony cz.2

Wizyta w Wierszynie to zaledwie jedna z wielu przygód ekstremalnej podróżniczki, Alicji Barahony. Przebrnęła kilometry po lodzie, w śnieżnej zamieci i przy siarczystym mrozie, a to wszystko, aby przeżyć  kolejne wspaniałe przygody, spełnić marzenia i dotrzeć na granicę własnej wytrzymałości. Jaka jest Syberia okiem podróżniczki? Dlaczego nie dokończyła maratonu i co przekazał jej „Duch Bajkału”? O tym wszystkim przeczytacie tylko tutaj!

 

 

Syberyjskie powitanie

Niespodziewanie zakończył się tegoroczny Lodowy Maraton na jeziorze Bajkał. Po raz pierwszy od 14 lat jego istnienia organizatorzy podjęli decyzję o przerwaniu go w połowie dystansu, ze względu na nietypową, jak na ten okres pogodę syberyjską.

Na starcie powitała nas temperatura ok. -20 st. C. Do tego północno-wschodni wiatr, nasilający się z minuty na minutę, osiągając 80 km na godz.  Biegliśmy po zastrugach. Zamarznięta biała skorupa łamała się pod naszym ciężarem. Pod nią był tylko śnieg - sypki, jak mąka. Każdy krok był inny, każdy krok napotykał inną wysokość śniegu i jego głębokość.  Wiatr  zmienił kierunek i unosił śnieżny pył w poprzek jeziora. Zrobiła się okropna zamieć. Nie było prawie nic widać.  Lodowy wiatr targał naszymi numerami. Powietrze było suche, mroźne, więc w ustach zasychało. Należało trzymać tempo, aby nie zgubić zawodnika przed sobą.  Mi zamarzło prawe oko (to od strony wiatru).  W pierwszej chwili pomyślałam, że na okularach mam szron.  Zdjęłam je, ale nadal nic nie widziałam. Przetarłam rzęsy, sądząc, że jest na nich szron i nic. Nadal widziałam jak przez zamarzniętą szybę.  Po jakimś czasie odzyskałam wzrok w oku…

Ze względu na bezpieczeństwo biegaczy organizatorzy zawodów wstrzymali maraton w połowie dystansu. W takiej zawierusze łatwo stracić orientację, co mogłoby mieć tragiczne skutki dla zawodników.  Nie sposób kogokolwiek odnaleźć w takiej zamieci na jeziorze, np.  moja komórka nie miała sygnału, a Bajkał ma od 40 do 80 km szerokości i 636 km długości.  Do mety w Listwiance dowieźli nas poduszkowcami, które zatrzymywały się w silnym wietrze i musieliśmy wysiadać i pomagać. Tak powitała nas Syberia.

 

Duch Bajkału

Moim głównym celem na Bajkale było przejście jego szerokości z sankami, na których ciągnęłam swój ekwipunek. Marzę, aby w przyszłości przebiec lub przejść długość jeziora, więc ta wędrówka stanowiła rekonesans. Szłam z Ust-Barguzin na wyspę Olkhon. Była to zorganizowana grupa, ale rzeczy osobiste i dodatkowe jedzenie każdy ciągnął na swoich sankach. Trzy dni marszu i dwie noce spędzone w namiocie pośrodku Bajkału były fascynującą przygodą. Odgłosy bijącej fali pod lodem, uderzenia unoszących się z dna jeziora pęchęrzyków gazu o lód, dźwięk pękającego lodu to duch Bajkału, który mówi, że jezioro żyje! Tylko biel śniegu i błękit lodu tworzą iluzję, że jego tam nie ma, że 1600 m głębi wodnej nie istnieje, że idziemy po gruncie, a nie po metrowej warstwie lodu, pod którą jest otchłań. Takie myśli odrzucałam. Tylko te odgłosy na moment paraliżowały mój ruch. 

Pierwszy dzień marszu to piękna, słoneczna, mroźna, ale bezwietrzna pogoda. Widoczność wspaniała. Widać wyspę, jakby była oddalona o kilka kilometrów, a nie kilkadziesiąt. Jednak Bajkał to Bajkał. Ne przestrzegał prognoz meteorologicznych.  Wiatr na jeziorze pędził jak nieokiełzany rumak na stepie. Zmieniał kierunek.  Przestawał, cichł, aby nagle zerwać się z furią i pędzić 90 km na godz. Do tego unosił ze sobą syberyjskie zimno, które było i jest postrachem.  Wiatr szarpał namiotem, gwizdał, wył ze wściekłości, że nie może go rozerwać, w śpiworze zimno, pod lodem dziwne odgłosy. I tak przeżyłam pierwszą nieprzespaną noc na Bajkale.  Drugiego dnia wiatr nadal szalał, ale już nie robił to takiego wrażenia, nie wywoływało strachu. Chłonęłam przedziwne formacje lodu, jego pęknięcia tak różne, od delikatnych koronek, poprzez ażury, do głębokich, prostych rys, aż do pęknięć ze spiętrzonymi blokami lodowymi, pod które podchodziła woda.  Te lodowe bloki, jak kryształy czy diamenty odbijały promienie słońca i kusiły, wołały: podejdź bliżej, zobacz mnie, zrób zdjęcie… to ja, Bajkał w pełni syberyjskiej zimy.  Oczywiście, nabrałam tak dużej odwagi, że zanurzyłam się w wyrąbanej w lodzie dziurze, aby doświadczyć kąpieli w Bajkale. 

Do drugiej nocy byłam już przygotowana. Przynajmniej tak myślałam.  Całe popołudnie nic nie piłam, aby uniknąć wstawania w nocy. Noc nadeszła. Wiatr ucichł. Leżałam skulona w śpiworze. Niestety, w nocy musiałam się z niego wygramolić, nie raz, nie dwa, ale trzy razy na oddanie moczu. Myślę, że to sprawka ducha Bajkału, bo przy pierwszym wstaniu powitało mnie usiane diamentami niebo.  Było widno, bezwietrznie i miliony gwiazd wisiały tuż nad moją głową.  Cieszyłam się, że musiałam wstawać, że nie przespałam bajkalskiego nieba wytatuowanego gwiazdami.  Do tego skrzypiący pod nogami śnieg, po prostu bajka na Bajkale.

 

Trzeciego dnia znaleźliśmy się nad najgłębszym miejscem Bajkału, 1637m!  Przemarsz z sankami zakończyliśmy na wyspie Olkhon późnym popołudniem 15 marca. Dotarliśmy do miejscowości Khuzhir z ulicami pokrytymi lodośniegiem.  Znajdowało się tutaj kilka pozamykanych w okresie zimowym kawiarenek, muzeum, jeden duży sklep spożywczy, poczta i jakiś mały sklep z odzieżą.  Główną atrakcją jest „Szamanka” – słynne dwa głazy wystające kilkadziesiąt metrów ponad wodę, w których znajduje się grota uważana za jedno z najważniejszych miejsc sakralnych szamanizmu w całej Azji.  Często widać totemy szamańskie (pale lub drzewa z kolorowymi wstążkami). Ludność wyspy zamieszkuje ok. 1500 Buriatów (grupa wywodząca się z Mongolii). 

 

Na drugi dzień, 16 marca miało miejsce trzęsienie ziemi o sile 4.0 w skali Richtera. Lody Bajkału zostały połamane przez falę tsunami.  Czyżby duch Bajkału czuwał nad naszym bezpiecznym przejściem?

Alicja Barahona

Joanna Kosman

Home